Znaleziono 0 artykułów
24.11.2019

Wyspy Zielonego Przylądka: Lato przez cały rok

Spinguera Ecolodge (Fot. archiwum prywatne)

To najbliższe od Europy miejsce, gdzie w środku zimy można znaleźć letnią pogodę. Przy okazji bajeczne plaże, turkus Atlantyku, wakacyjny zgiełk i bezszelestną ciszę. Wyspy Zielonego Przylądka opisuje dla nas Alicja Zielasko. 

Żeby przetrwać zimne, deszczowe dni, muszę choć na trochę przeteleportować się do lata. To nie jest bardzo łatwe, bo nie przepadam za długimi lotami, a zmiana strefy czasowej to zawsze dla mnie kłopot. Jednak – jak stwierdziłam w wyniku researchu w internecie i na Instagramie – to możliwe. Sieć podsunęła mi Wyspy Zielonego Przylądka i miała rację. To znakomity pomysł na spędzenie grudniowego tygodnia w słońcu i nad oceanem.

Wschód słońca na plaży Santa Maria

Lato w środku zimy

Położone 450 km na zachód od zachodniego wybrzeża Afryki Wyspy Zielonego Przylądka (Cabo Verde) to archipelag 10 głównych i 16 małych wysepek. Są różnorodne – niektóre są górzyste, zielone, a niektóre całkiem przeciwnie, są płaskie i pustynne. Na São Vincente odbywa się słynny karnawał, na Fogo znajduje się czynny wulkan Pico do Fogo, Santo Antão to góry i zieleń, na największej Santiago leży stolica Praia. Mieszają się tu wpływy kultury portugalskiej, afrykańskiej i brazylijskiej. 

Na moją pierwszą podróż do Cabo Verde wybrałam dwie wyspy –turystyczną Sal i mniej popularną Boa Vistę. Lot z Londynu trwa siedem godzin, z Polski niestety trzeba się przesiadać albo skorzystać z ofert biur podróży. Co najważniejsze – różnica czas wobec Europy to tylko dwie-trzy godziny, więc nie musimy się martwić jetlagiem.

Jest to najbliższe od Europy miejsce, gdzie, podczas gdy w Polsce trwa zima, możemy się przenieść w środek lata. Temperatura powietrza jest tam stała przez cały rok, około 26 stopni w ciągu dnia, wieczorami spada do 18. A wszędzie wokół ocean!

Spinguera Ecolodge

Sal. Prosto z pomostu

Sal to najbardziej turystyczna wyspa Cabo Verde, ale mimo to urocza. Architektura to przede wszystkim kolorowe domki. Ze względu na suchy i gorący klimat nie znajdziemy tutaj bujnej roślinności, jedynie rosnące gdzieniegdzie palmy i kwitnące krzewy. Za miastem rozpościera się krajobraz pustynny.

Najbardziej popularnym miasteczkiem wyspy Sal jest Santa Maria. Tutaj tętni życie, turyści mijają się z mieszkańcami, możemy podpatrzyć normalne życie. Głównym źródłem utrzymania jest tu rybołówstwo, ale już widać, że o prymat walczy turystyka. Na obrzeżach rozciągają się wielkie place budowy – powstają nowe hotele i infrastruktura. Za pięć lat Santa Maria ma przyjmować co najmniej dwa razy więcej osób niż teraz. Lepiej wybrać się tam czym prędzej.

Głównym powodem, dla którego warto przylecieć na Sal, są bajeczne plaże z białym piaskiem i turkusową wodą Oceanu Atlantyckiego. Nawet w grudniu woda jest wystarczająco ciepła na kąpiel. Dokładnie o tym marzę co roku od listopada.

Szukając hotelu w Santa Maria, omijałam wielkie resorty (one przeważają), wybrałam dużo mniejszy Odjo d’Agua. Położony na klifie na krańcu miasteczka kurort ma klimat hotelu butikowego. W wystroju wnętrz widać wpływy śródziemnomorskie i lokalne, wiele dekoracji wykonali rodzimi artyści. Część pokoi ma balkon lub taras, inne okna z widokiem na ocean. Wielką wodę widać też z hotelowej restauracji Farolim. To, jak się okazuje, najlepsze i najbardziej znane miejsce na wieczorny obiad. Serwują tu przede wszystkim świeżą rybę, owoce morza, ale również tradycyjne dania, np. capucha – wolno gotowany gulasz na bazie kukurydzy, fasoli i mięsa.

Spinguera Ecolodge
Hotel Odjo d'Agua

Po jedzeniu dobrze pójść na spacer. Tylko pięć minut idzie się z hotelu na główny deptak Santa Maria. Prowadzi on do molo, które jest centralnym punktem życia w mieście. Tutaj łowi się ryby – można je kupić prosto z pomostu.

Podczas pobytu na Sal warto pojechać na Ponta Preta – to jedno z najbardziej znanych miejsc do uprawiania kitesurfingu.

Hotel Odjo d'Agua

Boa Vista. Pusto i cicho

A skoro już przy lataniu jesteśmy, to czas wsiąść w samolot i zobaczyć inną wyspę. Ja wybrałam Boa Vistę (loty z Sal tylko trzy razy w tygodniu). To najmniej zaludniona wyspa archipelagu, krajobraz jest jak z Marsa.

Zamieszkałam w Spinguera Ecolodge – butikowym hotelu usytuowanym w bezludnej części wyspy. Droga z lotniska zajmuje 40 minut, połowa trasy jest niedostępna dla zwykłych samochodów osobowych.

Santa Maria 

Hotel to właściwie miniwioska – kilka domków otacza niski płot, dookoła pustka, sucha gleba i daleki horyzont. Idealne miejsce dla tych, którzy szukają ciszy.

Hotel nastawiony jest na ekologię i styl życia zero waste. Woda jest tu na wagę złota, prysznic można brać tylko o określonych godzinach rano i wieczorem. Śniadanie i obiad przygotowywane są z ekologicznych produktów, wszystko jest robione na miejscu pod okiem właścicielki Larissy.

Piękna biała plaża, na której oprócz kilku kitesurferów nie ma raczej nikogo, znajduje się w odległości 15-minutowego spaceru od Spinguera Ecolodge.

To była moja pierwsza podróż na Wyspy Zielonego Przylądka. Ale na pewno nie ostatnia.

Alicja Zielasko
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę