Znaleziono 0 artykułów
02.04.2021

Róbmy sobie nagie selfie

(il. Nastka Drabot)

Macie nagie foty? Sporo z nas robi takie zdjęcia, ale większość pewnie się waha. A może robicie, ale tylko od święta? Robiłybyście, ale jakoś się sobie nie podobacie? Chciałabym was przekonać do robienia sobie nagich (albo przynajmniej półnagich) selfie. Wam pomoże to polubić siebie, innym kobietom przypomni, że świat jest zwyczajny. Im więcej w sieci nieidealnych ciał, tym lepiej dla nas wszystkich.

Dawno, dawno temu w pociągu Warszawa – Jelenia Góra podchodzi do mnie znajomo wyglądający facet. Mówi, że byliśmy zmatchowani na Tinderze i rozmawialiśmy, ale jakoś zniknęłam. Pyta, czy może się przysiąść, gada i wygląda spoko, więc przesuwam się na miejsce przy oknie i po chwili rozmawiamy w najlepsze. Miły typ, chociaż gadka nudna jak flak, on, dziennikarz, opowiada o pracy, ja opowiadam o jeszcze nudniejszej pracy w korpo. Podchodzi konduktor, patrzy wyczekująco, nic nie musi mówić, wyjmujemy smartfony z elektronicznymi biletami i zwracamy telefony w stronę wąsatego pracownika PKP. Najpierw mój towarzysz, a potem ja, wyciągam dłoń ze smartfonem w stronę konduktora. Trzymam i trzymam, facet głupio się uśmiecha, patrzy z zakłopotaniem na elektroniczny czytnik, potem znowu na bilet. Wyjątkowo długo trzymam tego smartfona, już trochę boli ręka. Konduktor chrząka pod wąsem i dalej wygląda, jakby zapomniał, co tu robi. Nie chcę być niemiła i gościa poganiać, ale trwa to wieki. Już chcę coś powiedzieć, ale zauważam jego minę, zupełnie głupią, pół szczęśliwą, pół zakłopotaną. „Ładne zdjęcie” – mówi półgłosem. Odwracam w swoją stronę ekran telefonu i widzę, że zamiast pokazać facetowi screena z kodem biletu, musiałam niechcący przesunąć palcem jedno zdjęcie. Przez dobre dziesięć sekund pan konduktor wpatrywał się w moje selfie w staniku z cienkiej siateczki. Takim, że niby masz bieliznę, ale wszystko widać. Reszta kontroli biletów przebiegła bez słów. Potem przez kwadrans nie mogliśmy przestać się śmiać.

(il. Nastka Drabot)

Macie takie foty? Nagie (albo półnagie) selfie robi się najczęściej w celu wysłania ich partnerowi lub osobie, z którą się sextinguje. Sporo z nas robi takie zdjęcia, ale większość pewnie się waha. A może robicie, ale tylko od święta? Robiłybyście, ale jakoś się sobie nie podobacie? Chciałabym was przekonać do robienia sobie nagich (albo przynajmniej półnagich) selfie.

Selfie pomaga polubić ciało 

Niezależnie od tego, czy jesteście w relacji, czy jesteście singielkami, zacznijcie robić selfie z myślą o sobie i dla siebie. Owszem, takie foty to świetny prezent, flirt i urozmaicenie życia intymnego, ale nauczmy się, że można coś robić tylko dla własnej przyjemności. Róbmy sobie prezenty, skoro robimy je innym, dlaczego miałybyśmy traktować siebie gorzej? Nasze ciało nie jest rekwizytem służącym do zaspokajania czyichś potrzeb. Wszechobecna narracja o samomiłości powinna dotyczyć także selfiaków. Ciągle czytacie i słyszycie, że trzeba zadbać o siebie, nauczyć się sprawiać sobie przyjemność. Zabierać siebie na randki, rozpieszczać się, tak jakbyśmy rozpieszczały innych. Traktować siebie z taką samą czułością i wyrozumiałością, jaką mamy dla partnerów i przyjaciół. To bardzo słuszne rady. Róbmy sobie zdjęcia, dla siebie. 

Sporo z was pokiwa pewnie głową i zapyta: „no fajnie, ale po jaką cholerę nam takie zdjęcia?”. Z przyjemnością odpowiadam. Niezależnie od tego, czy robisz je dla siebie, masz zamiar opublikować na Instagramie czy wysłać partnerowi, zdjęcia, które sobie zrobisz, mają celebrować twoje ciało. Niektóre z was zapytają: „A co tu celebrować? Fałdki, cellulit i rozstępy, zmarszczki i blizny?”. Właśnie tak! 

Od dawna walczymy z obowiązującym kanonem piękna. Branża beauty, popkultura i reklamy lansują wzorce, które mają się nijak do tego, jak naprawdę wyglądają kobiety. Modelki i celebrytki mogą wydawać dziesiątki tysięcy dolarów na zabiegi upiększające, spędzać po trzy godziny dziennie na siłowni, mieć prywatnego kucharza, chodzić do najlepszych chirurgów plastycznych. Trzymają się restrykcyjnej diety, zajmują się nimi prestiżowi fryzjerzy, makijażyści, trenerzy osobiści. Miliardy kobiet na świecie zarzynają się, żeby wyglądać jak Beyonce, Angelina Jolie, Jennifer Lopez czy Kim Kardashian. Zrozummy wreszcie, że poza garstką celebrytek, które zarabiają swoim wizerunkiem i poświęcają na pielęgnowanie go niewyobrażalnie dużo pieniędzy i czasu, kobiety wyglądają inaczej. Jesteśmy różnorodne. W różnym wieku, różnych rozmiarach i kształtach. Nie dajmy sobie wmówić, że piękno dotyczy tylko tego promila kobiet: modelek, aktorek i piosenkarek. 

Selfie to także obserwowanie własnego ciała. Kiedy robimy sobie zdjęcia, uczymy się patrzeć na siebie z dystansu. Oceniamy to, jak wygląda nasz dekolt czy nasz brzuch, tak jak oceniałybyśmy fotografowaną rzeźbę, pięknie podany deser albo wazon z kwiatami. Uważnie kadrujemy, patrzymy pod różnymi kątami, ustawiamy tak, żeby ładnie padało światło, żeby koniecznie było widać najfajniejszy fragment fotografowanego obiektu. W przypadku selfiaczków obiektem jest nasze ciało. Zapewniam was, po kilku sesjach odkryjecie, że jest jakiś kąt, pod którym wyjątkowo się sobie podobacie, że możecie wyeksponować ładne dłonie, oczy albo włosy. Pokazać jakąś część siebie, którą lubicie. Jeśli jej jeszcze nie odkryłyście, jest szansa, że robienie sobie zdjęć wam w tym pomoże.

Idealne kobiety nie istnieją 

Nie zrozumcie mnie źle. Kiedy mówię o ciele jako o fotografowanym obiekcie, nie chodzi mi o to, żebyście się uprzedmiotowiły, tylko patrzyły na siebie jak na dzieło sztuki. Nasze ciała to coś wzniosłego. Wybieramy sposób, w jaki je uwiecznimy, robimy selfie po to, żeby powstało coś ładnego. Tak jak sztuka, selfiaki nie mają zastosowania praktycznego. Pamiętacie te zabawne sytuacje, kiedy odwiedzający muzeum zachwycali się gaśnicą czy pozostawionymi przypadkiem na podłodze okularami, bo zupełnie zwykłe przedmioty, potraktowane jak sztuka po prostu się nimi stają? Zróbmy z naszych ciał dzieła sztuki. Może nauczymy się patrzeć na nie z większą sympatią, a nawet z podziwem. 

Podobne artykułyZwiązek z partnerem po terapii Marta Szwarc Kiedy zaczniemy robić sobie selfie, odkryjemy jak bardzo wiele zależy od tego, jak ustawimy się do zdjęcia. Popatrzcie na zdjęcia Danae Mercer. Dziennikarka i influencerka z Instagrama pokazuje na prostych przykładach, jak bardzo różni się jej ciało w zależności od przyjętej pozycji. Mercer robi sobie selfie w dwóch różnych pozach, na jednym zdjęciu napina i wypycha biodra, ściąga pośladki i wciąga brzuch, ustawia pod specyficznym kątem stopy, na drugim stoi zupełnie naturalnie i prezentuje niewidoczny na pierwszym zdjęciu imponujący cellulit, rozstępy albo wystający brzuch. Danae pracowała wiele lat w kolorowych magazynach. Teraz pokazuje kobietom, że to, co widzą na sesjach, w rzeczywistości wygląda inaczej i że za pomocą kilku sztuczek można zupełnie zmienić to, jak na zdjęciu wygląda nasze ciało. Możemy skorzystać z jej rad, żeby się sobie bardziej podobać, ale przede wszystkim zapamiętajmy, że kiedy patrzymy na „idealne” ciała kobiet w internecie czy gazetach, widzimy upiększoną pozę. 

Namawiam was do robienia sobie zdjęć. Stwórzcie kolekcję, do której czasem będziecie wracać, żeby popodziwiać siebie. A kiedy poczujecie, że to właściwy moment, podzielcie się tymi zdjęciami z innymi. Najpopularniejszym sposobem będzie wrzucenie ich do social mediów, ale możecie też komuś je wysłać, a nawet wydrukować, oprawić w ramkę i powiesić w domu. Nie musicie od razu pokazywać wszystkim aktów ani bardzo odważnych zdjęć. Zacznijcie od fragmentu ciała, ładnego zdjęcia stóp, oczu albo selfie w bieliźnie czy ładnej sukience.

Jak przełamać dyskomfort

Wiem, że wasze pierwsze odczucie na myśl o dzieleniu się takimi zdjęciami to dyskomfort. Ten sam, który odczuwamy, kiedy idziemy z kimś do łóżka i nagle druga osoba widzi nas w bieliźnie. Wiele z nas czuje dyskomfort na plaży, na basenie czy chodząc w krótkich spodenkach. Zdradzę wam tajemnicę: nic tak nie leczy jak przełamanie się. Zdarzyło wam się, żeby w sypialni, kiedy robi się gorąco i zdejmujecie sukienkę, osoba, z którą idziecie do łóżka, na wasz widok krzyknęła rozczarowana: „No nieee, przecież teraz to już nie chcę uprawiać z tobą seksu, popatrz na swoje fałdki!”? Nie zdarzyło, prawda? Zgaduję, że na widok waszych nieidealnych ciał w bieliźnie partnerzy i partnerki wcale nie rezygnowali z próby jej ściągnięcia. My stresujemy się jak diabli tym, jak widzą nas inni, a oni zwykle widzą nas lepiej niż my same. Skoro inni patrzą na nas łaskawym okiem, może powinnyśmy wziąć przykład? Okazuje się, że kiedy już się przemogłyśmy, nikt nie zauważył naszych wad i dalej okazywał entuzjazm. Może jesteśmy dla siebie zbyt surowe? Podejdźmy śmielej do eksponowania ciała. Ciężko zrezygnować z bycia swoim najsurowszym krytykiem, ale przypomnienie sobie, że inni reagują na nas entuzjastycznie, po prostu daje kopa. Pamiętacie, jakie to uczucie, kiedy odważycie się w końcu wejść na wysoką górę, skoczyć ze spadochronem czy zrobić prawo jazdy? Pokonanie strachu, w tym wypadku strachu przed nagością, daje zadowolenie. W tym wypadku będziemy podwójnie zadowolone – z siebie i z tego, jak reagują na nas inni. 

Podobne artykułyCiałopozytywność to decyzjaMarta Szwarc Tak, na dłuższą metę wyrabianie sobie poczucia własnej wartości na podstawie cudzych ocen jest zgubne. Ale nie oszukujmy się, cudze oceny potrafią bardzo poprawić sposób, w jaki na siebie patrzymy. Wspaniale, gdyby udało nam się cieszyć ze swojego wyglądu, patrzeć w lustro o myśleć „ale jestem śliczna i fajna!”, niestety niewiele z nas dochodzi do tego bez aprobaty ze strony innych. Zaryzykuję stwierdzenie, że skoro jesteśmy swoimi najsurowszymi krytyczkami, to patrzenie na siebie cudzymi oczami pomaga nam nabrać nowej, bardziej przychylnej perspektywy.

Zastanówmy się, dlaczego właściwie mamy takie opory przed wrzuceniem zdjęcia w bieliźnie (lub bez) na Instagrama czy wysłania go naszemu crushowi? Przecież w głębi duszy wiemy, że reakcje byłyby raczej entuzjastyczne. O co w takim razie chodzi? Przede wszystkim o wychowanie. Uczono nas, że mamy wyglądać skromnie. Prawie każda z nas miała w życiu taką chwilę, kiedy wystroiła się na szkolną dyskotekę, a rodzice na jej widok oświadczyli: „tak nie wyjdziesz z domu”, „schowaj tę goliznę” albo przynajmniej „jak ty wyglądasz!”. Do tego dochodzą nauczyciele, którzy często komentują strój uczennic, babcie, ciocie, cała rodzina. Od dziecka wpaja wam się, że są rzeczy, których n i e  w o l n o wam założyć. Są zbyt wyuzdane, zbyt obcisłe, za krótkie, prześwitujące. Nie wspominam nawet o nagości. Od dzieciństwa wiemy, że świecenie gołym tyłkiem jest złe. 

Róbcie selfie, żeby nastolatki przestały się bać

Kiedy tylko zaczęłyście dorastać, odkryłyście, że bycie grzeczną dziewczynką niekoniecznie jest waszym życiowym priorytetem. Niegrzeczne dziewczynki lepiej się bawią. Umieją walczyć o swoje zdanie, nie boją się krytyki. Nie żyją tak, jak każą matka i teściowa. Lubią poszaleć i zabawić się. Wiedzą, że można mieć czasem bałagan, że można czasem niechlujnie wyglądać, że można się upić, palić jointy, oddać dziecko pod opiekę rodziców i zaszaleć z przyjaciółkami. Mamy słabości, popełniamy błędy, lubimy przekraczać granice i chcemy się dobrze bawić. Prawdziwa zabawa zaczyna się, kiedy przestajemy mieć z tego powodu poczucie winy. Przestańmy więc mieć poczucie winy związane z ciałem. Uczono nas, że nie możemy wyglądać wyzywająco, że zbyt seksowne ciuchy są niewłaściwe, że inni nie będą szanować kogoś ubranego w kabaretki i obcisłą sukienkę. Bardzo fajnie jest odkryć pewnego dnia, że do tych nauk możemy się zdystansować. Chodzimy w szpilkach i obcisłych sukienkach, ale nasi współpracownicy oceniają to, jak pracujemy, nie jak wyglądamy. Lubimy chodzić w brokatowej mini – to naprawdę świetne uczucie, kiedy w końcu wyjdziemy w niej na miasto. Tak samo wyzwalające jest pokazanie innym swojego ciała. Może się okaże, że to lubicie? Sprawdzicie się w nowej roli. Nie bądźcie grzeczne, bo tak wypada.

Chciałybyśmy świata, w którym nikt nie nazwie nas szmatą, bo seksownie się ubrałyśmy. W którym nikt nie nazwie tak dziewczynek, waszych córek, które dorastając, testują różne sposoby wyrażania siebie, najczęściej kontestując normy wyznaczone przez szkołę. Walczmy w takim razie ze slutshamingiem na wszelkie sposoby, również oswajając nagość, ciało i seksualność przez dzielenie się swoimi selfiakami.

Last but not least, wrzucając do sieci nasze zdjęcia eksponujemy niekoniecznie idealny typ urody, niespecjalnie idealną figurę, wcale nie najlepszy makijaż. Im więcej kobiet dzieli się selfiaczkami, tym bardziej rozwodniony staje się ten niby-jedyny właściwy kanon urody. Im normalniejsze kobiety w sieci, tym łatwiej się z nimi utożsamić. Im większa różnorodność, tym większa szansa, że ktoś, kto odstaje od ideału, zaakceptuje siebie. Gdy wasza córka zobaczy, że nie macie problemu z rozstępami i na wakacjach dumnie nosicie bikini, zamiast owijać się szczelnie ręcznikiem, dostanie lekcję o tym, że jeśli jej ciało nie jest idealne, to nie musi się go wstydzić. Nawet jeśli nie macie córek, to dacie sygnał innym kobietom i dziewczynkom. Musimy je otoczyć szczególną troską – badania pokazują, że polskie nastolatki mają najniższą samoocenę wśród swoich rówieśniczek z 42 krajów, 61 proc. z nich uważa, że są za grube. A dorosłe Polki? Tylko cztery kobiety na sto uważają się za atrakcyjne. Jeśli nasze polskie, konserwatywne wychowanie doprowadziło Polki do tak niskiej samooceny, to znaczy, że czas najwyższy się zbuntować. Nauczmy się, że pokazywanie własnego ciała może być oznaką dumy, samoakceptacji, a nawet zabawą, ale na pewno nie ekschibicjonizmem i bezwstydem. 

Dalej was nie przekonałam? Spróbujcie po prostu robić sobie zdjęcia. Nawet w grubych swetrach, owinięte w kołdrę, w maseczce na twarzy. Lustro w windzie? W domu, w przedpokoju? Oswajajcie się ze sobą stopniowo, tak powoli, jak potrzebujecie. Celebrujcie swoje ciało, także te nieoczywiste kawałki. Wypróbujcie różne filtry, wasze smartfony na pewno mają ich mnóstwo. Nauczcie się patrzeć na swoje ciało jak na coś pięknego, ciekawego, wartego uwagi, zasługującego na uwiecznienie. Nauczcie się je eksponować, także na zewnątrz, traktować jako coś, czym się c h w a l i c i e nawet jeśli macie świadomość, że nie jest idealne. Wejdzie wam to w krew, nabierzecie trochę pewności siebie. Uodpornicie się na krytykę, docenicie, polubicie i odkryjecie bardzo ważny kawałek siebie. No dalej, zsuńcie ramiączko stanika, rozpuśćcie włosy, zróbcie tak wielki dziubek, na jaki macie ochotę. Zróbcie sobie selfie.

Joanna Jędrusik
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę