Znaleziono 0 artykułów
24.06.2022

Książka tygodnia: Egill Bjarnason, „Wielka historia małej wyspy”

24.06.2022
Islandia (Fot. Getty Images)

W „Wielkiej historii małej wyspy” ze stuprocentową pewnością podana zostaje informacja, że Islandczycy są największymi chwalipiętami na świecie. Na dodatek niewielka Islandia jest w chwalipięctwie nadzwyczajnie szczodra. Co, według autora książki Egilla Bjarnasona, ofiarowała światu? W zasadzie wszystko, co najważniejsze.

Zważmy jednak, że samochwalstwo to sztuka sama w sobie. Można bowiem chwalić się doskonale bez stylu i klasy, jak „polskim ładem” zatrudniony na etacie premiera Mateusz Morawiecki. Lub z klasą, z humorem, z przymrużeniem oka, wdzięcznie, co robi autor „Wielkiej historii małej wyspy”. Jego książka jest nie tylko ciekawa i pouczająca, lecz także ironicznie wdzięczna. Islandczycy zaś, według Bjarnasona, całemu światu dali tak wiele najczęściej gratis, jako w całości umorzoną pożyczkę lub niespodziewany prezent.

Gdyby nie oni, nie odkryto by Ameryki, i to kilkaset lat przed Kolumbem (wcześniej na parę wieków zahaczyli o Grenlandię). Zrobili to osiedli na wyspie wikingowie, którzy szybko uformowali odrębny naród z najstarszym – powstał w 930 roku – parlamentem świata, złożonym ze wszystkich obywateli. Pośród szefów odkrywczych wypraw – to żadna bajka – była kobieta imieniem Gudrid, a jej syn – pierwszym dzieckiem z europejskich rodziców, urodzonym na amerykańskiej ziemi. Odszukanie na Atlantyku nieznanego wikingom lądu było, rzecz jasna, dziełem przypadku i wiele z niego nie wynikło, bowiem żeglarze porzucili osady i wrócili do domu. Ale Oskar Wilde napisał o Islandczykach, że „to najinteligentniejsza rasa na świecie, bo odkryli Amerykę i nigdy nikomu o tym nie powiedzieli”. Coś w tym stwierdzeniu jest na rzeczy.

(Fot. Getty Images)

Gdyby nie islandzkie sagi, spisywane we wczesnym średniowieczu, głównie zimą, gdy noc trwa całą dobę, przepadłaby w pomroce dziejów cała skandynawska mitologia. Czyli współczesna popkultura, od komiksów po filmowe superprodukcje, nie mogłaby korzystać z panteonu mocarnych bogów, jak Odyn, Thor czy Freja. Nie byłoby nawet „Władcy pierścieni” J.R.R. Tolkiena. Bo skąd brytyjski pisarz mógłby wiedzieć, jak wyglądają krasnoludy i elfy, jak orki i hobbity, gdyby Arndís Porbjarnardóttir, islandzka niania jego dzieci, nie opowiadała baśni wywodzących się z sag.

Francja i reszta świata – Bjarnason, pisząc o tym, cwałuje na rumaku samochwalstwa – zawdzięczają Islandii rewolucję, republikę, Napoleona i niemal wszystko, co potem. Jakim cudem? Oto tuż przed zrywem ludu Paryża i zdobyciem Bastylii Islandia doświadczyła niezwykłej intensywności wybuchów wulkanów. Pył, wydobywający się z kraterów, przesłonił cały kontynent (było tak samo całkiem niedawno, gdy przez islandzki wulkan trzeba było na kilka dni zawiesić wszystkie loty nad Europą) i doprowadził do anomalii pogodowych, skutkujących marnym urodzajem. Chleb stał się za drogi dla paryskiego ludu, a kiedy królowa Maria Antonina poleciła biedakom jeść ciastka, rychło skończyła na gilotynie.

W Islandii odbył się szachowy mecz wszech czasów, gdy amerykański geniusz Bobby Fischer pokonał radzieckiego arcymistrza Borisa Spasskiego. Fisher był o wiele bardziej niestabilny emocjonalnie niż genialny, co brano za rozkapryszenie, ale skończyło się ostrą paranoją. Bobby co i raz wygłaszał tezy o żydowskim spisku (sam był Żydem) i podpadł USA, gdy pojechał do byłej Jugosławii, żeby ponownie grać ze Spasskim; przesuwał figury na szachownicy, choć Ameryka nałożyła na Serbię embargo na wszelkie kontakty. Umarł w Islandii, bo tylko ten kraj zgodził się dać mu azyl polityczny.

Stoi też na wyspie willa, gdzie o światowym pokoju rozmawiał Ronald Reagan z Michaiłem Gorbaczowem i prawie się dogadali. Przeszkodził im być może duch topielicy, nawiedzający domostwo. Akurat w tym temacie wypowiedziały się oficjalnie władze Islandii, ogłaszając, że nie mogą ani potwierdzić istnienia ducha nieszczęsnej kobiety, ani mu zaprzeczyć. I tak dalej.

Egill Bjarnason, „Wielka historia małej wyspy. Jak Islandia zmieniła świat”, tłumaczenie Agnieszka Nowakowska, wydawnictwo Znak Litera Nova (Fot. materiały prasowe)

Książka Bjarnasona jest niezawodnie optymistyczna. W kryzysie widzi szansę, hołdując myśli wyrażonej przez prezydenta Lecha Wałęsę: „Źle się stało, ale może to i lepiej”. Finansowy kryzys pierwszej dekady obecnego stulecia doprowadził Islandię do bankructwa. Była to kara za nierozważną politykę finansową, ale przede wszystkim pazerność. Wyspa wyszła z kryzysu i stała się krajem – wzorem na równość płci. Po prostu uznano, że kobiety nie są aż tak łakome zysku, są bardziej racjonalne i lepiej sprawdzają się w bankowości, więc stwierdzono, że parytet płci w polityce, gospodarce i życiu społecznym jest równie ważny, jak stawianie na kompetencje. No i dziś cały cywilizowany świat zazdrości Islandii.

Bjarnason chwali się i chwali, ale – po prawdzie – ma czym. Oraz robi to mądrze, uznając, iż przyznanie się do błędów, niewiedzy, narodowych wad społeczności nie tak dawno zamkniętej i doskonale homogenicznej (dzisiaj to kulturowo-narodowościowo-językowy tygiel, a Islandczycy nic, tylko się z tego radują) jest znakomitym tłem, by pokazać, że rozsądek i mądrość oraz autoironia z poczuciem humoru mogą poprawić los człowieka.

W jednym – moim zdaniem – islandzki autor przesadził. Wspomniał bowiem, pół żartem, pół serio, że międzynarodowy symbol oznaczający bluetooth to skandynawska runa Haralda Sinozębego. To akurat prawda, lecz związki Haralda z Islandią są tylko takie, że uczynił wyspę na setki lat częścią królestwa Danii, ale nigdy tam nie popłynął.

„Samochwała w kącie tała i wciąż tak opowiadała”, co już dawno zanotował Jan Brzechwa. Ale za to jak smacznie, mądrze i uroczo. Wielce prawdopodobne, że po lekturze jego książki – jak twierdzi Helen Russell, brytyjska dziennikarka, pisząca o życiu szczęśliwym – „czytelnicy zapragną być Islandczykami”. I to pomimo panującego na tej północnej wyspie raczej paskudnego klimatu.

Egill Bjarnason, „Wielka historia małej wyspy. Jak Islandia zmieniła świat”, tłumaczenie Agnieszka Nowakowska, wydawnictwo Znak Litera Nova

Paweł Smoleński, „Gazeta Wyborcza”
Sortuj wg. Najnowsze
Komentarze (2)

Gość24.06.2022, 15:46
Naprawdę polecam

Wczytaj więcej
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę