Znaleziono 0 artykułów
28.06.2020

LGBTQ: 10 ważnych aktywistów z całego świata

28 czerwca mija 51. rocznica Stonewall. Tamten protest był przełomowym momentem w walce o prawa mniejszości seksualnych. Niestety, pół wieku później wciąż jest wiele do zrobienia. Amelia Abraham, autorka książki „Queer Intentions”, rozmawia z aktywistami o niekończącej się walce.

Obchodzimy właśnie 51. rocznicę protestów w obronie baru Stonewall, które uważane są za początek ruchów na rzecz praw osób LGBTQ+. Policja notorycznie najeżdżała bary i lokale dla społeczności LGBTQ+, ale miarka przebrała się, gdy 28 czerwca ofiarą padł ulubiony bar gejów, Stonewall Inn w Greenwich Village.

Był to przełomowy moment w walce o prawa mniejszości seksualnych. Ale ponad 50 lat później wciąż jest wiele do zrobienia. Przedstawiamy wam 10 aktywistów z całego świata, którzy rzucają przysłowiowe kamienie w homofobiczne i transfobiczne instytucje.

Mazharul Islam, Bangladesz

Mazharul Islam

25 kwietnia każdego roku Mazharul Islam organizuje protest przed ambasadą Bangladeszu w Londynie. W 2018 roku stanął u jego boku walczący o prawa człowieka polityk i dziennikarz Peter Tatchell. Rok później na proteście pojawili się także jego znajomi z międzynarodowego stowarzyszenia LGBTQ+ z Bangladeszu. Protest ma na celu przypomnienie o śmierci Xulhaza Mannana i Mahbuba Tonoya – dwóch przyjaciół Islama, którzy zostali zamordowani w brutalnym ataku maczetami przez islamskich ekstremistów w 2016 roku. Dwa dni później on sam został ewakuowany z Bangladeszu, ponieważ jego życiu także groziło niebezpieczeństwo.

Islam dorastał w wiosce niedaleko Dhaki. W meczecie i społeczności słyszał, że homoseksualizm to grzech. Czuł, że jest inny, ale o gejach dowiedział się dopiero, gdy – mając 18 lat – zaczął korzystać z internetu. W 2002 roku na uniwersytecie dołączył do grona Boys of Bangladesz, a później do grupki tylko dla znajomych, zrzeszającej gejów na Yahoo! Po latach grupka rozrosła się do setek osób. Zaczęli się spotykać. Właśnie wtedy poznał Xulhaza Mannana.

– Xulhaz był założycielem „Roopbaan”, jedynego w Bangladeszu magazynu poświęconego tematyce LGBTQ+. Poznaliśmy się w 2006 albo 2007 roku – wspomina Islam. – Był bardzo popularny w kręgu swoich znajomych. Któregoś razu udostępnił nam swoje biuro na czas świętowania bengalskiego Nowego Roku, bo nie mogliśmy znaleźć żadnego miejsca, w którym czulibyśmy się bezpiecznie. Gdy mieliśmy po 20 lat, Xulhaz i ja często spotykaliśmy się w Dhanmondi Lakenear w Dhace. To właśnie z nim pierwszy raz w życiu widziałem ocean. Byliśmy jak rodzina.

W 2015 roku Islam zaczął dostawać anonimowe groźby, ale nie mógł zgłosić ich na policję, ponieważ homoseksualizm był (i nadal jest) w Bangladeszu wykroczeniem. Na szczęście firma, w której pracował – globalny magnat finansowy – zaoferowała mu prywatną ochronę, która eskortowała Islama do i z pracy.
Gdy był na zakupach, dostał telefon z informacją, że Mannan i Tonoy zostali zamordowani. – Natychmiast wróciłem do domu i razem z przyjacielem zaryglowaliśmy się w mieszkaniu. Włączyliśmy telewizję. Zobaczyliśmy informację o morderstwach i zaczęliśmy się zastanawiać, czy teraz idą po nas. Była to jedna z wielu bezsennych nocy.
Następnego dnia Islam spał u przyjaciół, potem pracownicy ambasady amerykańskiej przetransportowali go do tajnej kryjówki, dzień później został przewieziony kuloodpornym samochodem na lotnisko, skąd poleciał na Sri Lankę, a następnie do Wielkiej Brytanii.
Dzisiaj organizuje wycieczki dla imigrantów ze społeczności LGBTQ+ w Londynie, swoją uwagę skupiając na historii Bangladeszu. Wciąż walczy o sprawiedliwość dla zmarłych przyjaciół, współpracuje z organizacją charytatywną z rodzinnego kraju zapewniającą schronienie osobom, które zostały odrzucone przez rodziny i obawiają się o swoje życie.

LaLa Zannell, USA

Lala Zanell (Fot.© Alamy)

– Najgorzej jest, gdy przychodzę do pracy i okazuje się, że znów zabito transseksualną kobietę. Jeszcze trudniej, gdy był to ktoś, kogo znałam osobiście. Ale ci, których nie znałam, też mieli swoich bliskich – mówi LaLa Zannell, szefowa kampanii na rzecz praw osób transseksualnych przy Amerykańskim Stowarzyszeniu Praw Człowieka (American Civil Liberties Union). – W pracy dużo słyszę o hejterach i przemocy: domowej, seksualnej, policyjnej. Skupiam się wtedy na tym, kiedy mogę dać się ponieść emocjom, a kiedy nie. Czasem muszę zagłuszyć to, co dzieje się w moim prywatnym życiu jako osoby transseksualnej i ciemnoskórej. Praca nad emocjami jest niezwykle ważna w tym, co robię.

LaLa Zannell to transseksualna aktywistka żyjąca w Stanach Zjednoczonych. Pracuje na pierwszej linii frontu walki z transfobią. Pomaga społeczności transseksualnej kreować nowych liderów, którzy „mają możliwości, pewność siebie i odwagę, by efektywnie walczyć o swoje prawa”. Do niedawna działała też na rzecz Projektu Antyprzemocowego – organizacji charytatywnej z Nowego Jorku, która m.in. jest partnerem narodowej koalicji ds. śledzenia zabójstw osób ze społeczności LGBTQ+ w Stanach. W 2017 roku odnotowano w Ameryce 52 zabójstwa podyktowane nienawiścią do osób LGBTQ+ (o 28 więcej niż w 2016 roku). 71 proc. ofiar nie miało białego koloru skóry, 67 proc. nie skończyło 35 lat, 42 proc. stanowiły transseksualne kobiety i kobiety kolorowe.

Statystyki poszybowały w górę wraz z objęciem urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych przez Donalda Trumpa, który wznowił dyskusję na temat tzw. bathroom laws, przywrócił zakaz służby militarnej dla osób transpłciowych i zaproponował ustawę, która definiowałaby płeć jako stałą i niezmienną.

– Ludzie mówią, że Trump zrobił to czy tamto, ale nienawiść była z nami już wcześniej. On tylko otworzył drzwi i dał przyzwolenie na nienawiść – mówi Zannell. – Ten kraj zawsze był patriarchalny i rasistowski, a Trump jedynie umacnia to na szczeblu politycznym. Zbliża się 51. rocznica Stonewall i – niestety – od tamtej pory niewiele się zmieniło.

Zanele Muholi, Republika Południowej Afryki 

Zanele Muholi (Fot. © Zanele Muholi)

*nie ma określonej płci, ale urodziła się jako kobieta, dlatego piszę o niej w formie żeńskiej

– Zacznijmy od tego, że zajmuję się sztuką, jestem wizualną aktywistką – mówi Zanele Muholi. – Używam wizualizacji, by osiągnąć polityczne cele; by pokazać tych, którzy na afrykańskim kontynencie często pozostają zapomniani albo wykluczeni. Więc gdy wchodzę w przestrzeń artystyczną, fotografuję po to, by odwrócić działania osób, które starają się coś zniszczyć. Chcę, by moje zdjęcia niosły przesłanie: „My, mniejszości seksualne, nie jesteśmy dewiacjami, gorszymi członkami społeczeństwa. Jesteśmy kreatywni i mamy wkład w ekonomię, jesteśmy kimś innym, niż mówią o nas hejterzy”.

Artystka z RPA, której prace można było zobaczyć w zeszłym roku na weneckim Biennale, a w tym – w londyńskiej Tate Modern, od ponad 20 lat fotografuje niepokojące portrety – swoje i innych członków społeczności LGBTQ+. Zaczęła robić zdjęcia pod koniec lat 90., jednocześnie działając w organizacji non profit Behind the Mask, która zajmuje się problemami LGBTQ+ w Afryce. W latach 2007-2009 napisała pracę magisterską o czarnoskórych lesbijkach w Afryce, podkreślając problemy takie jak: brak reprezentacji w sztuce czy sporcie, gwałt naprawczy i inne zbrodnie często prowadzące do zakażenia HIV.
– Badania, które powstały przed moją pracą, w większości były czysto teoretyczne. Ja pisałam z punktu widzenia osoby z wewnątrz, a nie obserwatora. Mówiłam głosem czarnej osoby. Wszystko, co robię i będę robić, ma związek z moim pojęciem osobowości. Chcę uwidocznić to, co niewidoczne.

Od tamtej pory Muholi ciężko pracuje, by potwierdzić swoją pozycję jako uznanej fotografki w świecie wciąż zdominowanym przez białych mężczyzn. Jednocześnie pomaga innym zrobić to samo. W swojej organizacji Inkanyiso.org prowadzi program mentorski i stypendialny dla młodych ludzi, głównie z mniejszości seksualnych. – Mój dom w Durbanie stał się domem otwartym, służy jako bezpieczna przestrzeń dla młodych artystów, pisarzy, poetów i dziennikarzy. Mamy też rezydencję artystyczną w Johannesburgu. Chciałabym mieć pewność, że następne pokolenie posiada narzędzia, umiejętności, otwarty umysł i wie, jak radzić sobie z przeciwnościami losu i traumami świata.

Zapytana, co powinno się zmienić w RPA, jeśli chodzi prawa osób LGBTQ+, mówi o większej widoczności i zrozumieniu. – Udało się sprawić, że głosy osób LGBTQ+ są częścią historii, uczy się o nich na wielu uniwersytetach. Jeśli mogłabym zrobić coś jeszcze, chciałabym stworzyć festiwal fotograficzny albo filmowy, podczas którego społeczność LGBTQ+ mogłaby opowiedzieć swoje historie. Abyśmy mogli działać każdego dnia, tygodnia, miesiąca, aż ci, którzy nas nie rozumieją, dojdą do wniosku, że jesteśmy ludźmi jak wszyscy inni. Jeśli nie możemy opisać swoich historii, kto zrobi to za nas? Nikt nie zrobi tego lepiej niż my sami.

Geraldine Roman, Filipiny

Geraldine Roman (Fot. © Rex Features)

Geraldine Roman jest pierwszą transseksualną kongresmenką na Filipinach, sprawuje urząd od 2016 roku. Każdego dnia walczy o zmiany w prawie na poziomie lokalnym i narodowym, skupiając się na prawach społeczności LGBTQ+. Teraz pracuje nad ustawą przeciwko dyskryminacji i nad zalegalizowaniem związków partnerskich. Uważa, że do ślubów osób tej samej płci na zdominowanych przez katolików Filipinach nie dojdzie w tym pokoleniu. Jednak ustawa przeciwko dyskryminacji osób LGBTQ+ mogłaby przynajmniej chronić je prawnie. – Znam bardzo wielu pracowników fabryk, którzy są zmuszani do ścinania włosów. Co ma długość włosów do jakości pracy? Znam dużo par jednopłciowych, których dzieci są odrzucane z rekrutacji do szkół prywatnych z powodu seksualności rodziców. I znam wiele osób LGBTQ+, którym odmawia się opieki zdrowotnej, choć jest to podstawowe prawo każdego obywatela.

Prawo zakazujące dyskryminacji znaczyłoby, że Roman podczas kampanii byłaby chroniona przed wyzwiskami i hejtem na temat swojej tożsamości płciowej. Sama uważa się za osobę uprzywilejowaną, bo zaakceptowali ją najbliżsi. Pochodzi z rodziny progresywnych polityków. – Podróżowali i kwestionowali różne sprawy. Jeśli nie opuszczasz swojego kraju, nie jesteś w stanie widzieć nic poza swoją kulturą. Myślisz jak robot, nie dostrzegasz sfery szarości.

Przez dwa lata była dziennikarką w Hiszpanii, więc doświadczyła kultury bardziej otwartej. Teraz jej celem jest wprowadzenie na Filipinach przepisów, które pozwolą innym osobom LGBTQ+ zajmować wysokie stanowiska.

Dmitry Kozachenko i Sasha Kazantseva, Rosja

Dmitry Kozachenko (Fot. © Artem Emelianov)

Dmitry Kozachenko to 22-letni dziennikarz gej, urodzony i wychowany w Doniecku, aktualnie mieszkający w Rosji. Sasha Kazantseva to 33-letnia identyfikująca się jako lesbijka blogerka i pisarka, mieszka w Petersburgu.
– Poznałem Sashę latem 2018 roku. Od dawna czytałem jej bloga „Washed Hands”, artykuły poświęcone kulturze lesbijek bardzo mnie inspirowały – tłumaczy Kozachenko. – Sasha jest jedną z niewielu kobiet w Rosji, które nie boją się publicznie mówić o życiu lesbijek i edukować innych.

W lipcu 2018 roku Kozachenko odezwał się do Sashy, opisując swój projekt O-zine – platformę mającą na celu promocję artystów LGBTQ+ i publikowanie historii ludzi z całej Rosji. Kazantseva zgodziła się wziąć udział. – Gdy zaczynaliśmy, w rosyjskich mediach nie było zbyt wielu informacji na temat kultury LGBTQ+. Wszystko, co udało nam się znaleźć, dotyczyło łamania praw człowieka i zbrodni kierowanych nienawiścią – tłumaczy. – To niezwykle ważne tematy, a gdy jesteś queer i nie możesz znaleźć żadnych innych informacji niż wiadomości o zabójstwach, jest ci bardzo trudno. Chcieliśmy stworzyć lifestylowe medium, w którym znajdą się informacje o fajnych projektach osób LGBTQ+ w Rosji – o naszej sztuce, codziennym życiu, seksie i związkach. Jednocześnie chcieliśmy mieć możliwość zapoznania się ze sobą.

Kozachenko mówi, że O-zine jest jednym z wielu projektów tworzonych przez nową generację ludzi LGBTQ+: – Organizują swoje imprezki, akcje dotyczące sztuki i promują idee tolerancji w mediach społecznościowych. Kazantseva dodaje, że większość tych przestrzeni przeznaczona jest dla gejów, ale odnosi wrażenie, że sytuacja się poprawia. – Jako osoba żyjąca w wielkim mieście, mogę powiedzieć, że przez ostatnie dwa lata stało się ono na pewno bardziej przyjazne. W prasie pojawia się coraz więcej informacji na temat problemów LGBTQ+, coraz więcej projektów. Marzę, by życie w mniejszych miejscowościach również było dla nas łatwiejsze.

Sasha Kazantseva (Fot.© Dasha Tchainki)

Przemoc, dyskryminacja i prawo, które penalizuje propagandę homoseksualną, wciąż – oczywiście – istnieją, ale sądząc po nastrojach wśród młodych ludzi, wygląda na to, że mają już dość ciągłego strachu.

Zeleca Julien, Trynidad i Tobago

Zeleca Julien(Fot.© Eivind Hansen)

Dwa lata po tym, jak w Trynidadzie i Tobago homoseksualizm przestał być karalny, aktywiści LGBTQ+ mają zamiar zorganizować największy i najgłośniejszy festiwal Pride w historii. W 2018 roku zmiana w przepisach zmobilizowała wszystkich do działania. Jason Jones, aktywista na rzecz praw mniejszości seksualnych, przekonał wtedy rząd, by urządzić pierwszą w historii paradę równości.

Zeleca Julien była wówczas jedną ze świętujących osób. Dyrektorka wykonawcza organizacji LGBTQ+ I Am One jest aktywistką skupioną na badaniach, budowaniu i obronie społeczności. Jest także główną pomysłodawczynią King Conference – sympozjum poświęconego mężczyznom transseksualnym i osobom utożsamiającym się jako mężczyźni. – Wielu transseksualnych mężczyzn emigruje na Zachód, by poddać się operacji i bez strachu móc się identyfikować. King Conference powstało jako przestrzeń, byśmy mogli dyskutować o naszych realiach – mówi.

Sama jest lesbijką utożsamiającą się bardziej jako mężczyzna. Doświadczyła homofobii wcześniej niż większość osób, ponieważ – jak sama mówi – jest „widocznie lesbijska”, a wychowywała się w biedzie. – Przez te wszystkie lata wielokrotnie padałam ofiarą agresywnych zachowań homofobicznych. One nie istnieją w próżni. Klasa, rasa, położenie geograficzne, poziom edukacji i możliwości, tak samo jak orientacja seksualna czy płeć, mają wpływ na to, jak jesteśmy traktowani. Julien wiedzie szczęśliwe życie jako wyoutowana lesbijka. Miała kilka udanych związków.

Zmiany prawne mogą, jej zdaniem, mieć wpływ na to, że osoby LGBTQ+ poczują się częścią społeczeństwa. – Dokąd istnieją dyskryminujące prawa, dotąd ludzie będą czuli przyzwolenie na dyskryminujące zachowania. Cieszy mnie więc, że uznano to za niekonstytucyjne. W powietrzu można poczuć więcej dumy i poczucie przynależności.

Wie, że aby zmienić przyzwyczajenia kulturowe, potrzeba czasu. – Dlatego konieczne są odważne programy społeczno-kulturalne, nie tylko dla społeczności LGBTQ+, lecz także dla reszty społeczeństwa, by wszyscy znaleźli się w tym samym miejscu – apeluje.

Fox i Owl, Wielka Brytania

Fox Fisher (Fot.© Sharon Kilgannon)

Fox Fisher i Ugla Stefanía Kristjönudóttir Jónsdóttir identyfikują się jako osoby transpłciowe o nieokreślonej tożsamości płciowej. Mieszkają w Wielkiej Brytanii, ale urodzony w Londynie Fisher wychowywał się w Arabii Saudyjskiej, a Kristjönudóttir Jónsdóttir (albo po prostu Owl) pochodzi z Islandii. Poznali się na zebraniu Europejskiej Transpłciowej Rady w Bolonii w maju 2016 roku. Fox, filmowiec, miał przeprowadzić wywiad z Owl – edukatorką. Skończyło się romansem, a Owl przegapiła swój lot powrotny na Islandię.

Dzisiaj para pracuje razem i wspiera pozytywny przekaz na temat osób transpłciowych na świecie. Prowadzą projekt My Genderation – serię filmów dokumentalnych opowiadających o osobach transpłciowych, która ma na celu pokazanie perspektywy osób trans w branży filmowej. Mówią o operacjach czy uproszczonych formach transformacji płciowej. Współtworzyli także poradnik „Trans Teen Survival Guide” oraz zasiadają w radzie All About Trans – organizacji, która edukuje media o problemach społeczności trans. Owl pisze też do magazynu „Metro”, a Fox czasami jest aktorem.

Ugla Stefanía Kristjönudóttir Jónsdóttir, aka Owl
(Fot. © Sharon Kilgannon)

– Nasz sposób działania bardzo się zmienił, ostatnie dwa lata okazały się niezwykle trudne dla osób transpłciowych w Wielkiej Brytanii – tłumaczy Owl. – Byliśmy narażeni na o wiele więcej niż wcześniej nienawiści i przekleństw za to, że stoimy po stronie osób trans. Po przeprowadzce z Islandii byłam w kompletnym szoku, że media są tu platformą dla wielu nieprawdziwych historii o osobach transpłciowych i ich życiu. Często jesteśmy przedstawiani jako groźni zboczeńcy, gwałciciele i sprawcy przemocy, głównie transpłciowe kobiety. Sposób, w jaki pokazują nas media po to, by artykuły się klikały, jest obrzydliwy.

– Praktycznie nie widzi się w mediach transseksualnych mężczyzn, osób utożsamiających się jako mężczyźni czy osób niebinarnych – zgadza się Fox. – Bardzo rzadko ktoś zwraca na nas uwagę, wszyscy skupiają się na białych transseksualnych kobietach, zaś wszystkie inne grupy mieszczące się pod transseksualną parasolką pozostają niewidoczne.
Fox mówi, że potrzebna jest o wiele większa różnorodność. Dlatego pracują nad #TransAND – serialem, który opowiada o życiu osób transpłciowych, wykraczając poza ich tożsamość płciową. Dowiemy się więc o ich zawodach, aspiracjach i zainteresowaniach. – Osoby transseksualne są kimś więcej niż tylko trans – podkreśla Owl.

Alan Costa, Brazylia

Alan Costa (Fot. © Helen Salomão)

Afrobapho to kolektyw queer, którego założycielem jest Alan Costa, 28-letni artysta mieszkający w brazylijskim Salvadorze. Costa postanowił założyć Afrobapho, bo potrzebował przestrzeni, w której znajdzie ludzi o podobnych poglądach do swoich i w której będzie mógł pozbyć się emocji wywołanych fetyszyzmem i opresjami. – Kolektyw został stworzony dla młodych czarnych osób ze społeczności LGBTQ+, które wylądowały na peryferiach społecznych. Znamy się głównie z internetu – mówi. – Dzięki sztuce mamy możliwość zrekonstruowania narracji dotyczącej ciał, które często padają ofiarą opresji i agresji społecznej, a jednocześnie są uważane za uszkodzone. Klub czytelników i nasze występy stanowią pewnego rodzaju narzędzia, za pomocą których propagujemy świadomość dotyczącą naszych problemów, takich jak rasizm, przemoc, klasowość czy fobia LGBTQ+.

Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez stowarzyszenie Grupo Gay de Bahia, w Brazylii notuje się statystycznie największy odsetek morderstw osób LGBTQ+ na świecie. – Po wyborze na prezydenta ultraprawicowego Jaira Bolsonaro retoryka anty-LGBTQ+ jeszcze się pogorszyła – tłumaczy Costa. – Poziom przemocy, zarówno fizycznej, jak i symbolicznej, jest alarmujący. Obecnie jest to oficjalnie uprawnione.
Wzmogły się też ruchy rasistowskie: – Jesteśmy czarnymi ciałami, ofiarami rasizmu strukturalnego w każdej części naszego kraju, w tym w instytucjach, które nas wykluczają, gwałcą, zabijają i więżą.

Niedawno artyści z Afrobapho odwiedzili komendę policji w swoim mieście i rozwiesili imiona młodych czarnych Brazylijczyków, którzy zostali zamordowani. Akcja ta była częścią większego projektu: w lutym 2019 roku zabicie 19-letniego czarnego chłopaka przez ochroniarza doprowadziło do fali protestów związanych z ruchem Black Lives Matters w całej Brazylii. – Wielu z nas walczyło z depresją, próbując przetrwać w tym chaosie – mówi Costa. – Wierzę, że naszą rolą jest pokazanie, jak niesamowite i silne są nasze odrzucone ciała. Najważniejsze jest teraz to, byśmy mieli podstawowe prawo do życia tak jak chcemy, bez ciągłego narażenia na brak szacunku czy przemoc. O to cały czas walczymy.

Amelia Abraham
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę