Znaleziono 0 artykułów
04.01.2019

Wszystko, co wiemy o rozdaniu Złotych Globów

Lady Gaga (Fot. Getty Images)

Moja relacja ze Złotymi Globami? To skomplikowane – przyznaje Anna Tatarska, która przed niedzielnym rozdaniem nagród odsłania kulisy ich przyznawania i zdradza nam swoje tegoroczne typy. Wydaje się, że „Narodziny gwiazdy”, a wraz z filmem taże odtwórcy głównych ról, Lady Gaga i Bradley Cooper mają statuetki w kieszeni. Gwiazdorska bitwa rozegra się natomiast w kategoriach serialowych.

Bradley Cooper (Fot. Getty Images)

Kto przyznaje Złote Globy?

Gremium, które przyznaje nominacje, to osobliwy twór. Hollywood Foreign Press Association (HFPA) jest organizacją non-profit zrzeszającą międzynarodowych dziennikarzy. By utrzymać status aktywnego jej członka, wystarczy napisać zaledwie… cztery artykuły rocznie. Cały szkopuł w tym, że dziennikarz musi rezydować w Stanach Zjednoczonych, a konkretnie – na terenie Południowej Kalifornii. Łatwo się domyślić, jak ten wymóg przekłada się na przekrój płci,  wieku i narodowości w tej grupie. Eliminuje chociażby dziennikarzy z krajów ograniczonych ekonomicznie lub wizowo. Dorzućmy do tego skomplikowaną procedurę aplikacyjną. Każdy, kto chce się do HFPA dostać, potrzebuje protekcji dwóch członków (alarm: nepotyzm!). Czyni to organizację najmniejszym z istotnych ciał decyzyjnych w Hollywood. Jak podaje strona HFPA, należy do niej „około 90 osób”! Dziewięćdziesiąt osób rok po roku stawia na nogi całą filmową branżę, która karnie wzuwa najdroższy obuw. I przybywa do luksusowego hotelu Beverly Hilton, by u boku siwiejących dziennikarzy upijać się powolutku najdroższymi trunkami. Dla porównania, przyznająca Oscary Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej liczy około ośmiu tysięcy członków, a odpowiedzialna za nagrody SAG Screen Actors Guild – blisko 160 tysięcy aktywnych zawodowo przedstawicieli branży rozrywkowej! Nietrudno sobie dopowiedzieć, że im mniejsze ciało decyzyjne, tym mniejsze zróżnicowanie punktów widzenia, a więc większa szansa wpłynięcia na werdykt. HFPA ma na koncie co najmniej kilka udowodnionych historii łapówkarstwa i kupowania przychylności. W 2011 roku sponsorowana przez Sony wycieczka do Las Vegas zapewniła nominacje koszmarkom, takim jak „Burleska” z Cher i „Turysta” duetu Depp i Jolie. Kilka lat wcześniej Sharon Stone stała się antybohaterką skandalu po tym, jak w roku premiery swojego filmu „Muza” wysłała wszystkim decydentom drogie zegarki. A skoro można ich przychylność zyskać, można ją też stracić. Nie bez powodu po ogłoszeniu tegorocznych nominacji, w których zabrakło miejsca dla „Zimnej wojny”, pojawiły się opinie, że Pawlikowski sam sobie na to pominięcie zapracował, krytykując HFPA po ceremonii w 2016 roku.

 Nicole Kidman (Fot. Getty Images)

W jakich kategoriach przyznawane są nagrody?

Wątpliwości wzbudza także struktura kategorii. Produkcje kinowe wrzucane są do dwóch osobnych worków: „Komedia i musical” lub „Dramat”. Nie uznaję archaicznych podziałów na kulturę „wysoką” i „niską”. Świetna rola to świetna rola. Nieważne, czy zagrana w komedii, czy thrillerze. Proponowany przez HFPA podział od zawsze wydawał mi się gestem towarzyskim, próbą zadowolenia zbyt wielu osób, z którymi warto utrzymywać dobre stosunki. A ewoluujące w zależności od potrzeb definicje gatunków, nie uwzględniające coraz powszechniejszych hybryd, bywały powodem zarówno do śmiechu, jak też irytacji.

Reklama

Z drugiej strony, nie można nie docenić branżowego znaczenia tego wydarzenia. To pierwsza emitowana w telewizji prestiżowa ceremonia w długim, pełnym rozmaitych gal i rozdań, sezonie. I trzecia najchętniej oglądana, po Oscarach i Grammy. Wygrana jest PR-owym sukcesem, który sprawne studia potrafią przekuć w złoto. A na pewno zadrukować  plakaty hasłem „Nominowany do Złotego Globu”. To wydarzenie wpuszczające na salony najdoskonalsze produkcje telewizyjne i aktorów serialowych. Nieco mniej formalne w tonie, w konwencji kolacji z drinkami, sprawia, że goście czują się swobodnie, pozwalając sobie na mocne wystąpienia. Ich odwaga często jeszcze mocniej naświetla archaiczną strukturę HFPA. W 2018 roku ceremonia stała się miejscem manifestacji przynależności do ruchu Time’s Up, a płomienną prorównościową przemowę Oprah Winfrey uznano za wstęp do kampanii prezydenckiej. Jednocześnie z tej samej sceny Natalie Portman ironicznie skrytykowała brak kobiet wśród nominowanych w kategorii Najlepszy Reżyser, a był to przecież rok „Lady Bird” Grety Gerwig, „Detroit” Kathryn Bigelow i „Mudbound” Dee Res. Czego można spodziewać się po 76. odsłonie ceremonii, którą zaplanowano na 6 stycznia, czyli najbliższą niedzielę?

Olivia Colman i Emily Blunt (Fot. Getty Images)

Kto prowadzi tegoroczną ceremonię?

Prowadzenie powierzono duetowi: Sandra Oh i Andy Samberg. Kojarzony z „Saturday Night Live” i sitcomami Samberg to wybór wpisujący się w linię HFPA, która wcześniej chętnie zatrudniała komików: duet Tiny Fey i Amy Poehler, Setha Meyersa czy Jimmy’ego Fallona. Znana z „Chirurgów” Oh, na fali sukcesu serialu „Obsesja Eve”, kojarzona jest z poważniejszym repertuarem. Jej sceniczna persona to wielka niewiadoma, choć krótkie zwiastuny, zapowiadające parę, sugerują, że aktorka ma solidne poczucie humoru i dystans do siebie.

Mahershala Ali (Fot. Getty Images)

Kto ma szansę na nagrody w kategoriach filmowych?

Obserwując nastroje w amerykańskich mediach, niemal pewny wydaje się triumf „Narodzin gwiazdy” w kategorii Najlepszy Dramat. Na nagrodzenie komercyjnej „Czarnej pantery” (trzy nominacje) HFPA nie jest chyba jeszcze gotowe. Komplementy dla „Bohemian Rhapsody” to pomyłka, a „Gdyby ulica Beale umiała mówić” (trzy nominacje) i „Czarne bractwo. BlacKkKlansman” (cztery) nie zyskały aż tak entuzjastycznych recenzji jak film Coopera. Polscy widzowie będą mieli szansę obejrzeć „Beale…” dopiero pod koniec stycznia, więc warto nadmienić, że nowy film Barry’ego Jenkinsa oparty na prozie James Baldwina („Nikt nie zna mego imienia”) porusza, ale do skali emocjonalnego rażenia „Moonlight” mu daleko.

Zwycięstwo (w połowie śpiewanych) „Narodzin…” podkreśliłoby osobliwy podział kategorii. Zarówno typowany na hit „Green Book” z fantastycznym Viggo Mortensenem, jak również świetna „Faworyta” Yorgosa Lanthimosa walczą bowiem w kategorii Najlepsza Komedia lub Musical z takimi produkcjami, jak „Bajecznie bogaci Azjaci”, „Mary Poppins powraca” i „Vice”. Triumf filmu Farelly’ego wydaje się być przesądzony, choć gdyby szyki popsuł mu Grek, nie byłaby to dziejowa niesprawiedliwość. Oba filmy są fantastyczne.

Najlepszą Aktorką w Dramacie zostanie Lady Gaga. Jeszcze pół roku temu to zdanie miałoby szanse wzbudzić pusty śmiech, tym bardziej, że za konkurentki Stefani Germanotta ma takie legendy jak Glenn Close czy Nicole Kidman, a w stawce są jeszcze Rosamund Pike i Melissa McCarthy. Dwie pierwsze błyszczały wyjątkowo mocno w „Żonie” i „Destroyerze”. Ale każdy, kto widział Gagę w „Narodzinach…” wie, że jej występ stawia na baczność każdy najmniejszy włosek na ciele. Wcale niełatwo zagrać inną performerkę, bo trzeba odciąć się od własnych nawyków, od zera tworząc inną postać. Germanotta zrobiła to śpiewająco.

Alfonso Cuaron (Fot. Getty Images)

Szansę na statuetkę ma także jej ekranowy partner. Główni oscarowi konkurenci Bradleya Coopera – Mortensen, Bale, może Redford? – wylądowali w komediowej kategorii. Nominowanym za Dramat Dafoe („At eternity’s gate”), Hedgesowi („Wymazać siebie”) czy Washingtonowi („Czarne bractwo. BlacKkKlansman”) brak promocyjnego rozpędu. Szyki może tu pokrzyżować tylko Rami Malek, który fenomenalnie przeobraził się we Freddiego Mercury’ego. Pośród aktorek nominowanych w kategorii komediowo-muzycznej, zdecydowanie wyróżniają się Olivia Colman („Faworyta”) i Charlize Theron („Tully”). I choć wygra najprawdopodobniej cudowna w roli Mary Poppins, Emily Blunt, to one dwie znajdą się na licie nominowanych do Oscara razem z Gagą, Kidman i Close. Wśród mężczyzn faworytami są Bale i Mortensen – ja stawiam na Viggo, który w przeciwieństwie do lubiącego tyć i chudnąć Bale’a, pokazał całkiem nową wrażliwość.

Na Złotych Globach w kategoriach drugoplanowych wspomniany podział na komedię i dramat niespodziewanie traci sens. Aktorki i aktorzy drugoplanowi walczą ze sobą na zasadach doskonale znanych z innych nagród: wszyscy ze wszystkimi. Kategoria kobieca to jedna z niewielu, w której znalazło się miejsce dla filmu „Pierwszy człowiek” Damiena Chazelle’a, triumfatora sprzed kilku lat („La La Land” zdobył w 2017 roku sześć statuetek). Tym razem nominacje otrzymali tylko grająca żonę Armtronga, Claire Foy i autor muzyki Justin Hurwitz, zresztą faworyt w swojej kategorii (mimo, że powinien zwyciężyć Ludwig Göransson i „Czarna Pantera”). Jednak nowa „dziewczyna z tatuażem” nie ma większych szans na zwycięstwo. Może pokonać ją… gwiazda „La La Land”, Emma Stone lub Rachel Weisz. Obie tworzą fenomenalny drugi plan w „Faworycie”. Jednak branżowe ptaszki ćwierkają, że największe szanse na statuetkę ma Amy Adams, która do roli żony Dicka Cheneya, Lynne w „Vice” przeszła radykalną transformację. Nie wolno też zapominać o Reginie King, której emocjonalny występ w „If Beale street could talk” jest jednym z najjaśniejszych punktów tego, skądinąd niespełnionego, filmu. Równie ciekawy jest męski drugi plan. Adam Driver z „Czarne bractwo. BlacKkKlansman”, Sam Rockwell w „Vice”, Richard E. Grant w „Can You Ever Forgive Me?” i Timothée Chalamet w „Moim pięknym synu” stworzyli świetne kreacje, ale niekwestionowanym faworytem jest Mahershala Ali z  w „Green Book", który zgarnie statuetkę za subtelnie zagraną, ale porywającą rolę czarnego pianisty na południu podlegającym prawom Jima Crowa.

Statuetka Złotego Globu (Getty Images)

Tegoroczna stawka reżyserska jest ciekawa – Adam McKay i Spike Lee pokazali „swoje” kino. Kierunek zmienił znany ze „Sposobu na blondynkę” Peter Farelly, który nakręcił świetny komediodramat. Bradley Cooper zasłużył na duże „R” w słowie reżyser. Jednak wszystko wskazuje na to, że konkurencję zmiecie Meksykanin Alfonso Cuarón, nominowany także za scenariusz. Tu palmę pierwszeństwa przejmą raczej twórcy skryptu do „Faworyty”, Deborah Davis i Tony McNamara. Istnieje cień szansy, że przeszkodzi im ekipa od „Green Book” – Nick Vallelonga, Brian Currie i Peter Farrelly.

Co ciekawe, jedna z ostrzejszych walk rozegra się w kategorii Najlepsza Animacja. W tym roku o statuetkę walczą nie tylko filmy dla najmłodszych. W starciu na szczycie udział wezmą m.in. „Wyspa psów” Wesa Andersona i, jeden z najlepszych filmów roku, „Spider Man. Uniwersum”. Mam gorącą nadzieję, że nie skończy się na triumfie „Ralfa Demolki” czy „Iniemamocnych 2”. Odwagi!

Z powodu nieobecności w stawce „Zimnej wojny” kategoria obcojęzyczna może dla Polaków wydawać się mniej interesująca. Niesłusznie! To wciąż pięć świetnych filmów. „Kafarnaum”, „Girl” i „Złodziejaszki” nabrały wiatru w żagle jeszcze w Cannes, „Roma” i „Never look away” starły się w Wenecji. I zgodne z tamtym werdyktem, i tu najprawdopodobniej zwycięży czarno-białe arcydzieło Cuarón.

Spike Lee (Fot. Getty Images)

Kto zwycięży w kategoriach serialowych?

Stawiam, że w walce o tytuł najlepszego serialu dramatycznego „Homecoming” z Julią Roberts (faworytka do statuetki aktorskiej, choć może przegrać z prowadzącą ceremonię Oh) pokona „Obsesję Eve” i „Bodyguarda”, a najlepszą produkcją komediową zostanie „The Marvelous Mrs. Meisel”, choć nie obraziłabym się, gdyby to wyróżnienie przypadło „Kidding” ze wzruszającym Jimem Carreyem. Najlepszym miniserialem zostaną „Ostre przedmioty”, choć serce podpowiada „Skandal w angielskim stylu”. Dwie najlepsze kobiece role miniserialowe to romansująca ze skazańcami strażniczka Patricii Arquette („Ucieczka z Dannemory”) i Laura Dern jako dorosła ofiara pedofila („Opowieść”).

Wśród mężczyzn, nie ujmując niczego Benedictowi Cumberbatchowi („Patrick Melrose”), największe szanse ma chyba Darren Criss („Zabójstwo Gianniego Versace: American Horror Story”). Zaś spośród aktorów seriali wielosezonowych stawiam na Stephana Jamesa za „Homecoming”. To typy „poważne”, bo przecież Złote Globy to świat na serio i świat komedii, także w telewizji. Wśród małoekranowych śmieszków najlepsza jest Rachel Brosnahan („Miss Meisel..”) i Jim Carrey… no właśnie, a może jednak Michael Douglas? Wybór jest niemal niemożliwy! Niesamowite, jak wiele znanych nazwisk przewija się wśród ról telewizyjnych. Nawet drugi plan serialowy to parada gwiazd. Faworytami do statuetki są Patricia Clarkson („Ostre przedmioty”) i Henry Winkler („Barry”), choć szyki mogą pomieszać im Yvonne Strahovsky („Opowieść podręcznej”) i Alan Arkin („The Kominsky Method”).

HFPA w tym roku bardzo pilnuje, by ponownie nie narazić się na zarzuty o dyskryminację. Aż trzy z nominowanych w głównej kategorii filmów mają za bohaterów Afroamerykanów. W sektorze telewizyjnym nominacje aktorskie otrzymali Donald Glover z „Atlanty” i Thandie Newton za „Westworld”, a także twórcy „Pose”, skupiającego się na niebiałych członkach kultury ballroom, podgrupy nowojorskiej społeczności LGBTQ. Jednak, podobnie jak w ubiegłym roku, żadna twórczyni nie została wyróżniona w kategorii Najlepszy Reżyser. Ciekawe, jak na tę niesprawiedliwość gwiazdy zareagują w tym roku.

Anna Tatarska
Reklama
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę