Znaleziono 0 artykułów
21.02.2020

Pierwszy pocałunek

21.02.2020
Kadr z filmu "Matthias and Maxime" (Fot. materiały prasowe Gutek Film)

Xavier Dolan, cudowne dziecko kina, dorasta. Jego „Matthias i Maxime” zwiastuje powrót do formy po dwóch poprzednich, chłodno przyjętych filmach. Kanadyjczyk po raz pierwszy od sześciu lat występuje również przed kamerą jako zagubiony chłopak, który odkrywa swoją nową tożsamość.

Xavier Dolan, który w tym roku skończy 31 lat, ma w swoim dorobku osiem filmów. Od premiery debiutanckiego „Zabiłem moją matkę”  z 2009 r., po którym obwołano go cudownym dzieckiem kina, Kanadyjczyk kręcił jeden film za drugim. Mierzył się przy tym z coraz trudniejszymi tematami – od skomplikowanych relacji z matką przez odkrywanie tożsamości seksualnej aż po godzenie się z własną śmiercią. „Matthias i Maxime” wydaje się być filmem o zdecydowanie lżejszym kalibrze, subtelniejszym, na pierwszy rzut oka mniej poważnym. To właśnie jednak ta delikatność w portretowaniu codzienności grupy 30-latków wyrasta na największy atut filmu.

Kadr z filmu "Matthias and Maxime" (Fot. materiały prasowe Gutek Film)

Kadrując tytułowych bohaterów – Matta (Gabriel D'Almeida Freitas) i Maxa (w tej roli sam Dolan), parę przyjaciół, którzy znają się od dziecka – reżyser nieprzypadkowo stawia pomiędzy nimi wizualną przeszkodę. Rozdziela ich obecnością innych osób albo przedmiotami. W ujęciu otwierającym dwaj mężczyźni ćwiczą obok siebie na bieżni na siłowni. Są razem, a jednak osobno. Towarzyszy im zwykle grupa rówieśników, podobnie jak oni znajdujących się gdzieś na skraju dojrzałości. Część z nich ma poukładane życie zawodowe, trwałe związki, inni miotają się, szukając swojej drogi. Matt jest prawnikiem w dobrze prosperującej firmie i spodziewa się awansu. Ma wspierającą dziewczynę, poukładane życie, w którym wydaje się spełniony. Max, uwikłany w toksyczną relację z matką (Anne Dorval, etatowa matka ekranowych bohaterów Dolana) i bez zawodowych perspektyw, czuje, że to ostatni moment, żeby coś zmienić w swoim życiu. Postanawia rzucić wszystko i wyjechać na drugi koniec świata. Na kilka tygodni przed wyjazdem bohatera do Australii Matt i Max biorą udział w zakładzie – na potrzeby studenckiej etiudy mają zagrać scenę pocałunku. Prosty gest wyzwala w nich stłumione uczucia, z którymi trudno im będzie się uporać.

Kadr z filmu "Matthias and Maxime" (Fot. materiały prasowe Gutek Film)
Kadr z filmu "Matthias and Maxime" (Fot. materiały prasowe Gutek Film)

Choć pamiętna scena pocałunku jest skąpana w barwach przywodzących na myśl filmy Almodóvara, „Matthias i Maxime” nie wznieca podobnych romantycznych emocji jak hiszpański mistrz chociażby w niedawnym „Bólu i blasku”, subtelnej opowieści o dawnych namiętnościach i godzeniu się ze sobą. Film Dolana działa znacznie lepiej jako opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości. Twórca „Toma” inscenizuje sceny spotkań przyjaciół z doskonałym wyczuciem rytmu, podlewając atmosferę dźwiękami Mozarta, Pet Shop Boys czy Britney Spears. Posiłkując się surową, rwaną, niemal dokumentalną formą, potęguje wrażenie naturalności fragmentów rozgrywających się w gronie znajomych. Niektóre dialogi wydają się na tyle organiczne, że aż trudno uwierzyć, że nie zostały zaimprowizowane na gorąco, na planie. Kontekst doświadczeń pokoleniowych przydają seansowi odwołania do tekstów kultury kluczowych dla współczesnych 30-latków – na czele z Harrym Potterem, Banem z „Mroczny rycerz powstaje” czy Dragon Balla.

Kadr z filmu "Matthias and Maxime" (Fot. materiały prasowe Gutek Film)

„Pewnego dnia budzimy się i nagle widzimy, że wszystko już za nami” – mówi w jednej ze scen szef Matta. „To normalne w twoim wieku, że masz wątpliwości, próbujesz nowych rzeczy. Czasem tkwimy w czymś przez całe życie, a okazuje się, że to nie to”. Dolanowi udaje się kapitalnie uchwycić marazm, emocjonalną pustkę skrytą za z pozoru ułożonym planem na życie, który rozpada się niczym domek z kart za sprawą pocałunku, banalnego i intymnego jednocześnie. Oby twórca „Wyśnionych miłości” w przyszłości trzymał się tej delikatności. Znacznie ciekawiej się go wtedy słucha.

Małgorzata Steciak
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę