Znaleziono 0 artykułów
01.07.2019

Keith Haring: Obsesja rysowania

Keith Haring,  styczeń 1982 (Fot. © Joseph Szkodzinski 2018)

Retrospektywa Keitha Haringa w Tate Liverpool ukazuje go nie tylko jako wpływowego artystę, dla którego płótnem stał się Nowy Jork, lecz także jako aktywistę, walczącego z hipokryzją, uprzedzeniami i ignorancją. 

Dzieciństwo Keith spędził w małym i cichym miasteczku Kutztown w Pensylwanii, gdzie (jak wielu amerykańskich nastolatków) zarabiał pierwsze dolary, roznosząc codzienne gazety. Niedziele były dla niego szczególnie ważne. Drogę od domu do domu pokonywał wtedy u boku ojca – inżyniera i rysownika-amatora, z którym komentował komiksy ze specjalnego dodatku do niedzielnego wydania. Młody Haring nasycał wyobraźnię kreskówkami Charlesa M. Schulza, Disneya i Doktora Seussa. Przerysowywał Myszkę Miki, Kota Prota i bohaterów z „Fistaszków”. Za namową ojca starał się jednak kreować własne postacie, własny styl. Z paperboya zapragnął stać się rysownikiem i tego planu trzymał się konsekwentnie.

„Bez tytułu”, Keith Haring, 1983, ( Fot.Collection of the Keith Haring Foundation)

W 1976 r. podjął naukę w Ivy School of Professional Art w Pittsburghu. – Poszedłem do artystycznej szkoły o komercyjnym profilu, jednak szybko zdałem sobie sprawę, że nie chcę być ilustratorem ani grafikiem. Ludzie, którzy się tym zajmowali, wydawali się nieszczęśliwi. Twierdzili, że robią to tylko dla pieniędzy, a sztukę tworzą po godzinach. W rzeczywistości wcale tak nie było. Ich sztuka ginęła. Rzuciłem więc szkołę – mówił Haring. Podziwiając w muzeach malarstwo Picassa, Pollocka i Alechinsky’ego, poznawał artystyczny fach. Od Jeana Dubuffeta nauczył się ekspresyjnej kreski, Andy Warhol uzmysłowił mu ścisły związek sztuki i życia, a Christo przekonał do działania w przestrzeni publicznej. Tę ostatnią odnalazł w Nowym Jorku, do którego przeprowadził się w 1978 r.

Studia w School of Visual Arts dały mu poczucie wolności. Nieszablonowi wykładowcy, jak Keith Sonnier czy Joseph Kosuth, przyzwalali na artystyczne eksperymenty. W jednym z nich Haring kreślił na podłodze rysunkową gęstwinę, zapędzając siebie w narożnik sali („Painting Myself Into a Corner”, 1979). Razem ze szkolnym kolegą Kennym Scharfem szwendał się po mieście, poznając najciekawsze okazy graffiti. Otwierał się też na nowe media – wideo, performans, fotografię, ale najbliższy jego sercu pozostawał rysunek. Poszukiwania rozmaitych form ekspresji zawiodły Keitha do Club 57 – oazy bohemy z East Village, założonej przez polonijnego działacza Stanleya Zbigniewa Strychackiego. W organizowanych tam ekspozycjach, koncertach, slamach poetyckich oraz pokazach mody uczestniczyli modsi, punki, drag queens, hip-hopowcy, grafficiarze, hipsterzy, new-wave’owcy i inni niedający się zaszufladkować outsiderzy. Częstymi gośćmi byli The Misfits, Klaus Nomi, Madonna, John Sex, Tseng Kwong Chi, Cyndi Lauper czy Jean-Michel Basquiat. To tam odbyła się jedna z pierwszych wystaw Haringa, atmosferą dorównująca niekończącym się imprezom. Nie stroniono od alkoholu, narkotyków i seksu. Zabawa przeradzała się w niekontrolowany hedonizm. We wspomnieniach Strychackiego personifikacją ciemnej strony Club 57 była tzw. „Piękna dziewczyna” – bezimienna, głodna, o szklistych od używek oczach. Choć klub istniał zaledwie pięć lat (1978–1983), mógł konkurować atmosferą ze znanymi przybytkami, np. The Mudd, CBGB czy Danceterią.

„Ignorance = Fear”, Keith Haring, 1989 (Fot. Collection Noirmontartproduction, Paryż)
Keith Haring w metrze, Nowy Jork około 1983 r. (Fot. © Muna Tseng Dance Projects, Inc. Art © Keith Haring Foundation)

Keith Haring wniknął w undergroundowy świat metropolii. Uległ fascynacji nie tyle nocnym życiem Nowego Jorku, ile miastem samym w sobie, które uczynił płótnem dla swojej sztuki. Biorąc za wzór graffiti, pokrywające gęsto wagony i mury, rysował na stacjach metra. Na niemal każdym przystanku znajdował czarne tablice reklamowe. – Od razu zrozumiałem, że to idealne miejsca na rysunek. Wyszedłem na powierzchnię, kupiłem w sklepie pudełko kredy, wróciłem i zacząłem kreślić – wspominał. Pewną dłonią tworzył konturowe sylwetki ludzi i zwierząt, dekoracyjne spirale, zygzaki, motywy falliczne, serca, czaszki, obłoki i UFO. Jedne elektryzowały rubasznym humorem, inne piętnowały politykę Ronalda Reagana i hipokryzję amerykańskiego społeczeństwa. Przypominały psychodeliczną plątaninę linii w typie horror vacui (obawa przed pustką). Haringowi, ogarniętemu obsesją rysowania, zdarzało się robić w metrze około 40 szkiców dziennie. Wprawdzie „bazgraniny” te spotykały się często z niezrozumieniem (kilkukrotnie aresztowano go za wandalizm), jednak z czasem zaintrygowały przechodniów i krytyków. – To był pewnego rodzaju eksperyment filozoficzny i socjologiczny. Rysowałem za dnia, a więc obserwowali mnie ludzie. Zawsze wiązało się to z konfrontacją – mówił artysta.

Rysunek pozwalał mu być wszędzie. Wystarczyło mieć przy sobie kawałek kredy lub pisak, by kreskówkowymi hieroglifami naznaczyć miejskie kolejki, szalety i ściany barów. Haring aplikował obrazy na ciało Grace Jones i na ubrania projektowane przez Vivienne Westwood. Widnieją na okładkach płyt Davida Bowie czy RUN DMC. Jego styl stał się rozpoznawalny na miarę grafficiarskich tagów. W 1986 r. otworzył Pop Shop, w którym sprzedawał koszulki, zabawki, magnesy, plakaty i breloki swojego pomysłu. ­– Moje prace zaczęły być coraz droższe i popularniejsze w ramach rynku sztuki. Tylko niektórzy mogli pozwolić sobie na ich zakup. Pop Shop sprawił, że moja sztuka okazała się bardziej osiągalna.

„Bez tytułu”, Keith Haring, 1983 (Fot. Collection of KAWS)

Publiczna, ogólnodostępna, inkluzywna i skłaniająca do refleksji – taką wizję twórczości snuł Haring od początku kariery. Jego prace prezentowano m.in. w Shafrazi Gallery i Whitney Museum oraz na Documenta 7 w Kassel i São Paulo Biennial. Bardziej od renomowanych galerii i muzeów cenił jednak przestrzeń miasta. Między 1982 a 1989 r. stworzył ponad 50 dzieł dla szpitali, przedszkoli, sierocińców w różnych częściach świata. Wykreował też malowidło na zachodniej stronie muru berlińskiego, na trzy lata przed jego upadkiem. Do najsłynniejszych realizacji artysty należy „Crack is Wack” – mural z 1986 r., ostrzegający przed kokainą, której nadużywanie przez nowojorczyków gwałtownie wzrosło. Epidemią zbierającą śmiertelne żniwo (która dotknęła też samego artystę) były HIV/AIDS. Haring, zdiagnozowany w 1988 r., założył rok później fundację swojego imienia. Do dziś jej celem pozostają zbieranie funduszy, pomoc chorym i zwiększenie świadomości o AIDS. 

Keith Haring zmarł w 1990 r. w wieku 31 lat, pozostawiając po sobie nie tylko olbrzymią artystyczną spuściznę, lecz także pierwiastek społecznego aktywizmu, którego znaczenie nie gaśnie mimo upływającego czasu. Retrospektywa w Tate Liverpool ukazuje Haringa zarówno jako wpływowego artystę, poruszającego się między pop-artem, neoekspresjonizmem i street artem, jak i jako społecznika, walczącego poprzez sztukę z narkomanią, rasizmem, homofobią i wykluczeniem. Zgromadzone na wystawie dzieła Amerykanina, archiwalne nagrania, plakaty oraz dokumentalne fotografie pozwalają widzom wniknąć w mityczną witalność nowojorskiej cyganerii lat 80., której Keith był nieodłączną częścią.

Retrospektywa Keitha Haringa w Tate Liverpool potrwa od 14 czerwca do 10 listopada 2019

Wojciech Delikta
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę