Znaleziono 0 artykułów
13.03.2019

Chmura pojęć

Portable Landscape, side tables and planters, concept for Vitra, 2018

Dlaczego warto projektować kolejne krzesła? Rozmawiamy o tym z Marią Jeglińską-Adamczewską – jedną z najzdolniejszych projektantek młodego pokolenia i nową dyrektor kreatywną Arena Design Poznań. 

Zadowolona z tego, co ma i gdzie jest. Ciągle widzi, jak wiele jest do zrobienia. Osiągnęła bardzo dużo, ale nieustannie ma nowe pomysły i apetyt na więcej. Prowadzi własne studio, o czym zawsze marzyła. Mieszka i pracuje w Warszawie, a pracuje dla marek z całego świata. Projektuje meble, akcesoria wyposażenia wnętrz, ale też wystawy i systemy służące do ekspozycji. Mimo wszechstronności zachowuje spójny styl i zawsze osadza swoje projekty w szerszym kontekście. Trudno ją scharakteryzować jednym zdaniem. Maria swobodnie i z wyczuciem porusza się po chmurze pojęć, które łączy ze sobą często w nowatorski sposób.

Maria Jeglińska-Adamczewska (Fot. Kasia Bobula)

A jak Arena

Czym projektowanie wydarzenia różni się od projektowania mebli? – pytam na początek.

Nie różni się bardzo. Wywodzę się ze szkoły, która stawia na holistyczne projektowanie. Fascynują mnie takie pracownie, jak Ettore’a Sottsassa czy George’a Nelsona – projektowali wszystko od kubka, przez regał, po całe wnętrza. To raczej kwestia pewnej filozofii i sposobu patrzenia na świat, a nie wąskiej specjalizacji.

Arena Design to założenie całościowe – obejmuje targi meblowe, wystawy dizajnu, spotkania z twórcami i wykłady specjalistów oraz praktyków.

Element edukacji jest dla mnie bardzo ważny – przyznaje Jeglińska-Adamczewska.

Dlaczego?

Bo w Polsce jest duży potencjał. Mamy świetny przemył, dużo produkujemy, jest wielu młodych projektantów, którzy zakładają swoje firmy i marki. Ale czasem trudno jest jednym i drugim nawiązać współpracę. Arena to miejsce, gdzie można się zainspirować, ale też spotkać i wymienić doświadczenia.

 – Na liście gości są wielkie nazwiska: założycieli ciekawych marek i projektantów. Będzie można z nimi porozmawiać?

O to chodzi! Założyciele Massproductions przygotowali prezentację na swoim stoisku – wystarczy podejść i zacząć rozmowę. Wielu gości to osoby dzisiaj znane. Kojarzymy ich z sukcesem. Ale warto pytać, jak to się stało. Z daleka często może się wydawać, że komuś było łatwiej, a u nas jest trudniej. To niekoniecznie prawda. Włoski dizajn startował z podobnego miejsca co polski. Wiele marek powstało właśnie na bazie przemysłu.

W zamyśle Jeglińskiej Arena ma być nie tylko festiwalem mebli, ale szerzej – myślenia o wnętrzach.

Będziemy to rozwijać w kolejnych latach. Chciałabym, żeby Arena była jak dobre pismo, które bierzesz do ręki i nie możesz się oderwać od lektury, bo na każdej stronie znajdujesz ciekawe treści, a nie tylko reklamy.

– Gdyby więc Arena była pismem, o czym by była? – pytam projektantkę.

Wnętrzarstwo rozumiem bardzo szeroko – również jako hotelarstwo czy gastronomię. Interesują mnie rozwiązania systemowe, możliwość projektowania w kontekście przemysłowym, możliwość multiplikacji obiektów. Myślę, że właśnie tę gałąź warto wzmacniać i rozwijać.

Dla kogo jest to wydarzenie? – dopytuję.

Celujemy w firmy ambitne, z wizją, które chcą wzmacniać swoje marki i szukają dobrych inspiracji. W tym roku zaprosiłam Alexandra Taylora, który współpracuje w bardzo ciekawy sposób z Adidasem, założycieli Massproductions, którzy od 10 lat z powodzeniem wdrażają nowe produkty na rynek, i założycieli berlińskiego studia Geckeler Michels.

Są też polscy goście?

Naturalnie. Bardzo ciekawym przykładem jest pracownia ceramiczna Fenek, której założycielki zdecydowały się na rozwijanie tylko w tym jednym materiale. Pokazujemy wystawy – jedna o polskim przemyśle i materiałach, druga o tym, co z produktami dzieje się, gdy trafiają na wtórny rynek. Pokazujemy nowe trendy i zjawiska, w tym wypadku recommerce.

Wszystko pod hasłem „TransFormacje”.

Pokazujemy transformacje na wielu poziomach – jak zmieniają się produkt, rynek, ale też jak nowe technologie czy media zmieniają projektowanie.

Czy dzisiaj dizajn może istnieć bez Instagrama lub poza nim? – pytam prowokacyjnie.

Wśród wykładów jest dyskusja panelowa na ten temat – zachęca Maria. – Instagram zasadniczo zmienił dizajn – przyznaje i tłumaczy dalej: przestał być tylko medium komunikacji, dzisiaj jest potężnym kanałem sprzedaży. Ale żeby umieć z tego skorzystać, trzeba umieć się komunikować, pokazać.

Polskie marki są w tym dobre?

Różnie to bywa. Zdarza się, że ktoś produkuje świetne rzeczy, ale brakuje dobrej narracji, komunikacji. Trudno wtedy o sprzedaż. Produkt się marnuje.

Carafe, Hotel Essentials, Autor Rooms, 2016 (Fot. Max Zieliński)

S jak scenariusz

Dla Jeglińskiej narracja jest bardzo ważna – towarzyszy opowieści o projektach i powstawaniu pomysłów. Skąd to się u niej wzięło?

Circle vase, Drawn Objects series, 2017 (Fot. ©Claudia Zalla)

Nauczyłam się tego, pracując przy wystawach. Zaczynałam w Galerie Kreo, gdzie zajmowałam się produkcją wystaw. Później wielokrotnie sama projektowałam ekspozycje: Punkty Siedzenia pokazywane w Łodzi w 2012 roku czy Wonder Cabinets of Europe. Kiedy projektujesz wystawę, stajesz się reżyserem – wyobrażasz sobie, co widzi człowiek, prowadzisz jego wzrok, budujesz historię, za którą podąży.

Maria przyznaje, że był nawet moment, kiedy rozważała studiowanie reżyserii.

Często myślę scenariuszem. To jest bardzo silne w mojej pracy. Kiedy w 2017 roku zostałam zaproszona do przygotowania wystawy swojej twórczości w Villa Noailles, długo zastanawiałam się, jak to zrobić. Myślenie filmowe mnie uratowało. Chciałam nawiązać do miejsca, w którym odbywała się wystawa, a Robert Mallet-Stevens, architekt Villa Noailles, sam projektował plany filmowe.

To wystawa twoich prac, której sama byłaś kuratorką? – upewniam się.

Można tak powiedzieć. To trudne zadanie. Postanowiłam pokazać je sekwencją stop-klatek. Dodajmy, że wystawie towarzyszyła książka, którą ogląda się jak film właśnie. Maria przyznaje, że to celowy zabieg.

To film, który wolał być książką – śmieje się.

Książka składa się ze scen niczym z filmu wraz z podpisami – narracją autorki. Wertując ją, ma się wrażenia oglądania ruchomego obrazu. Podpisy tłumaczą, co widać na zdjęciach.

“Arrêt sur Image”, Personal exhibition, Villa Noailles, Hyères, 2017 (Fot. Lothaire Hucki)

Ś jak ściany

Część pierwsza to… ściany. Tak – ściany stanowią dla Marii ważny element projektowania. Dlaczego? Bo nadają kontekst, tło – tak potrzebne wszystkim obiektom. Można na nich powiesić obraz, można o nie coś oprzeć, można na ich tle postawić mebel. Wiele obiektów Jeglińskiej nabiera sensu w przestrzeni – dzieli, łączy, odgradza, wskazuje. Projektant wystaw często staje przed dylematem: jak wygrodzić przestrzeń, jak ją podzielić? Maria często używa kurtyn, zasłon i tkanin – nazywa je miękkimi ścianami. Choć brzmi to abstrakcyjnie, szybko okazało się, że znalazło zastosowanie w rzeczywistości. We współpracy ze słynną marką Kvadrat Jeglińska zaprojektowała ekrany z tkanin z charakterystycznym wzorem. Można to potraktować jako ozdobę albo element wygradzający przestrzeń – miękką ścianę.

Wzory widoczne na tkaninach wiszą w postaci szkiców na ścianach pracowni, w której siedzimy i rozmawiamy.

Space divider, Background(s), Kvadrat, 2017 (Fot. ©Casper Sejersen)

P jak pracownia

Spotkałyśmy się z Marią u niej w studiu na warszawskim Mokotowie. Prawdopodobnie, gdy będziecie czytać ten tekst, będzie się ono znajdowało już w innym miejscu, bo lokal niedawno został sprzedany. Pracownia to podstawa. To nie tylko miejsce pracy, ale i przestrzeń mentalna.

Na ścianach piętrzą się inspiracje, na szafkach i podłodze stoją prototypy: krzesło z tektury, wazon toczony z drewna, stół, który parę lat temu zrobiła dla Ligne Roset. Człowiek się czuje trochę jak w sklepie z najlepszym dizajnem, a trochę jak w warsztacie artysty. Kątem oka dostrzegam szkice, których jeszcze nigdy nie widziałam.

To do nowego projektu, na wystawę w Budapeszcie – tłumaczy Maria. – Zadanie polegało na wybraniu jednego obiektu z kolekcji muzeum i użyciu go jako inspiracji do projektu. Wybrałam fotel z ciekawymi nóżkami i przerobiłam motyw nóżek na uniwersalny system mebli służących do ekspozycji.

Znowu wystawa!

Tak. Nie ucieknę od tego. Bardzo mnie interesują systemy ekspozycyjne.

Dzięki temu, że projekt jest osadzony w kontekście, ma bardzo charakterystyczną formę i nabiera wyrazu. Wyobrażam sobie, że projektując po raz kolejny system wystawienniczy, można wpaść w banał, ale Maria się tego nie obawia.

Projekt zawsze poprzedzam researchem. Dzięki temu wiadomo, z czego wynika.

Space Time, published by the Villa Noailles, Hyères, 2018

R jak research

Maria należy do osób, które w jednym zdaniu potrafią powiedzieć, że zrobiły coś, bo tak im podpowiada intuicja, i że przeczytały coś w najnowszym raporcie badawczym. Jedno nie wyklucza drugiego.

Dużo czytam, interesuje mnie to, jak się zmienia świat. Projektant musi śledzić, co się zmienia. Fascynują mnie na przykład sposoby zamieszkiwania, ludzie potrzebują dzisiaj innych urządzeń, innych mebli, bo inaczej żyją.

Dopytuję, co się najbardziej zmienia.

Mieszkamy w coraz mniejszych mieszkaniach, w których nie tylko każdy metr się liczy, ale które trzeba co chwilę od nowa aranżować. Inspirują mnie różnego rodzaju wygrodzenia. Przedmiot, który projektuję nie tylko jest, ale coś robi – jakoś działa. Zawsze myślę o jego użytkowaniu.

– Jesteś jak antropolog badający zwyczaje ludzi.

Little Black chair, 2014 (Fot. Gosia Turczyńska dla Culture.pl)

– Każdy projektant musi to robić!

– Co jeszcze daje research? Widziałam dokumentację twoich projektów – to potężne publikacje.

Maria tłumaczy, że tak szerokie rozpoznanie pozwala zakorzenić projekt w kontekście, pozwala uniknąć banalności i odtwórczości.

Dzięki temu firma dostaje też dodatkowy materiał do komunikacji. Myślę, że rola projektanta nie kończy się na prototypie i oddaniu go do produkcji. Projektant odpowiada za sprzedaż i ma wpływ na komunikację. Firma może na tym skorzystać – dodaje.

Widać, że marki, które włączają projektanta w opowiadanie, są silniejsze, wyraźne. Wyróżniają się na rynku.

Vase Man, Hotel Essentials, Autor Rooms, 2018 (Fot. Basia Kuligowska & Przemek Nieciecki)

B jak biznes

Jeglińska lubi pracować z firmami, które dobrze wiedzą, czego chcą, ale potrafią zaufać projektantowi i dać mu dużo swobody. Lubi też współprace z nowymi firmami, które zaczynają lub szukają nowych pomysłów biznesowych.

Projektowanie to biznes. Maria czuje odpowiedzialność nie tylko za to, jak meble wyglądają, ale jak się sprzedają. A żeby się sprzedały, muszą się spodobać, muszą coś w człowieku poruszyć.

E jak emocje

Skąd wiesz, co się ludziom podoba?

Nie wiem – śmieje się projektantka. – Ale wiem, że niezależnie od tego, jak dobry jest produkt, ciekawy technicznie i wzorniczo, jeśli nie wzbudza emocji, pożądania, ludzie go nie kupią. Na końcu decydują emocje.

Mimo metodycznego podejścia do projektowania i bogatego researchu Maria działa w dużej mierze intuicyjnie. Wyczuwa, co jest potrzebne, jak się zmieniają potrzeby i co się może podobać. I jest w tym naprawdę dobra.

Agata Nowotny
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę