Znaleziono 0 artykułów
04.04.2019

Karolina Kuklińska-Kosowicz: Dobre wzorce

Karolina Kuklińska-Kosowicz (Fot. Luka Łukasiak)

Właścicielka marki naturalnych kosmetyków i środków czystości YOPE prowadzi biznes z mężem, Pawłem, którego poznała 20 lat temu, jeszcze w liceum w Słupsku. Razem wychowują też ośmioletnią Frankę i pięcioletnią Klarę. – Cieszę się, że moje córki widzą u nas partnerski związek, a we mnie mamę, która może mieć wszystko – pracę, którą kocha, dom i przyjaciół – mówi Karolina.

Masz szczęśliwe małżeństwo, dwie córki i świetnie prosperującą firmę. Czujesz, że jesteś w dobrym momencie życia?

Jestem w momencie równowagi. Totalną eksplozję przeżyłam jako dwudziestolatka. To był szalony czas twórczości i działania bez myślenia o konsekwencjach, odpowiedzialności – kiedy najważniejsza była realizacja własnych wizji. Byłam wtedy zafascynowana tym, jak szybko mogę stawiać kolejne kroki. Teraz poruszam się rozważniej. Rozwijam się, planuję, realizuję własne ambicje, ale też mam poczucie odpowiedzialności za rodzinę, za ludzi w firmie. Lubię siebie w tym momencie.

W życiu prywatnym ta stabilizacja przyszła dosyć wcześnie?

Tak, mojego męża poznałam jako nastolatka. W liceum w Słupsku siedzieliśmy razem w ławce. Jesteśmy razem od 20 lat. Nasz sekret? Nigdy się nie ograniczaliśmy. Każde z nas miało swoją przestrzeń. Połączyła nas dojrzałość. Oboje chcieliśmy szybko stanąć na nogi, więc motywowaliśmy się nawzajem. Zawsze chcieliśmy też założyć rodzinę. Franka ma teraz osiem lat, Klara pięć. Rodzina jest i zawsze była dla mnie najważniejsza.

Dojrzałość oznaczała jednak dla ciebie także szybkie wkroczenie na rynek pracy.

Miałam 18 lat, gdy poszłam na pierwszy staż. Skąd u mnie ten drive? Mam czwórkę rodzeństwa, mam starszego i młodszego brata, starszą i młodszą siostrę, ja jestem dokładnie pośrodku. Moja mama była nauczycielką, tata mechanikiem – ma własny warsztat samochodowy. Od małego byliśmy uczeni samodzielności. Musiałam po coś sięgnąć, żeby to dostać. Moje córki wychowuję teraz trochę inaczej, ale szanuję metodę moich rodziców.

Karolina Kuklińska-Kosowicz (Fot. Luka Łukasiak)

Rodzice byli zdziwieni, że chcesz wyjechać na studia? I to na ASP?

Gdy przed maturą powiedziałam rodzicom, że chcę zdawać na ASP, nie mogli w to uwierzyć. Wtedy poczułam, że muszę o siebie zawalczyć. Udowodniłam, że potrafię. Dostałam się, a nie chodziłam przecież wcześniej do liceum plastycznego. I muszę przyznać, że podobnie jak wielu młodych ludzi, wcale nie wiedziałam, co chcę robić w życiu, byłam zagubiona, a te studia wydały mi się jedyną potencjalną drogą. I gdy już trafiłam na ASP, wiedziałam, że to jest moje miejsce na ziemi. Miałam totalne poczucie przynależności.

Chciałaś zostać artystką?

Chciałam projektować ubrania, więc wybrałam Łódź. Od małego lubiłam modę, zawsze miałam do tego dryg. Chłonęłam studia, nic nigdy nie było dla mnie za nudne ani za trudne. Zapisałam się też do szkoły charakteryzacji. To był właśnie ten szalony czas dwudziestolatki – w końcu odkryłam, co chcę robić, i poczułam, że mogę. To był bardzo ważny i twórczy okres w moim życiu.

Karolina Kuklińska-Kosowicz (Fot. Luka Łukasiak)

Równolegle zaczęłaś pracę?

Do showroomu Tweed w Warszawie zaniosłam moją kolekcję dyplomową. I właścicielki wzięły moje projekty do siebie, a potem one zaczęły się pokazywać w gazetach. Ale nie miałam kapitału na odszycie kolejnej kolekcji, musiałam zacząć zarabiać. Pomogły mi w tym stylistki, które wypożyczały moje ubrania na sesje albo prosiły o uszycie czegoś specjalnie do zdjęcia. Tak trafiłam na stanowisko asystentki stylistki, a potem do redakcji „Cosmopolitan”. Uwielbiałam tę pracę, ale chciałam więcej. Przez chwilę działałam w projekcie, który nigdy nie ujrzał światła dziennego, a stamtąd trafiłam do nieistniejącego już tytułu „Życie jest piękne”. Tam poznałam Marysię Szaj, od której dostałam propozycję pracy w „Twoim Stylu”. I zostałam tam na 12 lat. Dostałam wiatr w żagle. Miałam wolność realizowania moich pasji, jeździłam na pokazy, chłonęłam ten twórczy świat. Wiedziałam, czego chcę, więc byłam bezkompromisowa. Siedziałam w pracy do późna, żeby przygotować sesję, bo nie ma dla mnie nic przyjemniejszego niż twórczość. Nie bez znaczenia jest, że to była bardzo fajna redakcja i ludzie, którzy do dzisiaj są dla mnie bardzo ważni.

Byłaś już wtedy po ślubie?

Wzięliśmy z Pawłem ślub, gdy pracowałam w „Cosmo”. Mąż zawsze rozumiał, że pasja do pracy daje mi szczęście. Czasami, ale naprawdę rzadko, wypominał mi długie godziny spędzone w biurze. A potem przyszedł moment, kiedy sprzedaż magazynów zaczęła spadać – trudny czas dla prasy.

I co zrobiłaś?

Tak się akurat złożyło, że dla nas to był już czas na powiększenie rodziny – zaszłam wtedy w ciążę. Pracowałam do ósmego miesiąca, ale potem urlop macierzyński przeżyłam w pełni. Pojechaliśmy nawet na miesiąc do Meksyku. Do redakcji wróciłam po sześciu miesiącach od narodzin Franki. Chciałam być kobietą pracującą, tą, która wszystko potrafi. Trzy lata później urodziła się Klara. I tutaj poczułam zmianę. Dojrzałam do tego, że nie muszę wszystkim udowadniać, że jestem superkobietą, pracującą matką. Poczułam, że mogę po prostu być z dzieckiem, jeśli tego chcę, i czuć się z tym dobrze. Wróciłam do pracy po roku. Wszyscy na mnie czekali, ale moje nastawienie się zmieniło. I nie tylko to. Zmieniły się budżety, oczekiwania, sposób pracy. Wtedy zaczęłam się zastanawiać, co dalej. Nie czułam dla siebie szansy rozwoju w tym zawodzie.

Karolina Kuklińska-Kosowicz (Fot. Luka Łukasiak)

Zaczęłaś planować przyszłość?

Tak, myślałam o powrocie do projektowania albo o założeniu własnej marki. Wymyśliłam już nazwę, opracowałam model biznesowy, szukałam współpracowników. Projektowałam dziewczynom sukienki na ślub. Ale jakoś tak bez przekonania, chałupniczo. Mój mąż miał wtedy w życiu podobną fazę. Prowadził rodzinną firmę, a oprócz tego szukał pomysłu na realizację własnego projektu. Wymyślił, żeby produkować mydła.

Postanowiłaś mu pomóc?

Tak, bo okazało się, że trudno na rynku znaleźć naturalne kosmetyki, które będą dobre jakościowo, ładnie opakowane, a do tego w przystępnej cenie. Zaczęłam pracować nad tym projektem po godzinach – z technologiem opracowałam formułę kosmetyków, budowałam też zespół kreatywny. Czułam, że nie na długo będę w stanie godzić obowiązki w pracy w redakcji z pomocą Pawłowi. Powiedziałam mu, że nie mam czasu na wspólną firmę. Przy małych dzieciach i intensywnej pracy byłam wykończona. Ale on mnie przekonał, że to, co możemy zrobić razem, ma większy potencjał od tego, co mogę osiągnąć samodzielnie. Co nie znaczy, że nie bałam się zrezygnować z pracy.

Co cię ostatecznie przekonało?

Pierwsze mydła, które zrobiliśmy, wyglądały naprawdę fajnie. A gdy przygotowywałam dla produktu oprawę PR-ową, odkryłam, że mogę wykorzystać umiejętności zdobyte w redakcji. I, co ważniejsze, nikt mi nie narzuca tego, jak ma wyglądać efekt finalny. Spodobała mi się ta samodzielność. Ale potrzebowałam się utwierdzić w decyzji o porzuceniu pracy. A do tego niezbędne były mi biuro i możliwość rozwijania zespołu, bo wcześniej mój mąż dla projektu YOPE wynajmował tylko jedno biurko (śmiech). Wynajęliśmy starą willę przy Wiśniowej na Mokotowie. Taki nasz drugi dom z ogromnymi oknami wychodzącymi na ogród.

Nie bałaś się, że wspólna firma zmieni wasz związek?

Nie pomyślałam o tym. Znamy się przecież z Pawłem od podszewki. Z czasem się przekonałam, że połowa sukcesu marki to właśnie nasza wspólna praca. Bo nie muszę się martwić o tę drugą część obowiązków. Wiem, że są wykonane perfekcyjnie. Dla mnie i w pracy, i w życiu osobistym najważniejsze jest zaufanie, które w moim świecie zapewnia wolność i spokój. A przecież mężowi ufam najbardziej. (śmiech)

Karolina Kuklińska-Kosowicz (Fot. Luka Łukasiak)

A jak wspólna praca przekłada się na życie rodzinne?

Mamy dla córek więcej czasu. Żyją firmą razem z nami. Na otwarciu naszego butiku brylowały! W domu mam tysiące próbek, które ze mną testują. Widzą każdy etap naszej pracy. Gdy zostałam Kobietą Roku „Glamour”, były ze mnie niezmiernie dumne. Cieszę się, że mając dom i pracę, mogę im pokazać nowy model kobiecości. Gdy chodziłam do pracy w redakcji, a dziewczynki były chore, siedziała z nimi niania. No bo jak to wszystko pogodzić? Dziecko ma 40 stopni gorączki, a ty robisz okładkę z gwiazdą. I nie możesz zawieść swojej ekipy. Teraz, gdy któraś z córek jest chora, ma jakieś ważne sprawy albo jedziemy na wakacje, nie muszę z nikim ustalać, że biorę dzień wolny albo pracuję z domu. Tak naprawdę mogę pracować z każdego miejsca na ziemi.

Najważniejsza jest ta wolność?

Tak, nie muszę iść na kompromisy. Kiedyś nawet wyjazdy na wakacje były przecież podporządkowane planowi urlopowemu całego zespołu, teraz elastycznie dzielimy się z mężem pracą. Czasami ja wracam do domu o 18, czasami on. A na wakacjach i tak zawsze pracujemy, więc w sumie możemy częściej wyjeżdżać.

Macie plan na przyszłość YOPE?

Mamy cele, pomysły i wizje. Nasza marka ma nieść za sobą idee – autentyczności, ekologii, światowości – i te idee realizujemy w naszych produktach. Innowacja to moja ambicja. Żeby nie przestać się rozwijać, musimy mieć opracowane trzy ruchy naprzód.

Kosmetyki YOPE (Fot. Luka Łukasiak)

A jest coś, co sprawia ci w pracy trudność?

Pracuję nad sobą, bo kiedyś byłam zosią samosią, a teraz muszę sprawić, żeby nasi pracownicy, już prawie 30 osób, czuli się współtwórcami marki. Uczę się też opanowywać emocje, bo potrafię być bardzo ekspresyjna…

Czego nauczyłaś się w pracy od męża?

Opanowania. On ma stoicki spokój. Taki jest też w życiu prywatnym. Jest wodą, a ja ogniem.

Partnerski układ między wami obowiązuje w domu i w biurze?

Tak, łączy nas też podejście do rodzicielstwa. Staramy się wychować dziewczynki w otwartości na życie. Chcielibyśmy, żeby wyrosły na wrażliwych ludzi, nie płynęły z falą, myślały samodzielnie. A przede wszystkim, żeby wierzyły w siebie. Naszym zadaniem jako rodziców jest ugruntować w nich to poczucie własnej wartości. A dzieci uczą się najwięcej, obserwując rodziców. Cieszę się, że dziewczynki mogą widzieć szczęśliwe małżeństwo, czułych tatę i mamę, którzy pracują, mają przyjaciół i chodzą ze sobą na randki. (śmiech)

Kosmetyki YOPE (Fot. Luka Łukasiak)

 

 

Anna Konieczyńska
Komentarze (1)

Wyloguj się
Monika Jarząbek
Monika Jarząbek04.04.2019, 21:56
Mądra.Piekna.Wspaniala.Gratuluję Karolina.
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę