Znaleziono 0 artykułów
16.06.2021

Katarzyna Figura: Mam odwagę zachwycać się życiem

16.06.2021
(Fot. Jarosław Sosiński)

Na rolę w filmie Szumowskiej czekała od lat. Występem w „Śniegu już nigdy nie będzie” zaimponowała nie tylko krytykom, lecz także najmłodszej córce Kaszmir, fance „Stranger Things”. Dzieci, a ma ich troje (syn Alex 33 lata, Koko 18, Kaszmir 16), są dla Katarzyny Figury najważniejsze. Nagradzana aktorka, od lat w panteonie gwiazd i na językach, w rozmowie z „Vogiem” rozkłada na części pierwsze swoją karierę, ale zagląda też głębiej, pod skórę. Tam, gdzie kryją się energia, talent. Mocna, ewoluująca z czasem, kobiecość. I tam, gdzie boli.

Zagrać w filmie Szumowskiej – ten punkt był na pani liście „to-do” od dawna? 

Tak. Pamiętam, że w 2003 r., karmiąc piersią córeczkę Koko, oglądałam po godzinach telewizję. Przerzucając kanały, trafiłam na „Szczęśliwego człowieka”, pierwszy film Małgośki. Zachwyciłam się. Dotarłam do niej, powiedziałam, że chcę u niej zagrać, żeby miała mnie z tyłu głowy. Minęło kilka lat i w 2005 r. swój Teatr Polonia otwierała Krystyna Janda. Zaproponowała mi monodram według powieści Oksany Zabużko „Badania terenowe nad ukraińskim seksem”. To był drugi spektakl na deskach Polonii. Powiedziała: „Wybierz sobie reżysera, jakiego chcesz, i ja ci go załatwię”. „Chcę Szumowską” – odpowiedziałam. Było dla mnie ważne, żeby pracować z dużo młodszą kobietą, która inaczej spojrzy na ten temat. Chciałam też wprowadzić świat filmu do teatru. Krystyna nie wiedziała, kto to jest. Wiem, jak to dzisiaj brzmi, ale to było jeszcze przed „33 scenami z życia”. Michał Englert robił wtedy światło do spektaklu, ich team już wtedy funkcjonował. Bardzo dobrze się w tej robocie poznaliśmy. Ale na szansę przed kamerą musiałam czekać tyle lat. 

(Fot. Jarosław Sosiński)

Kiedy na jesieni 2019 r. zadzwoniła do mnie z propozycją Magda Szwarcbart, casting director, aż skoczyłam z radości. Miałam zagrać Miss Gucci w najnowszym filmie Małgośki i Michała pod roboczym tytułem „Wonder Żenia” lub „Masażysta”. Wszystko odbywało się spontanicznie. Scenariusz ewoluował nawet w trakcie zdjęć. Teksty wylatywały, dochodziły sceny. Żywa, inspirująca praca. 

No i wspaniałe było spotkanie z Alecem Utgoffem. To wyjątkowy aktor, ze szkoły teatru Szekspirowskiego, pracował m.in. z Kennethem Branaghem. Moja najmłodsza córka, Kaszmirka, specjalnie jechała z wybrzeża do Warszawy na Comic Con z udziałem aktorów ze „Stranger Things”. A tu nagle mama gra w filmie z tym najfajniejszym. Zabrałam Kaszmir na plan. Poznała Aleca, długo rozmawiali. Złożył autograf w książce „Stranger Things”. Chyba zaimponowałam!

Katarzyna Figura o roli w „Śniegu już nigdy nie będzie”

Odpowiada pani tryb pracy, gdzie film „dzieje się” na oczach ekipy?

Po trzydziestu paru latach pracy wiem, że ja na planie robię swoje. Później wszystko jest w rękach reżysera i montażysty. To, co widzę na ekranie, zawsze jest dla mnie zaskoczeniem. Oglądanie bywa trudne. Z jednej strony towarzyszy mi lęk, z drugiej – radosne oczekiwanie, podniecenie, że to, co zobaczę, przekroczy moje wyobrażenie. Ta druga emocja jest ważniejsza. Film jest wypadkową energii, której nie można skalkulować. I to jest dla mnie najbardziej ekscytujące. 

W pani postaci w „Śniegu już nigdy nie będzie” zderzają się żywioły. Spotyka się w niej groteska i głęboki smutek.

A przede wszystkim samotność. Wiele jest w tej postaci z dzisiejszego człowieka. Niby dookoła ludzie, normalnie funkcjonujemy, mamy dom, pracę. Ale otacza nas pustka. Pustka jest też w środku. Nie potrafimy odnaleźć się, właściwie nie wiemy, dlaczego dalej żyjemy. Mimo że nasz film powstawał na przełomie 2019 i 2020 r., przed pandemią, to Małgośka i Michał chwycili niesamowitymi, intuicyjnymi czujkami to, co się z nami dzieje tu i teraz.

Na przykład filmowe osiedle istnieje naprawdę, ale na ekranie przeobraża się w sugestywną dystopię.

Do tej pory trudno mi uwierzyć, że to nie jest scenografia. Tam na co dzień przecież żyją ludzie, pewnie też w jakim sensie szczęśliwi. I nagle w obrazach Michała Englerta i Małgośki Szumowskiej to kondominium zyskuje dystopijny, surrealistyczny charakter, dla mnie niczym z „Blade Runnera”. Dzięki temu wpisuje się w narrację o przełomowym dla świata momencie. Pandemia nas chyba przełamała. Wirus sprowokował ludzi do innego myślenia, innego działania, może pozwoli rozpoznać inne możliwości. Ta zmiana dotyczy również aktorstwa. Nie ma już miejsca na hedonistyczne bicie piany. 

To niekoniecznie jest popularne stanowisko.

Mam tego świadomość. W pewnym sensie jesteśmy świadkami końca świata, destrukcji, „zjadania własnego ogona”. Człowiek musiał wytworzyć nowe narzędzia obsługi samego siebie, rodziny, pracy. Mam wewnętrzny imperatyw. Nie mogę tkwić w tym, co było. Od zawsze myśl o rozwoju, ewolucji, była dla mnie napędem. I teraz, paradoksalnie, ten trudny czas stał się jakimś szalonym uderzeniem w piłkę, w kulę ziemską. Wpadła ona w kompletnie inną przestrzeń. 

Katarzyna Figura: Jestem szczęściarą, pustkę wypełniają nowe role

To był też ogromny test. Ludzie musieli zweryfikować postrzeganie swoich relacji. Niektórzy odkryli, że już się z partnerem nie lubią, że nie umieją spędzać razem czasu.

Ludzie posługują się w życiu jakimiś złudzeniami, stereotypami, funkcjami. Emocje traktują jak narzędzia do osiągnięcia czegoś. Nie ma prawdziwych relacji, uczuć. I bycia. A przecież bycie jest najistotniejsze. Przez to, co się stało na zewnątrz naszego życia, zostaliśmy zmuszeni wejść do wewnątrz. A tam pustka. Wielu ludzi nie wie, co z tym stanem zrobić. Czują się niekomfortowo.

A pani? 

Jestem szczęściarą, bo moja pustka zapełnia się coraz to nowymi rolami – postaciami filmowymi i teatralnymi. Jedną z nich jest Fedra. To jest duża, trudna rola, za którą zresztą otrzymałam wiele prestiżowych nagród. Racine w XVIII w. zapisał ten dramat bardzo współcześnie. Realizacja spektaklu na sopockiej scenie Teatru Wybrzeże w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego też jest zaskakująco współczesna. Moja Fedra jest mocna i niemocna zarazem, walczy o prawo do namiętności, do wolności, do wyboru. Pokazane jest funkcjonowanie systemu patriarchalnego, który trwa od wieków, a teraz na naszych oczach się sypie. 

Moja bohaterka w „Śniegu...” jest bardziej enigmatyczna. Kobieta dojrzała, samotna. Żyje z czterema angielskimi buldogami. Gdyby nie było tych zwierząt w jej życiu, to też nie byłoby jej. Być może dlatego, w geście okrutnie ironicznym, właśnie ten byt zostaje jej odebrany, a ona ma wrażenie, że wyparuje, zniknie, przestanie istnieć. 

Podobnie jak postać Sędzi ze spektaklu „Balkon” Jeana Geneta w reżyserii Jana Klaty [premiera odbyła się 4 czerwca na sopockiej scenie Teatru Wybrzeże – przyp. red.], która również wchodzi w tę przestrzeń. Jej byt Sędzi jest emanacją bytu Złodziejki. „Gdybyś ostatecznie odmówiła mi tego bytu, popełniłabyś zbrodnię. Wystarczyłoby to, abym ja przestała istnieć. Wyparowała, pękła, ulotniła się, została unicestwiona”. 

Dla mnie Miss Gucci jest ciekawa też dlatego, że kojarzy się z wizerunkiem, który pani towarzyszy od lat.

Może Małgośka nieprzypadkowo zaproponowała mi tę postać. Wiedziała, że ja wiem, gdzie sięgnąć. Miss Gucci i ja jesteśmy doświadczone, pokiereszowane. Sąsiedzi patrzą na nas jak na wariatki. Społeczeństwo chętnie by nas podeptało, przemieliło i wypluło. Ale nie poddajemy się. Mamy ten wspólny „gen”, mamy odwagę zacząć od nowa. A nawet zachwycić się życiem i znów odnaleźć w nim radość.

Dostosowanie się do sytuacji jest trudne. Niewielu to potrafi.

Myślę, że to jest najtrudniejsza rzecz. Znalezienie możliwości ochronienia najbliższych i przetrwania. Survival. To nie oportunizm, raczej mądrość życia, bycie wewnątrz. To w tajemniczy i nieoczywisty sposób reprezentuje w „Śniegu...” Żenia. Gandhi powiedział: to ty jesteś zmianą. 

Za chwilę rozpoczynamy zdjęcia do krótkiego filmu „Victoria” w reżyserii Karoliny Porcari. Gram tam z Małgosią Bogdańską. Film mówi o seksualności dojrzałych kobiet. Wie pani, że pierwsze zastrzeżenie, jakie padło: „Dlaczego to nie są czterdziestolatki, tylko jakieś stare babki”? Przecież nikt nie kwestionuje filmów z tak wspaniałymi dojrzałymi aktorkami, jak Isabelle Huppert czy Tilda Swinton. A my mamy do czynienia z ciemnotą i zabobonem polskiego grajdołu. 

Próbuje się pani z niego wydostać?

Na pewno nie przestaję marzyć. Chciałabym pracować z Quentinem Tarantino czy Pedro Almodóvarem. W teatrze z Robertem Wilsonem i Lukiem Percevalem. Jeżeli jest szansa otwarcia drzwi, znalezienia pomostu, przejścia przez rzekę – czy ocean! – to ja do tego dążę. 

(Fot. Jarosław Sosiński)

Katarzyna Figura o rozliczeniach w świecie kultury

Pani syn jest już dorosły, samodzielny. Ale córki to wciąż nastolatki. Dziś dziewczyny nie boją się zabierać głosu, dzielnie walczą o swoje prawa – też na demonstracjach. Myślę, że mamy mogą się uczyć od córek odwagi, którą starszym pokoleniom kobiet społeczeństwo często odbierało.

Mam dla nich podziw i pełną akceptację, wspieram je w tym, by były wolne. Ja przez całe życie taka byłam i nadal jestem. W drugiej połowie lat 80. zaczęłam w związku ze swoją pracą dużo podróżować. Byłam w Europie, w Afryce, w Ameryce Północnej. Nie tkwiłam w czarnej dziurze PRL. Widziałam przepaści kulturowe, społeczne i polityczne – uczyłam się wolności.

Pracowała pani w USA w czasie, do którego często odnosi się dziś #MeToo. Jakie ma pani na ten temat obserwacje?

Przyznam, że trudno mi się w tym odnaleźć. Mam poczucie rozdarcia. Wielu z oskarżanych artystów jednocześnie stworzyło bezcenne dzieła kultury światowej. Czuję, że tu konieczne jest rozdzielenie. W naszej pracy wszystko przebiega na granicy. Dotykamy mroku, ciemnej strony seksualności. Dalí powiedział, że „każda sztuka jest w swoim jądrze erotyczna”. W proces twórczy wpisują się praktyki, które przekraczają granice. Przerażające jest to, co dzieje się teraz w mediach społecznościowych. Opluwanie, wylewanie żółci i na tej podstawie niejednokrotnie dowartościowywanie się i niszczenie autorytetów. To jest miecz obosieczny. Doprowadzamy do tego, że świat staje się bez wartości. Burzenie pomników – OK, ale po co? To jest ważne pytanie. 

Ja z jednej strony cieszę się, że dokonuje się pewnych rozliczeń, i uważam, że jeśli ktoś…

…dokonał pewnych przekroczeń...

... to dobrze, że można o tym powiedzieć. Ale gdy Amerykańska Akademia odbiera Romanowi Polańskiemu Oscara i wyrzuca go ze swoich szeregów – mimo że nie dowiedzieli się od chwili przyznania tej nagrody niczego nowego – to widzę koniunkturalny fałsz i staranie o dobry PR.

Tak, to jest po prostu straszne. Gdzie jest granica absurdu? W Ameryce wycofuje się tytuły, wycina się z filmów sceny dziś uznawane za politycznie czy moralnie wątpliwe. W ten sposób zniekształca się historię. 

Moją intuicją zawsze jest „wierzę ofiarom”. Ale jednocześnie oburza mnie, że nie ma już domniemania niewinności. Wyrok zapada zaraz po wysunięciu oskarżenia.

To jest okropna sytuacja. Nastąpiło bardzo poważne zaburzenie. Gdzieś zatraciliśmy empatię, tolerancję. Posługując się narzędziami na miarę naszych czasów, czyli internetem, żywimy przede wszystkim własne ego. Nie jesteśmy życzliwi, otwarci, ciekawi innych ludzi i świata. Idealistycznie marzę o zmianie postawy człowieka, o zmianie nastawienia.

Czy w takim razie zabiera pani głos „w sprawie”? Wykorzystuje swoją pozycję, żeby naświetlić problem?

Moim manifestem są moje role. W teatrze coraz częściej gram postaci, które przenoszą zapis pewnych struktur, praw, mechanizmów od wieków decydujących o tym, jak funkcjonuje ludzkość. Najważniejszy jest przekaz – myśl, która skłania ludzi do poszerzania świadomości. 

Czasami jednak mówi pani wprost. W 2012 r. zdecydowała się pani opowiedzieć o przemocy w pani życiu prywatnym. Przełamała pani wtedy tabu.

Nie miałam innego wyjścia. Wykorzystałam moją pozycję publiczną, by ratować zdrowie i życie moich dzieci i moje własne. Dzięki temu moja historia nie została w piwnicy, a nabrała wymiaru społecznego. Milczenie często jest przyzwoleniem. Zamknęłam tamten etap mojego życia, choć sprawa rozwodowa toczy się od dziewięciu lat. Teraz wolę być w swojej strefie ciszy.

Co tam pani znajduje?

Moja cisza jest pełna dźwięków. Jest sztuką, twórczością. To jest moje prawdziwe życie.

Anna Tatarska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę