Znaleziono 0 artykułów
17.02.2022

„Powodzenia, Leo Grande”: Witaj, ciało

17.02.2022
Fot. materiały prasowe

Gdzieś w Anglii, w bezosobowym hotelu na uboczu, spotykają się ona i on. Samotniczka po sześćdziesiątce, nieznająca uczucia pożądania i dwudziestoletni zawodowy sprzedawca zmysłowych uniesień. Klientka i usługodawca. Łatwo byłoby zamknąć tę sytuację w opowieści pełnej stereotypów. Ale Sophie Hyde, reżyserkę „Powodzenia, Leo Grande”, nie interesują etykietki, ale emocje i prawda. To czuły i zaskakujący film.

Emerytowana nauczycielka religii Nancy Stokes (Emma Thompson) zatrudnia sexworkera Leo Grande (Daryl McCormack – Isaiah Jesus z „Peaky Blinders”), by wreszcie poczuć rozkosz, której nigdy nie dawał jej seks z mężem. Okazuje się, że Leo to nie tylko wyposażona w tak zwany sześciopak piękna seksmaszyna, ale też konwersacyjny uwodziciel z całkiem imponującym IQ i predylekcją do nadużywania słowa „empirycznie”. Erudycja mężczyzny dla byłej edukatorki jest dodatkowym afrodyzjakiem. Brzmi trochę jak spin-off „Pretty Woman” z czasów post-MeToo, trochę jak rubaszna komedyjka, ale nie jest ani jednym, ani drugim.

„Powodzenia, Leo Grande” przełamuje tabu

Warto podkreślić, że seks nie schodzi w filmie na drugi plan, nie zastępuje go rozmowa. Misja Nancy, by poznać pozycje, techniki, odczucia do tej pory nieodkryte, zostaje przez Leo kompetentnie spełniona – tu film Hyde niewątpliwie przełamuje tabu. Ale obok erotycznego placu zabaw otwiera się pokój wyznań i trudnych pytań. Nancy, przez lata funkcjonująca w bardzo określonym, rutynowym układzie prywatnym i społecznym, jest zaskakująco pozbawiona zdolności interpersonalnych, towarzysko pokraczna. Taśmowo łamie zasady spotkania, zadaje niewygodne osobiste pytania, nie szanuje granic partnera. Leo, jak na profesjonalistę przystało, na początku próbuje z uśmiechem odpierać jej niespodziewane ataki i pozostać w roli. Potem wkurza się i odmawia współpracy, by na końcu otworzyć się i bez żalu zagrać w przeformułowaną już grę. Maski, które oboje założyli, wchodząc do wybitnie bezosobowego hotelowego pokoju, opadają. Nancy i Leo, poza tym, że uprawiają seks, lubią się – choć z założenia jest to relacja, która potrwa tylko chwilę. I przez tę chwilę są sobie potrzebni.

Fot. Getty Images

Film Sophie Hyde nagość po sześćdziesiątce pokazuje bez upiększeń

Sophie Hyde („Zwierzęta”) stworzyła film z dużym komercyjnym potencjałem, mogący podobać się wielu różnym grupom odbiorców. Jest to o tyle ciekawe, że bohaterowie nie podejmują się spektakularnych zadań, nie mają konkretnego celu, który mógłby pełnić rolę momentu zwrotnego akcji. Do tego właściwie nie wychodzą z pokoju, a czas upływa im głównie na rozmowach (z przerwami na seks). Jednak „Powodzenia, Leo Grande” nie nasiąka teatralnością ani nie wpada w nudę. Rozmowy ekranowego tandemu są na tyle dobrze napisane i ciekawe, że same dają radę podtrzymywać dramaturgiczną ramę, a ekranowa chemia Thompson i McCormacka tak mocna, że widz, niczym urzeczony, wpatruje się w ich twarze i ciała bez słowa protestu.

Bez tej dwójki film nie miałby sensu. Aktorzy wiedzą, że ta historia to oni, i dają z siebie 110 procent. Irlandczyk McCormack – obdarzony tak cennym autoironicznym dystansem – bez wątpienia, także przez typ urody, będzie porównywany z Regé-Jeanem Pagem z „Bridgertonów”, ale już udowodnił, że zasługuje na znacznie więcej niż miano króla seksapilu. Zaś Nancy w interpretacji Thompson nigdy nie wpada w stereotyp. Wkurza, wzrusza, ale też uwodzi.

Trudno nie zachwycać się aktorką, która gra rolę zwyczajowo określaną mianem „odważnej”. Pożądanie i nagość po sześćdziesiątce, pokazane bez upiększeń, to wciąż w kinie rzadka – i cenna – rzecz. W szeroko dyskutowanym finalnym ujęciu Nancy staje przed lustrem całkiem naga. W pierwszym odruchu ta scena nieco szokuje, także dlatego, że oglądamy dwukrotną zdobywczynię Oscara bez miękkiego światła i rozmytego kadru, bez dublerki pośladków i piersi. Ale zaraz w głowie odzywa się głos, który pyta, dlaczego nazywamy odważnym coś, co powinno być całkowicie normalne – sześćdziesięciodwulatka patrzy na siebie z sympatią i akceptacją.

Film „Powodzenia, Leo Grande” pokazywany był na festiwalach w Sundance i Berlinie. W tym roku trafi też do polskich kin, choć data jego premiery nie jest jeszcze znana.

Anna Tatarska
  1. Kultura
  2. Kino i TV
  3. „Powodzenia, Leo Grande”: Witaj, ciało
Proszę czekać..
Zamknij