Znaleziono 0 artykułów
02.07.2019

Marki przyszłości: Ecoalf, MUD Jeans, Vegea

Vegea (Fot. Materiały prasowe)

Specjaliści, którzy od lat zajmują się modą od strony naukowej, wiedzą, że jej przyszłość to nie kolejne wzory i kolory, lecz zmiana sposobu używania ubrań, powrót do ich reperowania, a przede wszystkim przejście na odnawialne źródła energii w produkcji. 

Coraz więcej słyszymy o destrukcyjnym wpływie na środowisko tzw. szybkiej mody. Wiemy, że corocznie zużywa miliardy litrów wody pitnej, wytwarza więcej CO2 niż wszystkie linie lotnicze przez cały rok i stosuje ogromne ilości szkodliwej (często kancerogennej) chemii. Coraz bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, jak nieetyczne są praktyki masowej produkcji ubrań i jak niewiele marek, obracających około 40 kolekcjami rocznie, płaci pracownikom fabryk godne życiowe minimum. Dodatkowo cały ten szalony cykl wytworzył miliony ton odzieżowych śmieci, ponieważ z około 90 mln ton ubrań produkowanych rocznie 60 proc. kończy swój żywot na śmietniku i tylko 1 proc. tej masy podlega recyklingowi. Dane nie mają litości i jeśli będziemy dalej podążali tą drogą, w 2030 roku na jednego mieszkańca/mieszkankę Ziemi przypadać będzie prawie 18 kg tekstylnych odpadów.  

Mud Jeans (Fot. Materiały prasowe)

Specjaliści, którzy od lat zajmują się modą od strony naukowej i przewidywaniem trendów, wiedzą, że jej przyszłość to nie kolejne wzory i kolory, lecz zmiana sposobu używania ubrań, powrót do ich reperowania, ale przede wszystkim przejście na odnawialne źródła energii w produkcji, radykalne zwiększenie liczby ubrań pochodzących z recyklingu i w końcu szukanie nowych tekstylnych surowców, które będą biodegradowalne lub nieszkodliwie wrócą do obiegu. Z czego w takim razie mamy produkować ubrania już teraz? 

Śmieci to hit nadchodzących sezonów 

Ecoalf, Javier Goyeneche (Fot. Materiały prasowe)

Nawet nie próbuję ukrywać mojego podziwu dla całego konceptu marki Ecoalf. Rzadko kiedy zrównoważony biznes odważa się na tak szerokie i kompleksowe działanie. Prawdopodobnie ma to wiele wspólnego z hiszpańskim temperamentem i niezwykłą energią CEO marki, Javiera Goyeneche, którego zaangażowaniem w losy planety zaraziła mama. Javier postanowił zamknąć swoją poprzednią markę i w 2009 roku założyć Ecoalf (nazwa pochodzi od imienia jego syna Alfredo). Postanowił również, że marka nie będzie korzystała z naturalnych źródeł, tylko z tego, co i tak zalega i jest nikomu niepotrzebne, czyli właśnie z odpadów. „There in no planet B” albo „Trash is a good news” to główne hasła w komunikacji Ecoalf, gdzie ubrania są nośnikiem większej idei. 

Marka recyklinguje bawełnę, wełnę, zużyte butelki PET, a stare opony przerabia na klapki o wytrzymałości stali. Najnowszy projekt, którym zajmuje się specjalnie powołana do życia fundacja, nosi nazwę „Upcycling the ocean” i polega na wytwarzaniu nylonu z rybackich sieci wyłowionych z mórz i oceanów. Zaczęło się od Hiszpanii, a dziś współpraca z rządem Tajlandii pozwala oczyszczać również tamtejsze wody. Łącznie w projekt zaangażowanych jest już 2,5 tys. rybaków w 32 portach, którzy do tej pory wyłowili ponad 300 ton rybackich sieci.  

Ecoalf (Fot. Materiały prasowe)

Nie musisz posiadać, możesz pożyczyć 

Mud Jeans (Fot. Materiały prasowe)

Kiedy w 2013 roku Bert van Son odchodził po 30 latach z branży odzieżowej, stwierdził, że nie chce już funkcjonować w przemyśle, który wyrządza tyle krzywdy środowisku i – jako miłośnik natury oraz żeglarz amator – postanowił zrobić to po swojemu. Zadziałał dość radykalnie i założył markę MUD Jeans, która nie tylko wytwarzała jeansy pochodzące w aż 60 proc. z recyklingu, ale jeszcze dodatkowo pozwalała je wypożyczyć. Model biznesowy nie zmienił się od tamtego czasu i dziś taka ubraniowa pożyczka kosztuje 7,5 euro/miesiąc. Jeśli spodnie ci się spodobają, możesz wykupić je wcześniej. Jeśli nie, odsyłasz swoją leasingowaną parę i albo wędruje ona do czyszczenia, a potem służy komuś innemu, albo trafia do recyklingu. Istnieje również opcja oddania MUD swoich używanych spodni (dowolnej marki) po to, by powstały z nich nowe (warunek – muszą zawierać min. 96 proc. bawełny). 

Działając w tak cyrkularnym modelu, do tej pory marka zaoszczędziła przy produkcji 300 milionów litrów wody, 700 tys. kilogramów CO2 i uratowała 12 tys. par spodni przed wysypiskiem. Cała produkcja odbywa się w Europie, a do barwienia jeansów używa się wyłącznie lasera i ozonu. Każde zamówienie przyjeżdża w wielorazowym opakowaniu z adresem zwrotnym, które po wrzuceniu do skrzynki wraca do bazy. Do 2020 roku MUD Jeans planuje działać w obiegu zamkniętym w 100 proc. i myślę, że przy utrzymaniu podobnego poziomu wizjonerstwa uda im się to osiągnąć. 

Winogrona zamiast skóry 

Vegea (Fot. Materiały prasowe)

Od zawsze wierzę, że natura zna odpowiedzi na wszystkie pytania, tylko my niestety nie bardzo chcemy jej słuchać. Są już jednak młodzi przedsiębiorcy, którzy zwiastują rewolucję w tym aspekcie i np. z odpadów powstałych przy produkcji wina są w stanie wytworzyć biodegradowalną, wolną od okrucieństwa skórę. 

Vegea została stworzona przez młodego architekta Gianpiero Tessitore, który zauważył, że w meblarstwie i w modzie brakuje ekologicznych zamienników dla skóry, a to, co nazywa się ekoskórą, często jest bardziej szkodliwe dla środowiska niż skóra zwierząt, będąca w dużej mierze odpadem z hodowli mięsa. Vegea pewnie mogłaby istnieć wszędzie na świecie, ale w imię zasad zrównoważonego rozwoju pomysł zrodził się tam, gdzie jest najwięcej niezbędnego do produkcji surowca. Firma mieści się w Mediolanie i korzysta z resztek powstających przy pobliskiej produkcji wina (łodygi, pestki i skórki). Wszystko powstaje bez ciężkiej chemii, a do tego cały proces odbywa się prawie bez użycia wody. Marka w zeszłym roku zaprezentowała serię akcesoriów, które mogą być wykonane z winogronowego materiału, i została laureatem programu Horizon 2020 jako gospodarcza nadzieja UE. Założyciel Vegei już zapowiada przetwarzanie kolejnych organicznych odpadów, a w roślinne obicia chce zaopatrywać również branżę meblarską i samochodową. 

Zawsze uważałam, że moda jest jak tuba do mówienia rzeczy ważnych, postrzegałam ją jako egalitarne, bo dotyczące wszystkich, narzędzie, które ze swoim przekazem docierało pod strzechy. Niestety jej produkcja w ciągu ostatnich 20 lat oszalała, a opowiadanie ubraniami historii czy komentowanie zmian na świecie kompletnie z niej wyparowało. Tylko marki i projektanci, którzy dostrzegają obecne zagrożenia klimatyczne, uważnie słuchają swoich konsumentek i konsumentów, ale przede wszystkim natury, zmienią apatyczny obraz tej branży i znajdą miejsce w szafach naszej przyszłości.

Vegea (Fot. Materiały prasowe)

 

Anna Pięta
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę