Znaleziono 0 artykułów
12.12.2019

Wdech, wydech – nierówna walka ze smogiem

Smog w  Delhi (Fot. Jewel Samad, East News)

Książkę Beth Gardiner „Uduszeni” czyta się jak thriller zmieniający się w horror. Autorka zabiera nas w podróż przez naukowe raporty, ulice Delhi, śląskie fabryki i krakowskie piwnice z piecami opalanymi węglem, opisuje również historię londyńskiego smogu. Jej antybohater nie bierze zakładników. Rocznie przyczynia się do śmierci 7 milionów osób. I nie daje zbyt wiele nadziei, choć nie odbiera jej w całości.

Smog. Mgła wymieszana z dymem i spalinami. A w niej mikroskopijny pył, który powstaje ze spalania węgla, plastiku, ołowiu, silikonu, żelaza czy siarki. „Pył zawieszony o średnicy nie większej niż 2,5 mikrona. Cząstki o połowę mniejsze od większości bakterii, mniejsze nawet niż niektóre wirusy. Jedna trzydziesta szerokości włosa. Ich chmura może przyćmić słońce, przesłonić budynki oraz góry. Mimo to pojedyncze cząstki można zauważyć jedynie przy pomocy najczulszych przyrządów. Pod szkłem mikroskopu elektronowego wyglądają mrocznie i groźnie. Każda jest inna: niektóre gładkie i okrągłe, inne postrzępione i wieloboczne, rozciągające się w nieregularne, owalne kształty, w pogięte łańcuchy i gałęzie. Jeszcze inne wyglądają jak ściśnięte, przypominając bezkształtny kawał gliny, gęstą drobinę puchu. […] Czasami zmieniają swój kształt i deformują się, by przechwycić kolejnego, śmiertelnie groźnego partnera. Ale pozostają na tyle lekkie, że unoszą się na wietrze, przemierzając tysiące kilometrów, podróżując przez ocean i kontynenty. Aby przecisnąć się przez szparę we framudze okna. Aby dotrzeć tam, gdzie dociera powietrze. Aż wreszcie ktoś gdzieś zrobi wdech. Dalej, w głąb ciała, do płuc, coraz dalej, coraz głębiej”. Tak Beth Gardiner – używając słów naukowców – opisuje w swojej książce cząstki PM 2,5. To składowa smogu, której nazwa „drobne zanieczyszczenia” jest jakże myląca. Te „drobne” zanieczyszczenia niszczą nasze płuca, serca i mózgi.

Każdego roku zanieczyszczone powietrze przyczynia się do 7 milionów przedwczesnych zgonów (szacuje się, że w Europie ta liczba wynosi 400 tysięcy, a w Polsce – 40 tysięcy). Gardiner policzyła, że to więcej niż w przypadku AIDS, cukrzycy i wypadków samochodowych razem wziętych. Ale łatwiej przejąć się wypadkiem samochodowym – obraz od razu pojawia się w naszej głowie (pisk hamulców, rozbite szkło, wgnieciona karoseria, połamane ciało, krew, sygnał karetki), niż czymś, co jest niewidoczne i wyniszcza nasze organizmy przez lata – po cichu.

Smog w Amritsarze, w Indiach (Fot. NARINDER NANU / AFP, East News)

A jest czym się martwić. Im więcej robi się badań, tym bardziej przerażające są wyniki. Smog odpowiada za ataki serca, udary mózgu, raka, przedwczesne porody, deformacje płodu, chorobę Parkinsona i chorobę Alzheimera. Podczas długoletnich badań naukowcy dowiedli, że 6 na 100 dzieci oddychających zanieczyszczonym powietrzem przez całe życie będzie mieć problemy zdrowotne – ich płuca mogą być o 20 procent słabsze od normy. Co więcej, wcale nie trzeba mieszkać w Delhi, najbardziej zanieczyszczonym mieście świata, żeby odczuć negatywne wpływy smogu. Nawet jeśli oddychamy powietrzem spełniającym wszelkie rządowe limity, to i tak PM 2,5, ozon, dwutlenek azotu i inne szkodliwe substancje niszczą nasze organizmy. Trwa to dłużej i wolniej, ale jak pisze Gardiner, nie istnieje bezpieczny poziom zanieczyszczeń.

Smog nad Krakowem (fot. East News)

*Mam specyficzną pracę, w której często spędzam długie miesiące na końcu świata. Przez ostatnie kilka lat podczas polskiej zimy mieszkałam na południu Azji. Ale w tym roku jestem w Warszawie. Na telefonie zainstalowałam dwie aplikacje, które codziennie wysyłają mi powiadomienia. „Wspaniałe powietrze!”, „Możesz iść na spacer”, „Bywało lepiej” albo „Zostań w domu, dłuższy pobyt na zewnątrz wpłynie na twoje zdrowie”. Czuję, jakbym brała udział w grze: „Teraz, biegnij! Masz kilka chwil, żeby dojechać z punktu A do punktu B. Teraz szybko, chowaj się! Jeśli nie zdążysz, usłyszysz oddech Dartha Vadera!”. Zadanie? Unikać zatrutego powietrza. Cel? Ocalić swoje życie.

Tej zimy uczę się, czym jest CAQI (Wspólny Indeks Jakości Powietrza), czytam o sieci sensorów, sprawdzam informacje o benzo(a)pirenach. Ostatni raz czułam się tak w miastach i wioskach niedaleko elektrowni jądrowej Fukushima Daiichi, po których chodziłam z licznikiem Geigera w dłoni. Choć wiedziałam, że nawet wykraczające poza normę odczyty nie są dla mnie szkodliwe, jeśli w tym miejscu spędzam chwilę (w niższych dawkach promieniowanie może być szkodliwe tylko, jeśli w danym miejscu mieszka się na stałe), trudno było zachować spokój, kiedy odczyt pokazywał 12,53 mikrosiwertów, a międzynarodowa norma to 0,11. Ale nawet tam, gdzie odczyty były w normie, udzielała mi się duszna atmosfera paniki. Mieszkańcy tego regionu kwestionowali wszystko: czy można kupować ryż z Fukushimy, który przeszedł rygorystyczne testy, czy może lepiej zjeść ten z regionu obok, który testów nie przeszedł? Czy moje dzieci mogą bawić się nad rzeką, czy może powinny siedzieć zamknięte w przedszkolu bez opcji wychodzenia na zewnątrz? Zostawić pracę i wyjechać? Rozbić rodzinę, skoro mąż chce zostać? W Fukushimie gorszy od promieniowania był brak możliwości zaufania. Nieustanne poczucie niebezpieczeństwa i niepewności. Kiedy zagrożeniem jest świat, w którym żyję, trwa się w nieprzerwanej katastrofie.

Smog w Delhi (Fot. Partha Sarkar/Xinhua, East News)

Smog, w przeciwieństwie do promieniowania, jest widzialny, wyczuwalny i często daje natychmiastowe objawy (w dni, kiedy zanieczyszczenie jest wyższe, do szpitali częściej trafiają ludzie z atakami astmy, udarami mózgu i zawałami serca). Pomimo to ciągle trudno nam zrezygnować ze stylu życia, który go powoduje. Jedno to oczywiście opalanie domów słynnymi już kopciuchami. Ale naukowcy dowodzą, że nawet przebywanie obok zakorkowanych ulic ma natychmiastowy wpływ na nasz organizm. Gardiner pisze, że smog to konsekwencja naszych wyborów. Zanieczyszczenie powietrza spowodowane jest spalaniem ropy, gazu i węgla. „Paliwa, na których oparliśmy swoją egzystencję […] i które spalamy, by przemieszczać się z jednego punktu do drugiego, by zapalić nasze żarówki i włączyć laptopy, by ogrzać się w zimie – zmieniają ciała naszych dzieci. […] Odzwyczajenie się od nich nie będzie ani szybkie, ani proste. Ale wierzę, że kiedy przyjmiemy do wiadomości, jak katastrofalny jest ich wpływ nie tylko na siedliska niedźwiedzi polarnych, ale i na nasze serca i płuca oraz serca i płuca naszych rodziców i dzieci, wówczas dostrzeżemy wyraźniej, że inna przyszłość znajduje się w zasięgu ręki”. I to stara się pokazać Gardiner w swojej książce. Opisuje amerykańską ustawę o czystym powietrzu, politykę Chin, które zrobiły gigantyczny zwrot w stronę energii odnawialnej i wskazuje, co się wydarzyło, kiedy w Berlinie zapytano: „Do kogo tak naprawdę należy miasto?”. Okazało się, że nie do samochodów, tylko do ludzi.

W swojej książce Gardiner pokazuje, jak bardzo jest źle. I że to my decydujemy, w jakim świecie chcemy żyć.

Okładka książki "Uduszeni" (fot. materiały prasowe

Książka „Uduszeni. Toksyczna prawda o powietrzu, którym oddychamy” została wydana tej jesieni przez wydawnictwo Relacja. „The Guardian” uznał ją za jedną z najlepszych książek (z dziedziny „nauka, natura, idee”) w 2019 roku.

Katarzyna Boni
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę