Znaleziono 0 artykułów
22.12.2019

Spa dobre na zimę

Hotel Plunhof  (Fot. Materiały prasowe)

Dla tych, którzy potrzebują wyciszenia albo przeciwnie, więcej wigoru. Dla ukojenia nerwów, dla dobra stawów i mięśni, wreszcie – po prostu dla własnego dobra. Wypad do spa to świetny pomysł na odpoczynek. Podpowiadamy sprawdzone adresy.

Nawet jeden dzień spędzony w strefie wellness jest przyjemnością, o której długo pamiętam. Wyciszenia i relaksu szukam w otoczeniu dzikiej przyrody albo w odległości szybkiego wypadu za miasto. Ze spa przywożę kosmetyki, których nie ma nigdzie indziej, dobrą energię i wiedzę o tym, jakie trendy w dziedzinie wellness są teraz na topie. 

Kopalnia energii

Hotel Plunhof  (Fot. Materiały prasowe)

Pomysłów na spa nie trzeba szukać w świecie roślin. Można je wykopać. Przekonałam się o tym, kiedy odwiedziłam należący do rodziny Volgger hotel Plunhof w południowym Tyrolu. 

Rok temu ten kameralny hotel rozwinął się w nowoczesny ośrodek wellness z ogromnym nowoczesnym trzypoziomowym spa, które nazywa się Aqua Minera i wyglądem nawiązuje do kopalni (minera to po włosku kopalnia). W pobliskiej kopalni srebra, którą zresztą można zwiedzać, pracował przodek obecnych właścicieli – protoplasta rodu. 

Odgłos ciurkającej wody, kamienne chodniki i wsparte belkami z alpejskiej sosny stropy pasują do moich wyobrażeń o spa z klimatem. Jedną z najbardziej zachwycających części strefy wellness jest basen – częściowo zadaszony, częściowo leżący na zewnątrz, naprawdę ogromny. Nastrojowo podświetlone ciemnoszare płyty kwarcytu srebra, którymi wyłożono ściany i dno, sprawiają, że mózg automatycznie przełącza się na relaks. Nie mam ochoty stąd wychodzić. Ktoś to zresztą przewidział – wokół basenu ustawiono wygodne leżanki z mnóstwem poduszek i obfitym zapasem prasy. 

Kiedy znuży mnie czytanie, mogę iść do saun – jest ich tu kilka o różnej temperaturze i wilgotności. Koniecznie nago – w austriackich spa nie można inaczej. Jeden z właścicieli hotelu Plunhof przyznaje, że to bezwstydne rozgogolenie nie wszystkim odpowiada, więc ma zamiar wkrótce umożliwić korzystanie z dobrodziejstw sauny również „tekstylnym”. 

Przełamując wewnętrzny opór, w kusym ręczniczku zaliczam kolejne atrakcje. Moim ulubionym miejscem jest fińska sauna z widokiem na góry. Trochę przypomina miniaturowy amfiteatr, gdzie tył sceny jest obszernym oknem, a widzowie siedzą na półkach i korzystają z dobrodziejstw wysokiej temperatury, napawając się widokiem gór. Jak w teatrze, tylko bardziej frywolnie. 

Sauna parowa to coś, za czym zawsze tęsknię. Tutaj Silver Steam Boiler, podobnie jak basen, zaprojektowano tak, by wykorzystać energetyczną moc południowotyrolskiego srebrnego kwarcytu. Ten sam kamień jest elementem zabiegu Silver Quarzite Stone Massage – to odprężający masaż podparty działaniem tonującego krzemu, tytanu i cyrkonu, które mają przywrócić równowagę. Kiedy kosmetyczka rozpala pod moim nosem (leżę zwrócona twarzą ku podłodze) alpejskie zioła, wiem już, że to nie będzie zwykły zabieg. Dobiegający z głośników psychodeliczny śpiew nadaje tempo ruchom masażystki, która kamieniami o różnym kształcie delikatnie naciska punkty energetyczne na moim ciele. Na pożegnanie szczyptą pachnącego ziołowo popiołu kreśli na plecach symbol nieskończoności. 

Po zabiegu dostaję długi paluch z chleba obficie posypany ziołami z instrukcją, że mam go żuć wolno, co zapewni mi dobre samopoczucie po zabiegu. Na jednym paluchu na pewno się nie skończy, bo okazało się, że doskonały chleb jest nie tylko polską specjalnością.

Kobiecy weekend

Talaria SPA  (Fot. Materiały prasowe)
Talaria SPA  (Fot. Materiały prasowe)

To nie przypadek, że o Talaria Resort & Spa w Trojanowie koło Garwolina usłyszałam pewnego wieczoru w kobiecym gronie. To pałac godny filmowego planu, mniej więcej godzinę drogi autem od Warszawy. Instynkt odkrywcy od razu skierował mnie do strefy spa, której centralną częścią jest pokój relaksu i odpoczynku. Kiedyś był tu dziedziniec pałacu w Trojanowie, o wiele starszego niż neorenesansowe mury, które przetrwały do dzisiaj. Z XV-wiecznego gmachu nie zostało wiele, ale kamienne wykusze i fragmenty murów gwarantują magię. Czuję ją, kiedy ze szklanką ziołowej herbaty przenoszę się do olbrzymiego jacuzzi – można w nim leżeć, rozmawiać z przyjaciółmi, nawet pływać. Wyobrażam sobie, jak miło jest tu wypoczywać razem z przyjaciółką albo kilkoma i okazuje się, że w Talarii pomyślano i o tym: w weekendy spa należy tylko do kobiet. 

Strefa wellness obejmuje aż tysiąc metrów kwadratowych. Oprócz jacuzzi jest tutaj basen z podwodną muzyką i przeciwprądem, a także kilka saun: łaźnia turecka, rosyjska bania i sauna na podczerwień. W jednym z kilkunastu gabinetów zabiegowych Talarii można skorzystać między innymi z zabiegów wykonywanych kosmetykami marki Yonelle albo bazujących na lokalnych specjałach, na przykład okładach z siana albo koziego mleka. Mnie najbardziej przypadł do gustu przytulny pokój – coś w rodzaju przesiąkniętej zapachem ziół sauny parowej. Można tu zaszyć się z książką na długie godziny. Na długo zapamiętam też smak jabłek – świeżych, soczystych, chrupiących. Są w Talarii wszędzie.

Krem ze spa 

Gradonna Mountain Resort Châlets & Hotel (Fot. Gert Perauer/Materiały prasowe)

– Idea piękna będącego przedłużeniem odnowy biologicznej to coś, o czym zawsze myślę – mówi Tata Harper, założycielka marki naturalnych kosmetyków, w które wyposażone jest wiele spa na świecie. Ja też ze spa, które odwiedzam, przywożę tubki i słoiczki z kremami. Fakt, że nie znajdę ich w sieciowych perfumeriach, działa na mnie jak magnes. 

Położony we wschodnim Tyrolu Gradonna Mountain Resort słynie między innymi z doskonałego smaku wody, która pochodzi ze źródła bijącego w skałach otaczających Grossglockner, najwyższą górę w Austrii. Ta właśnie woda trafia do kosmetyków, które od imienia siostrzenicy właścicielki hotelu nazywają się Magdalena’s. Ich składy opracował syn właścicielki, farmaceuta. Oprócz minerałów z wody źródlanej w składach kremów, lotionów i peelingów znalazły się też wyciągi z roślin, takich jak detoksykujący krwawnik, łagodząca wrażliwą skórę arnika albo przynosząca ulgę mięśniom i stawom goryczka żółta. Latem można je spotkać na okolicznych górskich łąkach.

Kosmetyki pielęgnacyjne Magdalena’s są wegańskie i produkowane w sposób zrównoważony, a o tym, jak działają, można przekonać się w Gradonna Spa, gdzie przy ich pomocy wykonywane są zabiegi na twarz i ręce, masaże całego ciała, okłady na oczy lub peelingi ciała. 

Gdy zima przyciąga turystów do tego czterogwiazdkowego kurortu, lubią po dniu spędzonym na stokach Grossglockner wieczorem poddawać się zabiegom z wodą źródlaną i leczniczymi ziołami. Przedłużeniem spa w Gradonnie jest strefa wellness z basenem, który dzięki panoramicznym oknom tworzy jedność z górami i zewnętrznym jacuzzi. A miejscowe produkty i dary lasu pojawiają się nie tylko w kosmetykach czy zabiegach, ale też w potrawach, potpourri rozstawionych w różnych miejscach i ziołowych herbatkach, które występują w tak wielu odmianach, że można by spędzić miesiąc, codziennie próbując innej. 

W zwolnionym tempie

NN Hotel  (Fot. Materiały prasowe)

Hasło #mindfulbeauty od pół roku podbija media społecznościowe. Rytuały „powolnego piękna” – gesty, techniki oddychania i medytacja, a także kosmetyki oparte na aromaterapii, które pomagają złagodzić stres i niepokój, to teraz bardzo silny trend w zabiegach spa. Terapeutyczne właściwości olejków eterycznych, oddziałujących korzystnie na skórę, ciało i umysł, wykorzystuje marka Aromatherapy Associates.

Gorącą zwolenniczką tej wymyślonej 30 lat temu przez Brytyjki Sue Beechey i Geraldine Howard marki kosmetycznej była księżna Diana, która interesowała się trendami wellness i aromaterapią, zanim to stało się modne. Diana szczególnie upodobała sobie zapach o nazwie Revive Evening, mieszankę aromatów geranium, ylang-ylang, paczuli i sandałowca. Właściwości pielęgnujące olejku z geranium, ylang-ylang i paczuli znane są od dawna, z kolei sandałowiec, podobnie jak aromat cytryny i pomarańczy, to znany w aromaterapii poprawiacz nastroju, dlatego ulubioną przez Dianę kompozycję, jak i inne mieszanki olejków Aromatherapy Associates, wykorzystuje się do masaży w wielu luksusowych spa na świecie – w Polsce np. w No Name Luxury Hotel & Spa. 

Położony w Pieninach hotel, zbudowany tradycyjnymi góralskimi metodami z sosnowych pni, jest otoczony lasem, więc przy odrobinie cierpliwości można z balkonu wypatrzeć sarny, lisy i żbiki. W imię idei holistycznego piękna w No Name Spa odnowę biologiczną, głęboki relaks i kontakt z żywą naturą uzupełniają organizowane warsztaty jogi, a relaksowi sprzyja wystrój wnętrz wypełnionych surowym drewnem, z meblami i elementami dekoracyjnymi wykonanymi własnoręcznie przez właściciela hotelu. Dla tych, którym trudno się wyciszyć albo – przeciwnie – potrzebują więcej wigoru, w No Name Spa przygotowano masaże i autorskie zabiegi na ciało, twarz, a nawet włosy. Włosy na koniec polewane są olejem, podczas gdy wstępem do zabiegu jest dopasowanie jednej z 13 kompozycji olejków przy pomocy specjalnej ankiety określającej stan samopoczucia. 

Proste przyjemności

Taczów (Fot. Kamil Roszczyk Mastalerz)
Wnętrza jednego z apartamentów (Fot. Kamil Roszczyk-Mastalerz)

Na początku był dom otoczony pięknym pięciohektarowym ogrodem. Stopniowo, dzięki zaangażowaniu całej rodziny właścicieli, to miejsce zmieniło się w pełen uroku hotel spa. W Taczowie pod Radomiem jednocześnie może przebywać nie więcej niż kilkunastu gości, więc atmosfera jest kameralna i sprzyja wyciszeniu. Na miejscu można zasięgnąć porady dietetyka, pod jego opieką stracić kilka kilogramów albo skorzystać z pysznego detoksu, który polega na piciu soków lub owocowo-warzywnych koktajli, co najmniej kilka dni z rzędu. 

Strefa SPA (Fot. Kamil Roszczyk-Mastalerz)

Mocną stroną strefy wellness są ajurwedyjskie masaże, które w połączeniu z rozgrzewającym działaniem sauny przedłużają regenerujące działanie zabiegów na twarz i ciało. Po nich przyjemnie jest odpocząć w jednym z kilku przytulnych pokoi – wypełnione ciepłymi barwami miodu i mineralną zielenią akwamarynu, zachęcają do wypoczynku, a namalowane przez zaprzyjaźnionego artystę obrazy, stylizowane meble i retro-dodatki, dodają wnętrzom charakteru. Skoro w pokoju na poddaszu umieszczono teleskop, wieczorami można liznąć podstawy astronomii. Ideą tego miejsca jest to, żeby goście mogli doświadczać przyjemności, na które w pracowitym codzienny życiu brakuje im czasu: zaszyć się z książką w bibliotece, prowadzić długie dyskusje przy kominku, wybrać się z instruktorem na długi spacer albo pojeździć konno. To, że Taczów wypełniają rodzinne historie, związane z każdym niemal meblem, obrazem czy książką, podkreśla autentyczność tego miejsca i sprawia, że chce się tutaj wracać.

Taczów (Fot. Kamil Roszczyk Mastalerz)

 

Katarzyna Straszewicz
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę