Znaleziono 0 artykułów
18.06.2018

Dźwięk domu

Michał Zygmunt (Fot. Filip Springer)

Gdy dom źle brzmi, ludzie muszą wkładać więcej wysiłku w komunikację, w rozmowę. Mogą się nawet w takim domu zakrzyczeć. 

00:00:13 Szczekanie psa.

00:00:19 Szum wiatru, warkot traktora w oddali.

Reklama

00:00:30 Wiesz, jak brzmi mgła? Niczego nie da się porównać z dźwiękiem mgły. Jest niezwykle przestrzenny. Nagrywałem łabędzie krzykliwe we mgle, przelatywały nade mną. Słuchałem ich i uświadomiłem sobie, że nie znam takiego dźwięku –to tak, jakbyś pokazał malarzowi zupełnie nowy kolor, taki, którego on nigdy nie widział. Tak brzmią łabędzie krzykliwe we mgle. To jest coś spoza znanej ci palety. Ale żeby to usłyszeć, musisz wyruszyć.

00:10:34 Bicie dzwonu.

00:10:45 Mam buddyjskie podejście do tematu, nie chcę się specjalnie przywiązywać do tego miejsca, choć wszystkim nam tutaj dobrze. Ale za kilka lat może się okazać, że ciągnie nas gdzie indziej, chcę mieć taką możliwość, drzwi zostawiam otwarte. Dla kogoś, kto czerpie inspiracje z rzeczywistości, nie jest dobrze zaszyć się w jednym miejscu, bo zaczyna się dreptać po własnych śladach. Traktuję to miejsce jak etap.

Michał Zygmunt (Fot. Filip Springer)

00:17:56 Szum wiatru.

00:25:10 Jak się tu znaleźliście?

Gitara Michała Zygmunta (Fot. Filip Springer)

00:25:18 Kilka lat temu ktoś zamówił u mnie płytę o rzece, o Odrze. Żeby ją nagrać, połączyć z muzyką, zobaczyć, co z tego wyjdzie. To chyba wtedy uświadomiłem sobie, że zawsze mieszkałem nad rzeką. Biegałem nad nią, jeździłem na rowerze. Studiowałem gitarę na akademii muzycznej. I to też miało znaczenie. Bo chcąc być gitarzystą, musisz się uczyć grać coraz szybciej i szybciej, tego od ciebie wymagają, żeby twój umysł działał jak komputer. Na tym polegała nauka, na przyspieszaniu. Szukałem więc miejsca, gdzie będę mógł zwolnić, zluzować. Rzeka jest takim naturalnym miejscem zwolnienia. Pomyślałem, że jak zacznę jej się przysłuchiwać, to może ona wpłynie na moją muzykę. To na początku była ucieczka od akademickiego treningu, że nie szybkość, ale barwa i spokój. Na końcu okazało się to praktyką kompozytorską. Idę, słucham rzeki, czasem ją nagrywam. A potem siadam i komponuję.

00:25:47 Bicie dzwonu.

00:35:05 Albo szpaki, kilka tysięcy szpaków. Słyszałeś kiedyś? Gdy się spłoszą, to jest taki dźwięk, jakby ktoś prętem przejechał po blasze. 

00:35:26 No ale co z tym domem tutaj?

00:35:29 A tak, już mówię. Dzięki tamtej płycie uświadomiłem sobie te moje wszystkie związki z rzeką. I zacząłem ją coraz częściej nagrywać. Któregoś razu wpadłem na pomysł, by się nad tę rzekę przenieść. Kiedy mieszkałem we Wrocławiu,ona ciągle była w pobliżu, ale mnie coraz bardziej interesowało jej dzikie oblicze. Na początku chodziło tylko o pracownię. W mieszkaniu, które wynajmowaliśmy, było już nam za ciasno, już się tego nie dało łączyć –życia i pracy pod jednym dachem. Zacząłem szukać miejsca. Znałem te nadodrzańskie kąty, tak trafiłem do Chobieni. Jest tu taki dom starych przewoźników rzecznych, podobał mi się, miał piękną historię. Ale nie pomieściłbym się tam. Kawałek dalej znaleźliśmy ten dom. Gotowy do zamieszkania, z dostępem do rzeki. Możesz trzymać kanu na brzegu i jeszcze przed świtem wskoczyć, popłynąć, ponagrywać. To był pierwszy taki wolny dom nad rzeką,patrząc od Wrocławia. Właściwie się nie zastanawialiśmy. Zostawiliśmy miasto i przenieśliśmy się tutaj. 

Michał Zygmunt (Fot. Filip Springer)

00:40:12 Bicie dzwonu.

00:48:46 Czasami,gdy pływam tam po łęgu, zastanawiam się, czy to nie jest tak, że szukam archetypicznych dźwięków. To nie jest łatwe, w ciągu godziny rano mam zaledwie kwadrans na nagranie, na którym nie słychać przelatującego samolotu albo innych dźwięków cywilizacji. 

00:49:15 Szczekanie psa.

00:49:20 Ale w ciągu tych piętnastu minut dzieją się rzeczy niezwykłe, bo świat brzmi wtedy, być może, tak jak brzmiał kilka tysięcy lat temu. To jest właśnie pierwotny dźwięk – taki, co brzmiał tutaj zawsze. 

00:55:23 Bicie dzwonu.

01:01:12 Jak brzmiały twoje wcześniejsze domy?

Dom Michała Zygmunta / Fot. Filip Springer

01:01:16 Bloki,kamienice, domy jednorodzinne –przerobiłem wszystko. Mieszkając w wielkiej płycie, żyjesz nieswoim życiem –chrapanie, kłótnie małżeńskie, tłuczek do kotletów w niedzielę. Tam najbardziej dzielisz się z ludźmi właśnie dźwiękiem. Możesz pozostać niewidoczny, ale trudno ci pozostać niesłyszalnym. Dźwięk permanentnie do ciebie dociera. Cisza jest niemożliwa. 

Jestem na takie rzeczy wyczulony, bo dużo nagrywam w domu. Ale nie tylko dlatego. Mam taką prywatną teorię, że dźwięk w domu może być przyczyną rozwodu. Jeśli pomieszczenie źle brzmi, to trzeba w nim wkładać więcej wysiłku w komunikację, w rozmowę. Musisz mówić głośniejalbo wszystko brzmi dziesięć razy bardziej. Niektórzy z moich znajomych mieszkają w takich miejscach, że gdy tam jestem – mam wrażenie, że oni się pewnego dnia zakrzyczą. To są często bardzo piękne wnętrza, wiesz, pełen minimalizm, puste ściany i kominek. Rozmowa tam wymaga wysiłku. A to niedobrze. Rzeczywistość, w której żyjemy… Słyszysz?

Dom Michała Zygmunta (Fot. Filip Springer)

01:03:09 Klangor żurawi.

01:03:11 Usłyszałeś je przede mną. 

01:03:13 Ostatnio strasznie się drą… Rzeczywistość,w której żyjemy ma brzmienie, ma zapach, smak, faktury. Skupiamy się często na tym, jak wygląda, a całej reszty nie jesteśmy świadomi, trochę o niej zapominamy. A to ma fundamentalny wpływ na nasze życie. Tylko jest bardzo abstrakcyjne. Jak opisać dźwięk? Albo zapach. O, znowu…

01:03:49 Klangor żurawi.

01:10:10 Bicie dzwonu.

01:20:00 A ten dom czym brzmi?

Dom Michała Zygmunta (Fot. Filip Springer)

01:20:05 Właśnie tym. Mgłą, żurawiami, czaplami, ptakami kręcącymi się w ogrodzie. Zimą śryżem, takim drobnym lodem sunącym z nurtem. Albo pękaniem kry. Albo olchami,co tu szumią. Wystarczy otworzyć okno i coś się usłyszy. O to nam chodziło. 

01:25:18 Bicie dzwonu.

01:39:23 A czymś ludzkim ten dom brzmi?

01:39:45 Ten dzwon wybijający kwadranse, analogowy, jest ważny. Bije całą dobę. Zastanawialiśmy się, jak to z nim będzie. Ale jest dyskretny. Piętnaście po bije raz, potem dwa i trzy. Nie gra melodii, odmierza tylko czas. Dlatego jest znośny. Oczywiście słuchając go, myślę sobie o piekarzu i aptekarzu, którzy sto lat temu słyszeli dokładnie ten sam dzwon. Żyli tym rytmem, ten metronom działa do dziś, wyznacza rytm dnia. Jest w wielu rzeczach, które tu produkuję. Jest dobrze wystrojony, więc stroi z tym, co nagrywam. I tak naprawdę, to jeśli cokolwiek ludzkiego dociera tu z Chobieni, to jest właśnie ten dzwon. Masz ptaki, masz rzekę i masz dzwon. 

01:40:14 Bicie dzwonu.

01:40:17 Nie wyreżyserowałem tego.

01:40:19 Jasne.

Michał Zygmunt jest muzykiem i kompozytorem. Komponuje i nagrywa muzykę autorską, do filmów i przedstawień teatralnych. Zajmuje się też nagraniami terenowymi koncentrując się na dźwiękach przyrody obserwowanej z rzeki. Wkrótce ukaże się jego nowa płyta „Dzikie rzeki”. Mieszka wraz z partnerką i córką w Chobieni na Dolnym Śląsku (https://acoustic.pl).

Michał Zygmunt (Fot. Filip Springer)

 

Filip Springer
Reklama
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę