Znaleziono 0 artykułów
05.02.2021

Coco Chanel i muzyka

(Fot. materiały prasowe)

Gabrielle Chanel muzyce zawdzięcza tożsamość, sukces, a przede wszystkim wolność. Za jej pośrednictwem wyrwała się z prowincji i wkrótce została jedną z najsłynniejszych Francuzek na świecie. Dług wdzięczności oddała z nawiązką. Najnowszy odcinek „Inside CHANEL” ukazuje, co dokładnie łączy projektantkę z tą dziedziną sztuki.

O życiu Mademoiselle krąży wiele legend. Większość z nich wysnuła sama, by zapomnieć o trudach dzieciństwa. Gdy w wieku dwunastu lat straciła matkę, owdowiały ojciec postanowił umieścić ją wraz z siostrami w klasztornym sierocińcu w Aubazine. Chwilowym oderwaniem była dla niej muzyka, a dokładniej śpiew, który wypełniał zimną, kamienną kaplicę podczas porannych mszy.

Po opuszczeniu opactwa przeniosła się do szkoły z internatem w Moulins. Tam też zdobyła podstawowe umiejętności krawieckie. Za dnia szyła, wieczorami próbowała swoich sił w pobliskiej kawiarni La Rotonde, w której wystawiano kabarety. W krótkim czasie publika nadała jej przydomek „Coco”, nawiązujący do tytułu wykonywanej przez nią piosenki „Qui qu’a vu Coco dans l'Trocadéro?”. Głos miała nieco wątły, zachrypnięty, ale śpiew pozostał z nią do końca życia. Tuż przed planowanym porzuceniem muzycznej kariery, na widowni dostrzegła Étienne’a Balsana, przyszłego kochanka i fundatora jej butiku z kapeluszami.

(Fot. materiały prasowe)

Kolejne lata upłynęły na ciężkiej pracy, budowaniu imperium mody. Jej pierwszym dużym zakupem był ponoć fortepian, do którego zasiadali przyjaciele – kompozytorzy Francis Poulenc i Erik Satie oraz oczywiście Misia Sert, zdolna pianistka i muza awangardowego Paryża. Chanel kochała artystów. Wystarczyło, by dostrzegła w kimś potencjał, a była gotowa ufundować dalszą naukę i otoczyć troską. W 1920 roku sfinansowała premierowe koncerty Igora Strawińskiego we Francji, pozwoliła nawet, by zamieszkał razem z rodziną w jej willi w Garches. W zamian „nauczył ją muzyki” i podarował ikonę, która od tego czasu stała przy jej łóżku. Cztery lata później jako kostiumografka współpracowała z Jeanem Cocteau nad baletem „Le Train Bleu” Diagilewa.

(Fot. materiały prasowe)

Ale Coco to nie tylko miłośniczka opery. W czasie szalonych lat 20. można było ją spotkać na widowni kabaretu Le Boeuf sur le Toit, który zainspirował niejedną kolekcję. W limuzynie nuciła bluesa kalecząc francuskim akcentem utwór „My woman” Lew Stone’a & The Monseigneur Band. Wybrała się nawet na rockandrollowy koncert Johnny’ego Hallyday’a oraz występ Beatlesów. Unikała jedynie muzyki klubowej, bo jak mówiła, „gra w miejscach emanujących rodzajem nudy, którą dzieli się z innymi ludźmi – jedni wchodzą, drudzy wychodzą, a jeszcze inni siedzą i patrzą bezcelowo. Nie na tym polega sztuka”.

Historia projektantki zainspirowała broadwayowskich reżyserów. W 1969 roku powstał musical pt. „Coco” z Katharine Hepburn w tytułowej roli. Dziś, muzyka jest nieodłączną częścią pokazów, symfonią nut podobną do tej zaklętej we flakonie perfum Chanel º5, wpisuje się w DNA ambasadorek marki i utrwala wspomnienia, bo z kim innym jak nie z Mademoiselle kojarzy się utwór „Qui qu’a vu Coco dans l'Trocadéro?”

Dokładną historię przedstawiającą relację Coco Chanel i muzyki znajdziecie w 31 odcinku „Inside Chanel”.

 

Pola Dąbrowska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę