Znaleziono 0 artykułów
29.07.2020

Wymiana doświadczeń

(Fot. materiały prasowe)

Powracamy do cyklu o kobietach sukcesu. Tym razem jego bohaterką jest Agata Krysiak. Studiowała w Mediolanie, pracowała w Londynie, gdzie należy do British Fashion Council, a w Warszawie prowadzi firmę Ammalfi Fashion, która zajmuje się dystrybucją luksusowych marek.

Studiowałaś we Włoszech, mieszkałaś w Londynie, niedawno wróciłaś do Warszawy. Jak przebiegała twoja kariera zawodowa?

Po skończeniu liceum wyjechałam z rodzinnych Katowic na studia do Warszawy. Od razu po przeprowadzce dostałam pierwszą pracę w branży mody. W Warszawie zrobiłam też licencjat z marketingu i zarządzania. Potem dostałam stypendium w Barcelonie, a magisterkę z zarządzania i sprzedaży obroniłam na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie. Jeszcze podczas studiów zaczęłam też pracę w firmie dystrybuującej m.in. Max Marę i inne włoskie marki. Pracę tam przerwałam na rok, gdy urodziłam pierwszą córkę – Marysię.

Moja mama prowadziła na Śląsku pierwsze butiki Max Mary. To właśnie tam, jeszcze jako młoda dziewczyna, poznałam tajniki pracy w branży – wybór modeli do sprzedaży, strategie promowania marki modowej, całą tę zakulisową pracę, której zazwyczaj nie widać. Zafascynowało mnie to.

Jak radziłaś sobie ze studiami za granicą i wychowaniem dziecka w Warszawie?

Gdy regularnie latałam na kilka dni do Włoch na zajęcia, mogłam liczyć na wsparcie moich bliskich – męża i babci. Bez nich to by się nie udało. Myślę, że taki tryb życia jest prostszy, gdy dziecko jest małe, niż gdy dorasta. Dziś Marysia, prawie nastolatka, ma swój rytm życia, swoje zadania, swoje życie, ale też i konkretne wymagania wobec mnie jako mamy. Po kilku latach od urodzenia Marysi pojawiła się też młodsza córka – Bianca. Po obronie magisterki i powrocie do Warszawy próbowałam różnych rzeczy, ale cały czas ciągnęło mnie do mody.

Potem założyłaś własną firmę?

Tak, właściwie przez przypadek. Dziesięć lat temu zostałam polecona zespołowi z DKNY w Brukseli. DKNY interesowało się wtedy polskim rynkiem i szukali kogoś, kto może im go przybliżyć, pokazać możliwości rozwoju. Ostatecznie DKNY zdecydowało się wejść do Polski z kolekcjami sleepwear i intimates. Zaproponowali mi, żebym zajęła się rozwijaniem sieci dystrybucji dla tych kategorii na nowym rynku. Nie byłam wtedy pewna, czy chcę zakładać własną firmę, ale to właśnie oni przekonali mnie, że warto. Jako pierwsi zobaczyli we mnie potencjał. Jestem im za to wdzięczna. Ammalfi Fashion działa od dziewięciu lat.

W Warszawie nie zagrzałaś długo miejsca…

Lubię, jak dużo się dzieje. Po dwóch latach zaczęło mnie nosić. Wyjechaliśmy całą rodziną do Londynu. Planowaliśmy spędzić tam rok, a zostaliśmy ponad pięć lat. Chcieliśmy, żeby córki poszły tam do szkoły. Dla mnie to miał być czas na rozwój – odbywałam kursy, poznawałam ludzi z branży, uczestniczyłam w eventach. Ale nigdy nie powiedzieliśmy sobie z mężem, że naprawdę tam mieszkamy. Uważaliśmy to za sytuację tymczasową, choć pokochaliśmy Londyn. Do Warszawy wróciliśmy we wrześniu 2019 r.

(Fot. materiały prasowe)

W Londynie trafiłaś do British Fashion Council Trust. Jak to się stało?

Mam szczęście do poznawania wspaniałych ludzi. Żeby dostać się do tego „klubu”, ktoś musi nas polecić i tak też było w moim przypadku. British Fashion Council Trust liczy ok. 100 członków – większość z nich to osoby doskonale znane w branży, które aktywnie działają na rzecz jej rozwoju, reprezentują międzynarodowe marki lub inwestują w biznes mody. Celem BFCT jest wymiana informacji i inspiracji między projektantami, innymi przedstawicielami branży i ludźmi z mediów.

BFCT dużo ci dało?

Tak, dzięki temu poznałam mnóstwo ludzi i mogłam się dokształcić. BFCT raz w tygodniu organizuje spotkania, w których regularnie uczestniczę – teraz, w czasie pandemii, online. To wspaniała okazja do wymiany doświadczeń i rozmowy z gwiazdami, np. Gwyneth Paltrow, osobowościami z mediów – Edwardem Enninfulem, projektantami – Victorią Beckham o budowaniu marki czy Gabrielą Hearst o modzie zrównoważonej. Warsztaty prowadzą ludzie z Google’a albo doradcy inwestycyjni z branży mody. To miejsce wspierające kobiety. Są zresztą – z Caroline Rush, organizatorką londyńskiego tygodnia mody, na czele – w zarządzie.

Jak działa twoja warszawska firma Ammalfi?

Jesteśmy wyłącznym dystrybutorem kilku zagranicznych marek na polskim rynku, w Czechach i Słowacji (The Kooples, Melissa Odabash, DKNY, Donna Karan, Lauren Ralph Lauren i POLO Ralph Lauren). Pracowaliśmy też z Pierre’em Balmainem i Balmain, Stellą McCartney i butikiem Net-a-Porter. Prowadzę konsulting dla marek, które planują wejść na polski rynek – szukamy dla nich pracowników, lokalizacji na butik, tworzymy visual merchandising. Jakiś czas temu byłam w Paryżu na spotkaniu z Sandro i Maje, którzy planują wejście na polski rynek. Lubię też łączyć marki z producentami – Melissie Odabash poleciłam fabryki w Polsce, a DKNY i Ralpha Laurena poznałam z hinduską rodziną mieszkającą w Londynie, jednymi z największych producentów odzieży na świecie, którzy pracują m.in. dla H&M. Pomagają też moje londyńskie kontakty. Dla Net-a-Porter zorganizowałam w naszym showroomie na warszawskim Powiślu trzydniowy event. Wysłali tu swoich personal shopperów, którzy dla grupy polskich klientów pokazali najlepsze nowości z kolekcji marek dostępnych na platformie.

(Fot. materiały prasowe)

Po pandemii nastąpił zwrot ku modzie zrównoważonej. Myślisz, że ten trend utrzyma się na dłużej?

Tak. Już od pewnego czasu marki zastanawiały się nad tym, jak wdrożyć innowacyjne rozwiązania, np. zamienić produkcję na bardziej ekologiczną lub działać w zgodzie z odpowiedzialnością społeczną, ale dopiero aktualny kryzys zmusił rynek do przejścia od dyskusji w tryb działania. Zrównoważona moda to jeden z kluczowych kierunków. Jeszcze bardziej niż kiedyś martwimy się o swoje zdrowie i planetę. Konsumenci nie chcą już stawać za markami, które nie wykazują się postawą proekologiczną lub ich działania są wątpliwe etycznie. Na rynku przetrwają tylko te marki, które będą bliższe aktualnym wartościom konsumentów.

Jak twoja firma przetrwała pandemię?

W dużej mierze pracowaliśmy zdalnie lub zmianowo. Nadal ograniczamy wizyty w biurze, zwłaszcza osób spoza naszego stałego zespołu. Część zamówień klientów realizowana jest online. Sytuacja na rynku ogólnoświatowym wymusiła zmiany w naszej codziennej pracy. Część prezentacji kolekcji marek, takich jak The Kooples, Ralph Lauren czy DKNY, została odwołana, przeniesiona albo jest realizowana w formie online. Jesteśmy właśnie po prezentacji The Koopels, pierwszy raz robionej wirtualnie, w formacie 3D.

A ty – jak przetrwałaś lockdown?

Pracowałam, ale też dużo czasu spędziłam z rodziną – na wspólnym odpoczynku, nauce i zabawie. Nagrywałam mnóstwo tanecznych filmików na TikToka z moimi córkami – to będzie pamiątka z czasu pandemii.

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę