Znaleziono 0 artykułów
31.10.2019

Zielona śmierć

(fot. Getty Images)

Nasze ciała mogą zawierać ponad 300 substancji toksycznych, które po naszej śmierci zatruwają środowisko. Póki żyjemy, warto się zastanowić, jak chcemy odejść. Od kilkunastu lat coraz więcej mówi się o ekologicznych pochówkach, w których po śmierci szkodzimy ziemi mniej niż za życia.

Jutro Święto Zmarłych, można więc spojrzeć prawdzie w oczy: prędzej czy później to nas będą odwiedzać na grobach. I choć dzisiaj żyjemy ekologicznie, w duchu minimalizmu i mindfulness, to czy tak samo umieramy?

W 2011 roku koreańska artystka Jae Rhim Lee weszła na scenę TED Talk w czarnym kostiumie, w którym ma zamiar umrzeć. Jej pośmiertne ubranie to połączenie piżamy z wdziankiem ninja. Ma kaptur z klapami, które mogą przykryć twarz, i ozdobny ścieg przypominający rozgałęziające się neurony. Całość zaprojektował Daniel Silverstein, nowojorski dizajner, który zyskał rozgłos, gdy w jego sukniach zero waste zaczęły się pojawiać Jennifer Hudson i Kristen Bell.

Ale to Lee wymyśliła, żeby w ozdobnym ściegu umieścić zarodniki grzybów. – Jestem artystką, dlatego proponuję coś z pogranicza sztuki, nauki i kultury – powiedziała ubrana w swój pośmiertny strój uczestnikom konferencji. – Infinity Burial Project to alternatywny system pochówku, w którym grzyby rozkładają nasze ciała i oczyszczają je z toksyn.

Jae Rhim Lee (Fot. James Duncan Davidson, materiały prasowe)

Lee ma szeroki wachlarz zainteresowań: od projektowania miast, które nie są odrywane od natury – również śmiertelnej natury człowieka, przez normy społeczne w modzie, po pracę z grzybami (studiowała, jak za pomocą technologii opartych na grzybach można oczyścić środowisko). Ale jako artystkę najbardziej interesuje ją relacja ciała ze środowiskiem – nie tylko za życia, także po śmierci. Bo choć my umieramy i nasze dusze (w zależności od wiary) albo lądują w zaświatach, albo rodzą się na nowo, to nasze ciało jeszcze przez długie lata tworzy relację ze środowiskiem. I niestety jest to relacja toksyczna.

Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele toksyn zawierają nasze ciała. Przenikają w nas nie tylko z powietrza i wody (i od samego poczęcia – przez pępowinę, a później po narodzinach – z mlekiem matki), ale i z teflonowych patelni i z szamponów, i z materaców, i z butelek z wodą, i z jedzenia pakowanego do metalowych puszek. Pestycydy, antypireny, dioksyny, fenole, ftalany – i bardziej swojsko brzmiące, ale nie mniej toksyczne – ołów i rtęć. W 2018 roku David Ewing Duncan, amerykański dziennikarz piszący o IT, biomedycynie i zdrowiu, przebadał się dla magazynu „National Geographic” na obecność toksyn w ciele. Testy wykazały, że w ciągu całego życia skumulował w swoich tkankach (między innymi) DDT, chlordan, heptachlor, PCB, bisfenol A, ftalany, PFA, dioksyny, rtęć i antypireny. Nasze ciała mogą zawierać ponad 300 substancji toksycznych, które po naszej śmierci zatruwają środowisko. W Stanach dodatkowym problemem jest balsamowanie zwłok po to, by wyglądały jak żywe. Używa się do tego wysoce toksycznych chemikaliów, z których najbardziej znany to formaldehyd, spowalniający rozkład martwego ciała, ale u żywych powodujący problemy z układem oddechowym i zwiększający ryzyko zachorowań na raka. Gdy ciało się rozkłada, formaldehyd trafia do gleby. Według „Irish Times” to 800 tysięcy ton rocznie.

To dlatego Jae Rhim Lee zaczęła eksperymentować z grzybami. Niech oczyszczą ludzkie ciała z toksyn, zanim zwłoki wrócą do natury. Lee testowała różne gatunki, hodując je na własnych obciętych paznokciach i włosach. Okazało się, że najlepiej radzą sobie gatunki grzybów jadalnych. Artystka nie zdradza, które grzyby zmienią nas po śmierci w kompost. Mówi tylko, że są bardzo smaczne. Ich zarodniki wszyła w zaprojektowany przez Daniela Silversteina kostium. Podoba jej się ta przewrotność: za życia my jemy grzyby, a jak umrzemy, one zjedzą nas.

Inifity Burial Suit, produkowany przez firmę Lee – Coeio, można kupić w trzech rozmiarach: S, M i L. Kosztuje 1500 dolarów. Zrobiło się o nim głośniej, gdy w marcu zmarł na atak serca Luke Perry. Jednym z ostatnich życzeń gwiazdy „Beverly Hills 90210” był pochówek z jak najmniejszą szkodą dla środowiska, najlepiej w grzybowym kostiumie. Po pogrzebie córka Perry’ego poinformowała na Instagramie, że spełniła życzenie ojca.

Jae Rhim Lee, która jest również jedną z założycielek Zakonu Dobrej Śmierci (The Order of the Good Death) promującego myślenie death positive (brzmi to sarkastycznie, ale w kulturze, która za unikanie rozmów o umieraniu płaci ogromną emocjonalną cenę, takie pozytywne, oswajające śmierć myślenie jest niezbędne), mówiła podczas wystąpienia TED: – To krok w stronę zaakceptowania faktu, że któregoś dnia umrę, a moje ciało zacznie się rozkładać. To również krok w stronę wzięcia odpowiedzialności za ciężar, jakim mogę być dla planety.

Od kilkunastu lat coraz więcej mówi się o ekologicznych pochówkach, w których po śmierci szkodzimy ziemi mniej niż za życia. Żaden z klasycznych wyborów (tradycyjny pochówek albo kremacja) nie jest do końca zielony. Pierwszy wiąże się nie tylko z toksynami uwalniającymi się do ziemi, ale i z brakiem miejsca, drugi – z toksynami uwalnianymi do powietrza i dużym zużyciem energii (żeby skremować ciało dorosłego człowieka, potrzeba około 110 litrów paliwa, a do powietrza uwalnia się 400 kilogramów dwutlenku węgla). Z samych plomb w zębach kremowanych ciał w Stanach Zjednoczonych w ciągu roku uwalnia się ponad trzy tony rtęci, a w Wielkiej Brytanii rtęć z krematoriów stanowi 16 proc. emisji kraju.

Capsula Mundi (Fot. Emanuele Cremaschi, Getty Images)

Na pomoc toksycznym umierającym idą artyści i naukowcy. Szwedzka biolożka Susanne Wiigh-Mäsak już w 1999 roku opatentowała metodę promesji, w której ludzkie ciało ochładza się ciekłym azotem. Tak zmrożone zwłoki wprowadza się w wibracje i zamienia w proszek. Wymaga to mniej energii niż kremacja, a toksyczne metale nie są uwalniane do środowiska. Można je odzyskać i składować w bezpieczny sposób. Biodegradowalna urna z prochami zmarłego staje się nawozem dla drzew. Promesja promowana jest jako jedna z najbardziej ekologicznych metod pochówku, która nie tylko nie szkodzi, ale wręcz sprzyja środowisku. Ale na razie wykonano ją tylko na zwierzętach. Za to na ludzkich zwłokach przeprowadzano już proces hydrolizy alkalicznej (resomacji). Ciało po kilku godzinach leżenia w mieszaninie wody i wodorotlenku potasu po prostu się rozpuszcza. Zostają tylko rozmiękczone kości, które wysusza się na proch. Metoda ta, używana od połowy lat 90., jest legalna w 19 stanach.

Jeśli ktoś nie chce się kremować, rozpuszczać ani zamieniać w proszek pod wpływem ciekłego azotu i wibracji, może zamienić się w drzewo. Bio Urns sprzedają w pełni biodegradowalne urny, zaprojektowane tak, że od razu mają w sobie nasiona drzewa umieszczone nad kapsułą z prochami. Z pomocą przychodzą też Anna Citelli i Raoul Bretzel, którzy zaprojektowali Capsula Mundi – ekologiczną wersję trumny robioną z sezonowych roślin, a nie z drzew, które potrzebują 40 lat, żeby porządnie wyrosnąć. Capsula Mundi to półtorametrowa kapsuła w kształcie jaja, w której można ułożyć zwłoki. Takie „ziarno” zakopuje się w ziemi. Na nim wyrasta drzewo wybrane za życia przez zmarłego.

Jest coś kojącego w tej wizji. Zamiast cmentarza – las pełen dębów, buków, brzóz i olch, które – dosłownie – składają się z nas. Sallie Tisdale, pielęgniarka paliatywna, pisarka i buddystka, wydała piękną książkę „Advice For Future Corpses (and Those Who Love Them)”, w której opisuje kolejne etapy umierania, a także to, co dzieje się ze zwłokami po śmierci. Odchodzenie traktuje z powagą, serdecznością, ale i z przymrużeniem oka. Nieustannie przypomina: nie rób z umierającego idioty, nie odbieraj mu możliwości podejmowania decyzji, nie narzucaj się z twoimi potrzebami. Po prostu bądź obok, asystuj, pomagaj, kochaj. A kiedy już nadejdzie śmierć i fala muszek i robaków, które zawsze się wraz z nią pojawiają, pamiętaj o jednym. Nasze ciała to organiczna materia, ich rozkład jest czymś naturalnym. Tą materią żywią się stokrotki, mlecze, motyle i biedronki. Tą materią żywi się świat. Zmarli – to, co kiedyś ich tworzyło – żyją dalej.

Katarzyna Boni
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę