Znaleziono 0 artykułów
11.07.2019

Skąd się biorą muszelki

(Fot. Getty Images)

Muszla to skorupa żywego organizmu, a nie kamień znaleziony na plaży. Często nie zdajemy sobie sprawy, że niewinne zbieranie muszli z plaży może być szkodliwe dla środowiska. A mniej muszelek oznacza mniej zwierząt i roślin. Nie możemy więc bezkarnie wyciągać z ich morza, bo naruszamy równowagę całych ekosystemów.

Porcelanki, skalarie, łodziki, zwójki, sękacze, mitry, rozkolce, czaszołki, uchowce, zawitki, wieżyczniki, terebry, racicznice, korbikule, nożenki, zagrzebki i nerity niestałe. Nie wiem, co bardziej lubię – ich nazwy czy ich zdjęcia. Kupiłam niedawno przewodnik po muszlach świata, wydanie z 2000 roku, na śliskim błyszczącym papierze z kolorowymi fotografiami. A na nich paseczki, zawijasy, kolce, guzy, kropki, ciapki, stożki, cebule, elipsy, gwiazdy, wargi, pręgi i wrzeciona – czyli podmorskie piękno w całej okazałości. A przecież muszle to nic innego jak skorupy mięczaków zbudowane dla osłony. Naukowcy nie mogą się zgodzić co do liczby gatunków mięczaków na ziemi – jedni mówią o 50 tysiącach, inni o 200 tysiącach. Ale wiadomo, że w oceanach mięczaki stanowią aż 23 procent wszystkich morskich gatunków. Niektóre – ostrygi, przegrzebki, sercówki, omułki – łowimy albo hodujemy dla mięsa. Inne znamy tylko jako puste muszelki zabierane na pamiątkę z plaży albo jako ozdoby przy breloczkach, na ramkach do zdjęć czy w wisiorkach i bransoletkach. 

(Fot. Getty Images)

Niestety często nie zdajemy sobie sprawy, że niewinna wakacyjna rozrywka zbierania muszli z plaży może być szkodliwa dla środowiska. W 2014 roku naukowcy z Uniwersytetu Floryda i Uniwersytetu Barcelony opublikowali badania przeprowadzone na jednej z hiszpańskich plaż na przestrzeni 30 lat. W ciągu tego czasu turystyka w niedużej katalońskiej zatoce wzrosła o 300 procent, a liczba muszelek spadła o 60 procent. Spadek spowodowali nie tyle turyści zbierający muszelki, ile pojazdy, które szczotkują piasek, żeby był drobniejszy, zanim na plaży pojawią się turyści. I co z tego? Czy muszelki, które przecież są skorupami po zmarłych mięczakach, mają jakiekolwiek znaczenie dla plażowego ekosystemu? Okazuje się, że tak. I to niemałe. Naukowcy piszą, iż – oprócz tego, że są schronieniem dla krabów pustelników (a podczas przypływu chronią się w nich również małe rybki) i ptaki używają ich do budowy gniazd – dodatkowo chronią plażę przed erozją i służą jako kotwica dla wodorostów, gąbek i trawy morskiej. Przyczepiają się do nich również skorupiaki – wąsonogi, odpowiedzialne za filtrowanie wody. A kiedy muszle rozpadają się na mniejsze kawałki, zamieniają się w pożywienie dla organizmów żyjących w piasku. 

Mniej muszelek na plaży to mniej zwierząt i roślin.

(Fot. Getty Imags)

Ze zbieraniem muszli trzeba uważać, tym bardziej że niewinna rozrywka może skończyć się w więzieniu. Tak się stało w zeszłym roku na Florydzie. Diana Fiscal-Gonzalez, która na wakacje niedaleko Miami przyjechała z Dallas, zebrała na plaży 40 skrzydelników wielkich – przepięknych trzydziestocentymetrowych muszli w kształcie kremowego stożka z grubymi guzami i jaskraworóżowym wnętrzem. Gdyby w środku nie było ślimaków, kobieta nie zostałaby ukarana, ale prawo zabrania zabierania żywych zwierząt z plaży. Fiscal-Gonzalez została skazana na 15 dni więzienia i grzywnę w wysokości 500 dolarów. Ślimaki udało się uratować. Warto znać prawo państwa, do którego jedzie się na wakacje. Na Sardynii za wywiezienie piasku, kamyków i muszelek z plaży grozi grzywna od 500 do 3000 euro. Tak samo nie wolno zabierać muszli z plaż Egiptu, Turcji i Kenii. A przywiezienie do Polski wspomnianych już skrzydelników, łodzików perłowych czy muszli przydaczni (pięknej, falistej muszli zbudowanej z dwóch połówek w szarobiałym kolorze) to przestępstwo. Tak samo jak próba wwiezienia przedmiotów z kości słoniowej, rogu nosorożca, koralowców, skóry węża, krokodyla, wilka albo jakiegokolwiek gatunku zagrożonego wyginięciem.

(Fot. Getty Images)

Jednak największym problemem nie jest wcale zbieranie muszelek przez wczasowiczów i pasjonatów. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak olbrzymi jest biznes ozdób z muszelek i jakie zniszczenia środowiska powoduje. Naszyjnik z porcelanki – charakterystycznej niedużej, owalnej muszelki z ząbkowanym otworem od spodu – mógł przyczynić się do śmierci nie tylko mieszkającego w niej zwierzaka, ale również do zniszczenia rafy koralowej.

W 2018 roku Tina Deines pisała dla „National Geographic” o przemyśle biżuteryjnym wykorzystującym muszle. Na południu Indii, w Tamilnadu, kwitnie muszelkowy biznes. W niedużym nadbrzeżnym mieście Kanyakumari, na południu Indii, na zalanej słońcem plaży suszą się góry świeżo zebranych muszelek – z żyjącymi zwierzętami ciągle w środku. Za chwilę zostaną zanurzone na kilka godzin w mieszance oleju i kwasu, która ma je wyczyścić. Jeśli po tym ciągle wewnątrz zostanie jakiekolwiek mięso, zostanie ręcznie usunięte. Na koniec muszle ponownie namaczane są w oleju i polerowane. Trafiają do okolicznych rzemieślników, którzy zmieniają je w turystyczne pamiątki, część jest też wysyłana za granicę.

Zbieranie wielu z tych muszli – jak chociażby szponiatki pospolitej (zwanej też muszlą pajęczą, bo jej długie wypustki przypominają nogi pająka), turbanu marmurkowatego (pięknej szmaragdowo-białej muszli, w – cóż – kształcie turbanu) czy pleuroploki trapezoidalnej (ta przedziwna nazwa oznacza muszlę w kształcie skręconego wrzeciona) – jest w Indiach nielegalne. Pomimo to można je kupić bezpośrednio na plaży albo od muszelkowych jubilerów i sprzedawców pamiątek. Ludzie nawet nie wiedzą, że kupują muszle mięczaków chronionych prawem. 

(Fot. Getty Images)

Ale problemem są również pamiątki z tych muszli, które występują w morzu w ogromnych ilościach, a ich gatunek nie jest wpisany na listę gatunków chronionych – jak wspomniana porcelanka, której tak chętnie używa się w bransoletkach i naszyjnikach. Bo muszli na biżuterię i ozdoby nie zbiera się na plaży. Te są zbytnio wybielone słońcem i słoną bryzą, połamane i uszkodzone przez fale. Dlatego rybacy wyławiają je świeże (z żywymi zwierzętami w środku) – z oceanu. Najczęściej robią to, ciągnąc po dnie morza dużą sieć – przypomina to połów ryb trawlerem. Łapie się w nią wszystko, a przy okazji ciągnąca się po dnie ciężka sieć niszczy koralowce i wywraca dno morskie do góry nogami. Skala tego procederu jest ogromna. Jak pisze Tina Deines, w jednym z kilku zakładów w Kanyakumari pracownicy obrabiają od 30 do 100 ton muszli miesięcznie. A przecież to samo dzieje się w Indonezji, na Filipinach i Karaibach.

Niedawno na stronie ekologicznego sklepu moich znajomych z Bali, Cocobamboo, zobaczyłam, że obok oferty misek z kokosa i ekosztućców mają w sprzedaży bransoletki właśnie z porcelanek. Wiem, że ekologia była powodem, dla którego założyli sklep. Można w nim kupić zamienniki plastikowych przedmiotów codziennego użytku – bambusowe słomki, bambusowe szczotki do zębów i naturalne gąbki. Zdziwiłam się więc, że w ofercie mają muszle, których połowy wcale nie są przyjazne dla środowiska. Po godzinie dostałam wiadomość, że nie mieli pojęcia o tym, jak moda na muszle niszczy ekosystemy wokół balijskich plaż. Na stronie balijskiej fundacji R.O.L.E. (River, Ocean, Land and Ecology) znaleźli informację, że muszle u wybrzeży zostały przełowione, a zbieracze wypływają na co raz dalsze wody. I dalej je przeławiają. Jak mówi dla R.O.L.E. biolog Chris Mason-Parker, zapominamy o tym, że muszla to skorupa żywego organizmu, a nie kamień znaleziony na plaży. To, że nie rozczulają nas tak samo jak szympansy, nie znaczy, że możemy je bezkarnie wyciągać z morza i przyczyniać się do ich wyginięcia. W ten sposób naruszamy równowagę całych ekosystemów. Handel kością słoniową uważamy za niedopuszczalny, oburza nas noszenie futer, ale ciągle plądrujemy oceany w sposób całkowicie nieodpowiedzialny i wyłączenie w imię mody.

Cocobamboo wycofało muszelkowe bransoletki ze sprzedaży. A my, zanim kupimy biżuterię czy ozdobę z muszli, upewnijmy się, że nie są gatunkiem chronionym, i zapytajmy, skąd pochodzą i jak zostały złowione. A najlepiej oglądać je w przewodniku z kolorowymi zdjęciami.

Katarzyna Boni
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę