Znaleziono 0 artykułów
07.12.2023

Klasyka LGBT+: Działalność kolektywu artystycznego General Idea

07.12.2023
General Idea, P is for Poodle, 1983/89 (Dzięki uprzejmości Martin Gropius Bau)

General Idea – AA Bronson, Felix Partz oraz Jorge Zantal – jako jedni z pierwszych poruszyli w sztuce temat AIDS. Retrospektywa prac kolektywu artystycznego, działającego w latach 1969–1994, trwa do 14 stycznia 2024 roku w Martin Gropius Bau w Berlinie.

Jest rok 1969 i jest ich trzech – AA Bronson, Felix Partz oraz Jorge Zantal. Dwaj pierwsi urodzili się w Kanadzie, ten trzeci jest z Włoch, chociaż tu i tam rozpowiada, że do Toronto przyjechał z Wenezueli. Prawda, tyle że pozbawiona większego znaczenia. Wszyscy trzej kiedyś nazywali się inaczej, głównie dlatego, że na wybór nazwisk nie mieli wpływu i uwierzyli, że tak musi zostać. Mylili się, twórczością i dziełem własnym może być wszystko. Żeby wyprowadzić się z błędu, radykalnie i definitywnie, jak jeden mąż, zmieniają imiona i nazwiska na bliższe sercu oraz wrażliwości, przede wszystkim estetycznej. Trochę jednak za późno, są już przecież jednością, jednym organem kreatywnym, marką, której programowo nie ma prawa chronić żaden patent. 

Kolektyw artystyczny General Idea organizuje konkursy piękności

W 1969 roku AA, Felix i Jorge tworzą General Idea. Jako kolektyw artystyczny otwierają się na współpracę ze wszystkimi, którzy też mają wrażenie, że normalny świat nie zarezerwował dla nich miejsca. A skoro tak, to zamiast strzelić focha i się wyizolować, lepiej samemu stworzyć alternatywny świat, „parodię tego prawdziwego lub niedoskonałą symulację idealnego”, jak mówił sam AA Bronson. General Idea liczy sześć rąk i trzy głowy, mają więc czym wymyślać i czym budować rzeczywistość. Organizują konkursy piękności, które, jak to z wyborami miss bywa, realizują śmiertelnie poważną misję: wyłonić muzę General Idea. Miss GI Pageant to impreza cykliczna, datowana wstecz, w 1970 roku pretendenci do korony za rok 1969 są przebrani za pluszowe misie. Misiami są kobiety, mężczyźni oraz wszyscy pozostali, bo w zmierzającym do ideału świecie płeć nie może człowiekowi w niczym przeszkadzać. A i tak wygrywa wprowadzona tylnymi drzwiami Miss Honey, niczym disnejowska Śnieżka, cała na biało, w części poświęconej talentom demonstruje niezwykłą sprawność w obsłudze telefaksu, pradziadka Whatsappa. Lawina braw absolutnie zasłużona. 

Magazyn „Toronto Life” pisze, że General Idea to nieodkryte gwiazdy pop, które zamiast na gitarach grają na mediach. Są po amerykańsku ambitni i nie zamierzają tego ukrywać. Sztuką, czyli sobą, planują zainteresować ludzi zajętych zwyczajnym życiem, którego rytm wystukują następujące aktywności: wydawanie pieniędzy na duperele, popijanie koktajli z brzęczącymi kostkami lodu i parasolką z papieru, ocenianie własnego odbicia w lustrze lub innych powierzchniach z połyskiem, pożeranie wszystkiego, co pokazuje telewizja, glamour. 

General Idea, Self-portrait with Objects, 1981–1982

Artyści z General Idea galerie sztuki przenicowują na świątynie konsumpcji

Czasami General Idea malują obrazy, ale albo makaronem, albo pudlami, czują się wtedy jak Yves Klein, który raz pomylił pędzel z żywą kobietą. Tematy podsuwa doświadczanie rozkoszy kapitalizmu na co dzień: karty kredytowe, używki uzależniające raz bardziej, raz maksymalnie, waluty, logomania. Galerie sztuki przenicowują na świątynie konsumpcji, takie małe butiki dla dzieci dobrobytu, z witryną, która intryguje, z asortymentem, który szepcze: kup mnie, przecież potrzebujesz, oraz z wywieszoną na stałe w drzwiach tabliczką: wracam za 5 minut, więc każdy klient musi pocałować klamkę. 

General Idea, Mondo Cane Kama Sutra, 1984

Wizerunek jest chorobą, antidotum i placebo 

Ponieważ jako artyści mają dużo do powiedzenia, w kwietniu 1972 roku General Idea zaczynają wydawać własny magazyn „FILE” – do 1989 ukaże się w sumie 26 numerów o popkulturze. W 1975 roku tematem przewodnim jest najcenniejszy skarb świata, dyskretnie już zasygnalizowany glamour. Idealna okazja, żeby opublikować manifest artystyczny następującej treści: „Chcieliśmy sławy, glamouru i bogactwa. Czyli chcieliśmy zostać artystami, bo wiedzieliśmy, że gdy zostaniemy sławni i szykowni, będziemy mogli mówić, że jesteśmy artystami, i nimi będziemy. Nigdy nie czuliśmy, że musimy tworzyć wielkie dzieła, żeby być wielkimi artystami. Wiedzieliśmy, że wielka sztuka nie zapewnia sławy i glamouru...”. Życiowo-artystyczne credo trochę się zapętla, ale przekaz pozostaje czytelny: wizerunek – w sensie i styl i obraz – jest wszystkim, świętym Graalem i złotym cielcem, jest chorobą, antidotum i placebo. 

Na początku wspólnej drogi życiowej General Idea dla samych siebie są trochę zagadką. W trzech czwartych czują się gejami, a to dlatego, że Jorge od ósmego roku życia nie ma żadnych wątpliwości, że woli mężczyzn, AA sprawdza wszystkie opcje, zaś Felix ma kilka dodatkowych pytań, na które w Toronto otrzyma ostateczną, w pełni satysfakcjonującą odpowiedź. Sztuka oficjalnie jest strefą wolności totalnej i absolutnej, ale w 1969 roku lepiej jeszcze nie być gejem, a jeżeli już się jest, to nie trzeba się przyznawać – szczerość nikomu w karierze nie pomoże. 

General Idea szybko odkrywają, że w ich środowisku są większe grzechy niż homoseksualność, a dokładnie jeden: być kanadyjskim artystą to samobójstwo. Zbiorowego coming outu nigdy nie zaplanowali, to akurat po prostu się stało. Bo jak seriami maluje się trzy pudle w konfiguracjach inspirowanych Kamasutrą, trzy białe foki o melancholijnym spojrzeniu oraz samych siebie przebranych za studentów, architektów czy lekarzy, jak tu się dziwić, że ludzie pytają: czy poza sztuką tych trzech panów coś jeszcze łączy? Zagadka rozwiązuję się sama w 1984 roku, który według planu miał być końcem General Idea. Ale plany są przecież po to, żeby je przekraczać, dlatego panowie nie zamykają spółki, stają się natomiast monotematyczni. Niemal całkowicie pochłania ich AIDS, absolutna nowość na rynku tematów tabu. Skoro promującej miłość rzeźby Roberta Indiany nie chronią żadne prawa autorskie, wpisane w kwadrat literki LOVE wymieniają na nie mniej zgrabną nazwę choroby. 

General Idea, AIDS, 1987

General Idea opowiadają o przemilczanej pandemii AIDS 

Wszystkie piosenki są o miłości, wystarczy. General Idea zachęca, byśmy omówili teraz skutki kochania się. Projekt startuje w 1987 roku – nasi chłopcy są już wtedy w Nowym Jorku, zbulwersowani, że ani tu, ani w Europie nikt nie śpieszy się nazwać pandemii po imieniu, ludzie umierają, a politycy całkiem spokojnie toczą swoją zimną wojnę. W USA rządzi Reagan, w Wielkiej Brytanii Thatcher, skoro LGBT+ i tak na nich nie zagłosują, no to nie ma sprawy. General Idea wpuszczają AIDS do galerii i muzeów, wychodzą z chorobą na ulice Nowego Jorku, zamalowują swoim AIDS tramwaje w Holandii, rzeźbią najpierw dzienną, potem roczną dawkę AZT – 1825 tabletek, które obiecywały uratować m.in. Felixa i Jorge, ale obietnicy nie dotrzymały. Tylko AA Bronson ma jeszcze szansę dopisać lepszy koniec historii o niechcianej miłości, przerobić na sztukę zapobiegające HIV pigułki PrEP. Podejmie temat czy sceduje na młodsze pokolenie, i tak te cztery litery prędzej trafią do muzeum sztuki nowoczesnej lub na koncert Madonny niż na listę leków refundowanych. Nasz świat takiej profilaktyki promować się pewnie nie odważy, wciąż jest za wcześnie. 

General Idea, IMAGEVIRUS (Hamburg), 1991

 

Piotr Zachara
  1. Kultura
  2. Sztuka
  3. Klasyka LGBT+: Działalność kolektywu artystycznego General Idea
Proszę czekać..
Zamknij