Znaleziono 0 artykułów
12.02.2019

Własny pokój

Karolina Babińska otrzymuje nagrodę (Fot. Bartosz Górka)

Największą siłą programu jest jego zróżnicowanie. Nasi artyści posługują się odmiennymi mediami i patrzą na świat z własnej perspektywy – mówi Michał Grzegorzek, kurator Project Room w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. Nagrody za najlepsze wystawy zrealizowane przez młodych artystów w ramach projektu stołecznego U–jazdowskiego otrzymały Karolina Babińska, rozbijająca instytucjonalną przestrzeń wprowadzanymi do niej modyfikacjami, oraz Ania Nowak, pracująca na przecięciu choreografii i sztuk wizualnych.

Wyróżniając zwycięzców konkursu Project Room, nie wybieramy wystaw najlepszych, bo nie chcemy posługiwać się hierarchicznymi kategoriami. Nagradzamy te najciekawsze, czyli dostrojone do współczesności. Takie, które w nowatorski sposób podchodzą do tematu albo do medium – tłumaczy koncepcję nagród Project Room Michał Grzegorzek, kurator Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. Wyłonienie laureatów to zwieńczenie rocznego programu. W jego ramach U–jazdowski zaprasza w swoje mury sześcioro rozwijających się artystów, wybranych spośród dwustu kandydatek i kandydatów. Artyści zgłaszani są przez grono trzydziestu ekspertów – kuratorów sztuki, dyrektorów instytucji oraz profesorów szkół artystycznych. W sześcioletniej historii programu powstało w ten sposób aż 70 wystaw. Goście U–jazdowskiego mogą zrealizować dowolnie wybrany przez siebie projekt, a potem zaprezentować efekty pracy na wystawie. W tym roku międzynarodowe jury w składzie Katarzyna Korczak (przewodnicząca, artystka kolektywu Slavs and Tatars), Pablo Larios („Frieze”), Jarosław Lubiak (Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski), Karolina Ochab (Nowy Teatr) i Manuel Segade (Centro de Arte Dos de Mayo z Madrytu), przyznało nagrody dwóm artystkom wyłonionym spośród młodych zdolnych.

Projekt Karoliny Babińskiej (Fot. materiały prasowe)

„Młodzi” w przypadku Project Room niekoniecznie oznaczają dwudziestolatków, którzy zaraz po maturze zdali na ASP. Wielu artystów przeszło długą drogę, by znaleźć się w U–jazdowskim. Chociaż niektórzy niedawno ukończyli uczelnie artystyczne, w większości przekroczyli już trzydziestkę. Wcześniej mieli być kimś innym, podróżowali po świecie, szukali swojej drogi. – „Młody artysta” to taki, który nie miał jeszcze indywidualnej wystawy w instytucji publicznej. Dajemy takim twórcom szansę pracy z określonym budżetem i pomocą kuratorską. To doświadczenie, które procentuje – tłumaczy Grzegorzek. Project Room dał już szansę na rozwój, a często wręcz na rewolucję w artystycznej karierze, ugruntowanym dziś twórcom, takim jak Aleksandra Waliszewska czy Jakub Woynarowski. W 2019 roku w Project Roomie solowe ekspozycje zaprezentują Marta Krześlak, Dom Mody Limanka, Jan Moszumański, Wiktoria Walendzik, Horacy Muszyński, Róża Duda i Michał Soja. 

Projekt Karoliny Babińskiej (Fot. materiały prasowe)

W minionym roku przez przestrzeń pracy twórczej przewinęło się kilka talentów. Grzegorz Stefański (rocznik 1983, absolwent filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz fotografii na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, mieszka i pracuje w Londynie i w Warszawie) pracował z filmem i fotografią, by przyjrzeć się ciału i jego nieobecności, Maria Toboła (urodzona w 1987 roku w Lesznie absolwentka Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, która dyplom zrealizowała w Pracowni Audiosfery prof. Leszka Knaflewskiego) połączyła formaty – rzeźbę, instalację audio oraz wideo-art (obiekty naśladujące ready-mades, wideo udające prace innych artystów oraz mikrosłuchowisko podszywające się pod przewodnik), by opowiedzieć żartobliwym językiem o granicach żenady. Natomiast Weronika Gęsicka (urodzona w 1984 roku absolwentka grafiki na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie była stypendystką ministra kultury i dziedzictwa narodowego) w swoich fotografiach w ramach wystawy „Pamiętam swoje narodziny” zajęła się mechanizmami działania pamięci. Kolejna artystka, Karolina Mełnicka (urodzona w 1988 roku w Toruniu, ukończyła kulturoznawstwo na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz multimedia na Wydziale Malarstwa i Nowych Mediów Akademii Sztuki w Szczecinie), która uprawia animację 3D, sztukę wideo, fotografię, obiekt, performans, zajęła „pokój projektów” instalacjami i wideo. Temat jej poszukiwań? Obserwacja metod projektowania przestrzeni i idei dla masowego odbiorcy. 

Laureatka II nagrody Ania Nowak (przyznano jej 10 tys. zł za wystawę i performans „Czy można umrzeć na złamane serce?”) zestawiła performans z wideo i instalacją złożoną z klatki, którą zamieszkiwały papużki nierozłączki, by eksplorować nieoczywiste relacje między zdrowiem a chorobą, przyjemnością a bólem. Zdobywczyni I nagrody Karolina Babińska (nagroda w wysokości 20 tys. zł za wystawę „Do It Yourself”) pomyślała o wystawie od drugiej strony, jako że  bada relacje między obiektami sztuki i rynkiem. – Nie wpuściła widzów do przestrzeni. Wręcz przeciwnie, jej instalacja uniemożliwiała odwiedzenie prawdziwego miejsca wystawy. Wszystkie jej rzeźby to rodzaj interwencji – tłumaczy Grzegorzek. W uzasadnieniu jury podkreśliło, że „nie tylko odsłoniła, ale również przekształciła w elementy gry instytucjonalne sposoby organizowania, prezentowania i promowania tego przedsięwzięcia”.

Ania Nowak i Karolina Babińska (Fot. Bartosz Górka)

Karolina Babińska (rocznik 1986) to wychowanka profesora Lubiaka z Wydziału Malarstwa i Nowych Mediów Akademii Sztuki w Szczecinie. U niego pisała teoretyczną pracę magisterską. Wcześniej studiowała prawo (– Uczy zrozumienia dla systemu – mówi) i kulturoznawstwo. Poszukując swojej drogi i zyskując doświadczenie, które obecnie wykorzystuje w swojej praktyce artystycznej, pracowała m.in. jako instruktor zajęć plastycznych, filmowych, fotograficznych, lalkarskich i scenograficznych w Teatrze Lalek Pleciuga oraz w młodzieżowych ośrodkach socjoterapii. Finalistka konkursu Artystyczna Podróż Hestii w 2017 roku. Studia artystyczne jednocześnie ją odmłodziły i postarzyły. To był dla artystki „czas odświeżenia”. Nagroda może dać jej poczucie spokoju. – Jeśli do tej pory się wahałam, czy oprzeć moje życie na sztuce i zarabiać na niej pieniądze, to teraz mam potwierdzenie, że się da – mówi artystka. Nagroda może jednak jednocześnie ułatwić i utrudnić dalsze działanie. Ułatwić, bo Babińska staje się rozpoznawalna. Utrudnić, bo większe są wobec niej oczekiwania. – W sztuce trzeba być skupionym na tym, co się robi. To wejście bardzo głęboko w pracę. Bycie w tym daje satysfakcję, ale również uzależnia. Nic dziwnego, że trudno z tego wyjść – mówi Babińska. W kręgu jej zainteresowań leży instytucja. – Pracuję na istniejących elementach. To był mój system do przekształcenia, modyfikacji, rozbicia – tłumaczy. W ramach Project Room „utrudniła”, a nawet uniemożliwiła zwiedzającym korzystanie z przestrzeni galerii, pętając umywalki, poręcze i krzesła fragmentami materiałów czy innych obiektów. Wystawa znalazła się nie w salach galeryjnych, lecz w ciągu komunikacyjnym do nich prowadzącym. Ta praca prowokuje do zastanowienia się nad tym, jaką rolę powinna spełniać sztuka w czasach napięć związanych z kryzysem wizerunku, języka i komunikacji w życiu codziennym, dyskursie publicznym i mediach społecznościowych. Babińska posługuje się przy tym różnymi narzędziami. Choć lubi pracować z materią, teraz zainteresował ją film. – Młody artysta to taki, który chce się rozwijać, więc stawia sobie wymagania – mówi. Jest dumna ze swojego projektu, ale pewnie podeszłaby do niego teraz trochę inaczej. – To wydarzyło się raz i było mocno wpisane w kontekst. Bez niego projekt nie zafunkcjonuje drugi raz. Uważam więc temat za zamknięty. Teraz idę dalej złapać następny kontekst, system do obróbki, temat do przenicowania – tłumaczy.

Projekt „Czy można umrzeć na złamane serce?” (Fot. Karolina Zajączkowska)

Laureatka II nagrody Ania Nowak (ur. 1983) wybrała inne narzędzia ekspresji. Jej projekt „Czy można umrzeć na złamane serce?”, poświęcony powiązaniom emocji ze zdrowiem fizycznym, łączy sztuki wizualne, performans i choreografię. Artystka poddaje w nim refleksji skomplikowaną relację ciała, psychiki i środowiska, przyglądając się trudnym do wyjaśnienia współczesnym schorzeniom. Na pracę składają się wideoperformans zrealizowany w Ogrodzie Botanicznym Polskiej Akademii Nauk w Powsinie oraz performans, który zaprezentowany został w U–jazdowskim. Nowak ukończyła studia choreograficzne w HZT Berlin. Tworzy solowe i kolektywne prace badające napięcia języka oraz niedopowiedzenia i przeobrażenia ciała. Jej prace prezentowane były m.in.w Sophiensaele i Akademie der Künste w Berlinie, Nowym Teatrze, Art Stations Foundation w Poznaniu, National Dance Center w Bukareszcie i Arts Santa Mònica w Barcelonie. – Jestem zaskoczona nagrodą, bo otrzymałam ją za mój pierwszy projekt na polu sztuk wizualnych w Polsce. Wywodzę się z choreografii. Podstawową formą, którą wykorzystuję, jest spektakl. Jeśli chodzi o sztuki wizualne, to wcześniej zrealizowałam w Barcelonie wystawę performatywną. W CSW po raz pierwszy pracowałam z wideoperformansem i performansem na żywo. Jestem też bodaj pierwszą osobą łączącą te dwie formy, która pokazała wystawę w ramach Project Roomu. Chciałabym częściej pracować w taki sposób w przyszłości – mówi artystka. Siedem lat temu wyjechała na studia do Berlina. Wcześniej ukończyła filologię hiszpańską. Na co dzień mieszka w Berlinie, w CSW zrealizowała w tym roku aż trzy projekty. – Project Room umożliwiał mi wymianę inspiracji. Chętnie pracowałabym jeszcze bardziej wspólnotowo. Wymiana doświadczeń, próbowanie nowych rzeczy, feedback. Robienie sztuki to dla mnie także rozmowa – mówi. Zwłaszcza że artyści są nomadami, nie zagrzewają nigdzie długo miejsca, pracują najczęściej w samotności. – Tam, gdzie dostaniemy pracę i fundusze – mówi Nowak, podkreślając, że twórcy, zwłaszcza ci emerging, na początku swojej drogi, po pierwszym dużym sukcesie, często zasilają szeregi prekariatu. – Nie mamy łatwego życia – uśmiecha się Nowak. – Chociaż w Berlinie jest więcej możliwości dofinansowania, panuje ogromna konkurencja – mówi. Nagroda to dla niej punkt zwrotny. Będzie z niej czerpać motywację do dalszej pracy, choć znalezienie w sobie siły do działania nie należy do zadań najłatwiejszych. – Wkładamy mnóstwo energii życiowej w efemeryczne, niszowe, skończone wydarzenia – mówi Nowak.

Projekt „Czy można umrzeć na złamane serce?” (Fot. Bartosz Górka)

 

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę