Znaleziono 0 artykułów
22.05.2018

Varga: Napisałem kolejną dołującą książkę o miłości


Krzysztof Varga (Fot. Bartosz Bobkowski, Agencja Gazeta)

To, co najbardziej lubię w pisaniu, to że po ukończeniu książki wiem o niej mniej, niż kiedy ją zaczynałem. Bardzo chętnie słucham interpretacji czytelników. Zwykle oni zauważają coś, co mnie samemu umknęło – mówi Krzysztof Varga. Z pisarzem rozmawiamy o jego najnowszej powieści „Sonnenberg”.

Jesteśmy w twoim mieszkaniu, w którym oczywiście najwięcej miejsca zajmują regały z książkami. Zacznijmy od małego podglądactwa. Gdzie masz półkę z książkami o miłości?

Nie mam takiej półki.

Nie interesują cię romanse?

Tak sobie myślę, że w sumie to wszystkie książki są o miłości – wielkie powieści, poezja. Nie mam natomiast książek antropologicznych o miłości, może oprócz jakichś esejów José Ortega y Gasset’a. Nie czuję szczególnej potrzeby naukowego zgłębiania miłości.

To, co w takim razie wpadło ci do głowy, żeby napisać książkę o miłości?

Najpierw pojawił się Budapeszt…

W którym jesteś zakochany?

Oczywiście. Wiedziałem, że nie napiszę już żadnej książki non-fiction o Budapeszcie, bo naprawdę nie mam już nic więcej do dodania w tym temacie. Ale od wielu lat marzyłem o napisaniu powieści, której akcja toczy się w Budapeszcie. Uważam, że to jest wybitnie literackie miasto.

Miałam w głowie topografię, miejsca, w których chciałem umieścić fabułę, ale brakowało mi bohaterów. Aż pewnego dnia w głowie pojawił się bohater, a także pomysł na historię jego relacji z kobietą. No, a zaraz potem pierwsze zdanie, które jest dla mnie bardzo ważne.

I brzmi: Po seksie zawsze czułem bezbrzeżny smutek.

Dla mnie pierwsze zdanie jest motorem, który mnie uruchamia, potem książka się już pisze. Są autorzy, którzy wyznają religię pierwszego zdania – na przykład Jurek Pilch. Ja może nie jestem aż tak oddany tym pierwszym słowom, ale rzeczywiście potrzebuję mocnej rozgrzewki…

„Sonnenberg”, Krzysztof Varga, Wydawnictwo Czarne (Fot. Materiały prasowe)

Planowałeś zatem napisać smutną książkę o miłości? Bo pierwsze zdanie nie zapowiada szczęśliwej historii.

Hmm, kiedy zaczynałem pisać, pomyślałem sobie: Dosyć z tą mizantropią, socjopatią. Napiszę coś pozytywnego tym razem. I napisałem dołującą książkę o miłości. Co tylko dowodzi tego, że pisząc nie mamy panowania nad ciągiem dalszym, że historia rozwija się jakby samodzielnie, a my pisarze, jedynie ją zapisujemy.

Krzysztof Varga (Fot. Wlodzimierz Wasyluk, East News)

Czy „Sonnenberg” miał być dla ciebie narzędziem do poukładania się z własną przeszłością? Czy ty, podobnie jak twój bohater – András masz sentymentalny stosunek do niegdysiejszego Budapesztu?

Chyba nie. Budapeszt jest również miastem mojej współczesności. Nie pragnąłem wracać do niego, jak wraca się we wspomnieniach do raju utraconego. Ale, jasne, mam w głowie masę miejsc, które w zasadzie funkcjonują tylko jako lokalizacje z przeszłości, w których kiedyś wydarzyło się coś ważnego.

To opowiedz coś więcej o twoich bohaterach. Kim jest András?

Badaczem literatury austriackiej. Mieszka na Słonecznym Wzgórzu i marzy o napisaniu książki…

Zaczekaj, nie tak szybko, dlaczego kazałeś mu interesować się właśnie Austriakami, a nie na przykład zgłębiać Prousta?

Dla mnie literatura z tamtego okresu, szczególnie niemieckojęzyczni autorzy, to kompletny zapis schyłku pewnej epoki, pełne intuicji opisy zbliżającego się końca starej Europy, a może i końca świata. A ponieważ uważam, że żyjemy w bardzo niebezpiecznym momencie, jakiegoś zwrotu, który dotyczy nie tylko Polski czy Węgier, ale w zasadzie całej Europy, to wydało mi się to dobrym pomysłem do rozpoczęcia współczesnych rozważań o świecie. Wydaje mi się, że niebezpiecznie chwieje się ten nasz porządek, ponownie budzą się demony faszyzmu, straszliwego populizmu, rozpadają się dawne wartości, czyli w zasadzie następuje powrót do tego, co przeczuwali prawie sto lat temu pisarze austriaccy.

Uciekasz z odpowiedzią na moje pytanie w opis zainteresowań Andrása. Spróbuj zatrzymać się przy jego charakterze, wyglądzie, zainteresowaniach. Jaki to jest człowiek?

Trudne pytanie. Oczywiście wymyśliłem sobie go jakoś konkretnie, ale – jak wielu chyba innych autorów – mam ze swoimi bohaterami taki problem, że oni jednak trochę mi się wymykają. To znaczy, dopiero w trakcie pisania dowiaduję się o nich naprawdę ważnych rzeczy. Poznaję ich. A potem, sam nie potrafię powiedzieć, dlaczego akurat tak, a nie inaczej ich opisałem.

Ile ma lat?

No właściwie nie pamiętam. A ty jak myślisz?

Powiedziałabym, że jest mężczyzną między czterdziestką a pięćdziesiątką.

No, to pewnie by się zgadzało. Jest typowym przedstawicielem klasy inteligenckiej.
I planuje napisanie powieści. To znów jest pewien patent zaczerpnięty z literatury niemieckojęzycznej – książka o artyście, powieść rozwojowa.

András jest oportunistą. Nie lubi się angażować. Dobrze się czuje z tym, co ma. Daje się nieść temu, co się dzieje.

A jak wygląda?

Nie mam pojęcia. Uzmysłowiłaś mi, że mój bohater jest człowiekiem bez właściwości.

Znów trop austriacki…

Poczekaj – mam. Jest jeden moment w mojej powieści, w którym dowiadujemy się jak wygląda András.

Kiedy wybiera się na przyjęcie do Virag.

Tak. I stara się być elegancki. Przykłada wagę do tego, żeby założyć dobre buty, dobrą kurtkę, i pokazać się. Gdyby dobry wygląd był dla niego czymś naturalnym, oczywistym, to pewnie by się tym tak nie przejmował. A tymczasem mamy szczególne staranie.

Krzysztof Varga (Fot. Michal Wargin, East News)

A Ty? Lubisz dobrze wyglądać?

Chyba nieszczególnie. Podobnie jak András, raczej nie przywiązuję szczególnej wagi do wyglądu ani do kreowania przez wygląd własnego wizerunku. Na pewno mamy w Polsce pisarzy, którzy są w tym lepsi ode mnie.

Uważasz, że da się uciec od kreowania wizerunku, nie przywiązując wagi do ubioru?

Może i nie… Bo przecież nie tylko Twardoch i Dehnel, ubierając się w sposób wyszukany, osiągają ten efekt, ale i Marcin Świetlicki, który jest z wyglądu mocno niedbały.

Bardziej się postarałeś opisując Virag…

Może się w niej nawet trochę zakochałem. Obnaża się w ten sposób mój pociąg do kobiet fatalnych…

Czyli jakich?

Virag to doskonały przykład. Kobieta, która przychodzi i robi rozwałkę w życiu.

A mówiąc poważniej – opisując Virag, kochankę głównego bohatera, dałem jej pewien zestaw cech, a także zachowań, który jest bardzo charakterystyczny i dość oryginalny. Ale dopiero po skończeniu, a w zasadzie już po wydaniu książki zacząłem się poważnie zastanawiać nad motywami działania tej dziewczyny. Dlaczego robi to, co robi? Co nią kieruje? To wydaje się absurdalne, że autor po wydaniu książki zaczyna analizować własnych bohaterów, ale tak właśnie było… Ta postać do dziś jest dla mnie wielką niewiadomą.

Ona jest jakaś straszliwie wydumana, nieprawdziwa. Ma dziwne zainteresowania, robi rzeczy, których sensu nie rozumiemy.

Uważasz, że jest sztuczna? Niewiarygodna?

No trochę tak…

Pisząc tę postać, nie za bardzo przejmowałem się polskimi czytelnikami. Ona ma na imię Virag, co znaczy kwiat. Dlatego nosi sukienki w kwiaty – maki, malwy. Jest ruda i ma bardzo blade, białe niemal ciało. Jest ulotna.

Zawodowo zajmuje się analizowaniem grafik erotycznych Mihály’ego Zichy’ego.

Krzysztof Varga (Fot. Wlodzimierz Wasyluk, East News)

Poczekaj, pokażę ci album z jego pracami. To był jeden z najpopularniejszych malarzy i grafików na Węgrzech…

O, tam jest, na samej górze. Spróbuję go ściągnąć. Przytrzymaj tę drabinę, bo zlecę i będziesz składać zwłoki pisarza, który zginął przygnieciony przez własne książki, albo ilustrowany atlas świata przebił mu aortę…

Udało się. Mam! Zobacz. Zichy to malarz, który zasłynął z ilustracji „Tragedii człowieka” Imre Madácha, najważniejszego poematu metafizycznego w węgierskiej literaturze. Są tu wspaniałe malowidła szatana, Boga. Jest Mistofeles, walka o duszę…

I są również wizerunki kobiet, które wyglądają dokładnie jak Twoja Virag. Trochę podobnie malował potem Klimt. Piękne, niedostępne kobiety, które mają w sobie coś niebezpiecznego.

Bo to jest także topos. Ruda, niebezpieczna kobieta. I taka właśnie przytrafia się Andrásowi.

Przytrafia się i co? Po co umieściłeś tę postać w swojej powieści?

Virag ma za zadanie wzbudzić niepokój w głównym bohaterze, ona go prowadzi do samoświadomości. To między innymi dzięki niej András budzi się w końcu do samodzielnego życia. Wyrywa go z jakiegoś marazmu. On wchodzi w ten związek w sposób samobójczy. Nie zna zasad, nie wie, co się wydarzy. To dziwne, ale przecież wiesz dobrze, że czasem w życiu zachowujemy się w sposób całkowicie irracjonalny. Masz pewność, że ktoś ci zrobi w życiu kompletny disaster, a jednak w to idziesz. Po co? Może potrzebujesz tego dla przeżycia jakiegoś katharsis?

Spotkałem się również z taką interpretacją, że Virag jest wyłącznie wymysłem Andrása. Że nie istnieje naprawdę.

Krzysztof Varga (Fot. Wlodzimierz Wasyluk, East News)

Mnie to także przyszło do głowy…

Pamiętasz taką scenę na cmentarzu, kiedy on jej próbuje zrobić zdjęcie i to się nie udaje? Virag siada na ławce obok rzeźby anioła i za każdym razem, kiedy András ustawia kadr i naciska migawkę, jakiś cień ją zasłania i zdjęcie się nie udaje…

A dodatkowo András widzi wtedy jakąś przechodzącą postać, być może personifikację śmierci, która jest widoczna tylko dla niego. To by mogło świadczyć o tym, że wszystko, co dzieje się na tym cmentarzu, włącznie z seksem z Virag, jest tylko jego marzeniem.

Fantazją. Także erotyczną… Z pełną odpowiedzialnością muszę ci powiedzieć, że nie mam pojęcia, co tu jest prawdą. Być może ona rzeczywiście nie istnieje naprawdę?

A Ágnes? Kim jest ta kobieta?

Ágnes jest budapesztańską mieszczanką. Ma męża, który dobrze zarabia i który nie interesuje się za bardzo niczym poza sprawami, które go bezpośrednio dotykają. Typowy przedstawiciel klasy średniej – chce mieć dobrą pracę, dobry samochód i ładną żonę, którą się można pochwalić. Niespecjalnie oryginalny typ.

Dla mnie ważne jest to, że Ágnes w pewnym momencie budzi się do życia. Kiedy władza zaczyna wchodzić na jej terytorium, mieszać w kulturze, wprowadzać ograniczenia, cenzurować artystów – ona zaczyna stawiać opór, chodzi na demonstracje, protestuje.

Jednak do końca nie wiadomo, czy rzeczywiście tak bardzo przejmuje się losami własnego kraju, czy raczej się na taką kreuje. Bo ostatecznie przecież wyjeżdża – wybierając wygodne życie u boku męża, ale poza granicami.

Dlaczego podejmuje taką decyzję? Muszę przyznać, że to, co najbardziej lubię w pisaniu, to że po ukończeniu książki wiem o niej mniej, niż kiedy ją zaczynałem. Bardzo chętnie słucham interpretacji czytelników. Zwykle oni zauważają coś, co mnie samemu umknęło. Dziś patrząc na moich bohaterów, mam coraz więcej wątpliwości – nie dlatego, że są do kitu napisani, tylko dlatego, że nie wiem, co nimi kieruje…

A co kierowało tobą? W całej tej skomplikowanej układance, w której bohater kocha się jednocześnie w dwóch kobietach i obie go rzucają, wali się stary porządek, a w tle szaleje rewolucja, jest coś jeszcze – kazirodcze uczucie. Dyskretnie, ale jednak wplatasz do książki informację o tym, że Ágnes jest tak naprawdę siostrą Ándrasa. Po co ten wątek w „Sonnenbergu”?

Może to znów nawiązanie do Austriaków? W końcu motyw ten mamy w „Człowieku bez właściwości” Musila. A może to dopełnia charakterystyki głównego bohatera? Ándras nie tylko jest unieruchomiony z powodu biernej relacji z zamężną kobietą, ale też jest unieruchomiony z powodu jakiejś strasznej traumy. W końcu uczucie, z którego nie potrafi się wyrwać, to uczucie, którym darzy nie jakąś tam kobietę, ale własną siostrę.

Krzysztof Varga (Fot. Grzegorz Bukala/REPORTER, East News)

A w co wierzy Ándras? Czy religia mu w czymś pomaga?

Jest związany z kalwinizmem. Wywodzi się z tej tradycji. A kalwinizm jest bardzo surowy, purytański, karzący. Ma teorię predestynacji, która mówi ci, że nie ważne, co będziesz robić, Bóg i tak już zadecydował, czy będziesz zbawiony, czy nie. Twoje dobre i złe uczynki nie mają znaczenia. Wszystko jest już zapisane. Sytuacja katastrofalna.

Ándras czuje ciężar grzechu pierworodnego i nie potrafi go z siebie zmyć.  A zatem się pogrąża…

Której ze swoich postaci dałeś najwięcej z siebie samego?

Laci – ma mój stosunek do współczesnej kultury. Także pewną tęsknotę za eskapizmem – choć burza huczy wokół nas, siedzimy i czytamy niepotrzebne nikomu książki. To pięknoduch. Kawałek mnie siedzi także w Ándrasie, ale także w Ágnes.

W Virag natomiast nie ma ze mnie kompletnie nic. Pisałem o niej jak o kimś fascynującym, ale obcym. Ona jest dla mnie wielką tajemnicą.

Czy mógłbyś napisać taką samą książkę, zmieniając topografię i przenosząc akcję do współczesnej Warszawy?

Nie. To zajęcie pozostawiam jakiemuś węgierskiemu pisarzowi.

Mam za to pomysł, żeby napisać powieść o Warszawie lat 80., szarej, smutnej i dołującej. Taka była Warszawa mojej młodości. I tak chciałbym ją sportretować. To był naprawdę ponury i smętny okres w moim życiu.

Czyli czeka nas kolejna dołująca książka.

Dokładnie!

Anna Król
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę