Znaleziono 0 artykułów
23.11.2021

Matthew Barney: Wirtuoz metamorfozy

Matthew Barney, CREMASTER 1, 1995,
© 1995 Matthew Barney. Courtesy Gladstone Gallery, New York and Brussels, and Sadie Coles HQ, London. Fot. Michael James O'Brien

Matthew Barney kreuje filmy, które trudno oglądać, trudno zrozumieć, lecz także trudno się im oprzeć. Nazywany „artystą na miarę XXI wieku”, łamie wszelkie estetyczne normy i zasady. Jedni widzą w nim szarlatana nieznającego umiaru, inni – wizjonera o nieokiełznanej fantazji.

Najtrafniej opisać go przez pryzmat postaci, w jakie wciela się w swojej fantasmagorycznej sztuce. Matthew Barney to brawurowy performer-atleta, kowboj, myśliwy; wykwintny dandys, obłąkany satyr, zadziwiający odmieniec i hybrydyczny mutant. Równie zmiennokształtne jak on sam są jego rzeźby, instalacje wideo, rysunki i performanse. Przede wszystkim jednak amerykański artysta dał się poznać jako autor filmów o olbrzymiej skali, które wprawiają widzów w osłupienie. Brzydzą, męczą, dezorientują, a jednocześnie fascynują wizualnym bogactwem i kuszą, by odszyfrować ich ukryty sens. Barney syci się ekstremami i sam wzbudza skrajne emocje. Jedni widzą w nim szarlatana nieznającego umiaru, drudzy natomiast – wizjonera o nieokiełznanej fantazji. Krytycy nazywali go „szamanem” i „Wagnerem sztuki współczesnej”, który tworzy „pełną szaleństwa i perfekcji orgię przesytu”.

Matthew Barney, CREMASTER 1, 1995,
© 1995 Matthew Barney. Dzięki uprzejmosci Gladstone Gallery, New York /  Brussels oraz Sadie Coles HQ, London. Fot. Michael James O'Brien

Zanim został artystą, Matthew Barney studiował medycynę

W 1999 roku „The New York Times” okrzyknął go „najważniejszym artystą pokolenia”. Z początku nic jednak nie wskazywało, że zdobędzie taki tytuł. Barney, urodzony w 1967 roku w San Francisco i dorastający w Boise w Idaho, w młodości marzył o karierze zawodowego futbolisty. Przez zbyt niski wzrost nie udało mu się przekuć sportu w profesję. Postanowił więc zgłębiać arkana atletyki na studiach medycznych renomowanego Uniwersytetu Yale w New Haven. Szczególnie intrygowała go mechanika ludzkiego ciała – jego potencjał, słabości, zdolność do transformacji, przekraczania granic oraz bicia rekordów. Źródłem wiedzy okazały się nie anatomiczne atlasy, lecz ekstremalne dzieła amerykańskich artystów, takich jak jak Bruce Nauman, Vito Acconci czy Chris Burden. Pod ich wpływem Barney porzucił medycynę na rzecz sztuki. 

W serii „Drawing Restraint” (od 1988 roku realizowanej do dziś) oraz pracy dyplomowej „Field Dressing (Orifill)” z 1989 roku artysta postawił znak równości między sportowym wysiłkiem i aktem kreowania dzieła sztuki. Wisząc na wspinaczkowych linach, usiłował kreślić szkice na kartkach i ścianach galerii, a także sięgać po uformowaną na posadzce wazelinę (substancję używaną przez futbolistów, która stała się charakterystycznym materiałem w sztuce Barneya). W tych wyczynowych performansach zmagał się z krępującymi ruchy uprzężami, jak również z ograniczeniami, jakie stawiała jego własna fizyczność. Nie mógł tworzyć, dopóki nie przezwyciężył powstrzymujących go barier. – Forma potrzebuje oporu, z którym musi się zmierzyć, aby zaistnieć i się zmieniać – tłumaczył Barney, przyjmując te słowa za motto swojej praktyki artystycznej.

Matthew Barney, CREMASTER 4, 1994,
© 1994 Matthew Barney. Dzięki uprzejmości  Gladstone Gallery New York /Brussels oraz Sadie Coles HQ, London. Fot. Michael James O'Brien

W 1996 roku Barneyowi przyznano prestiżową Hugo Boss Prize

Pragnąc przekraczać kolejne granice, Matthew Barney powołał do życia kinematograficznego giganta – „Cremaster Cycle” (1994–2002). Ten długometrażowy, liczący bowiem 400 minut, cykl pięciu filmów to hipnotyzująca mozaika fantazyjnych scenerii, chimerycznych istot i enigmatycznych rytuałów. Każda scena przypomina deliryczny sen lub transową wizję. Na boisku futbolowym tańczy grupa baletnic, zabytkowe samochody miażdżą się wzajemnie we wnętrzu Chrysler Building, eteryczne nimfy pływają w secesyjnych łaźniach Gellérta, a na solnej pustyni w Utah trwa rodeo. W postać królowej wciela się Ursula Andress, znana w kinie między innymi jako kobieta Bonda; pisarz Norman Mailer odgrywa Harry’ego Houdiniego, a Aimee Mullins (paraolimpijka i modelka Alexandra McQueena) staje się kobietą-bestią o gepardzim ciele. Nic nie jest tym, czym się wydaje. 

Instalacja „Matthew Barney, After Ruby Ridge”, Galerie Max Hetzler, Berlin. © Matthew Barney.Fot. dzięki uprzejmości artysty oraz Galerie Max Hetzler, Berlin | Paris | London

W świecie „Cremastera”, mającym nieskończenie wiele początków i zakończeń, łatwo się zagubić. To – jak pisała historyczka sztuki Nancy Spector – „wielokształtny organizm, który bez ustanku zmienia kostium i podąża za własnym dziwacznym zbiorem reguł”. Wprawdzie może wydawać się „sztuką dla sztuki”, ale filmowy cykl Amerykanina jest tak naprawdę opowieścią o psychoseksualnym rozwoju człowieka, skonstruowaną z zegarmistrzowską precyzją. Przez zawiłe metafory splata ze sobą wątki kreacji i destrukcji.
„Cremaster Cycle” stał się jednym z najszerzej komentowanych dzieł przełomu XX i XXI wieku, przynosząc jego twórcy rozgłos oraz miano enfant terrible świata sztuki. W mgnieniu oka Barneya obwołano supergwiazdą 45. Biennale w Wenecji i Documenta 9 w Kassel. Jako pierwszego artystę uhonorowano go w 1996 roku prestiżową nagrodą Hugo Boss Prize, przyznawaną przez Guggenheim Museum w Nowym Jorku.

Matthew Barney, DRAWING RESTRAINT 9, 2005,
© 2005 Matthew Barney. Dzięki uprzejmości Gladstone Gallery, New York / Brussels oraz Sadie Coles HQ, London. Fot. Chris Winget

Barney wykorzystuje w swoich rzeźbach niekonwencjonalne materiały takie jak tapioka, wazelina, termoplastik, sól

Próżno szukać filmów Barneya w wideotekach, telewizji czy na platformach VOD. Nawet w kinach wyświetla się je rzadko, a i liczba projekcji podlega limitowi (w Polsce seanse organizowano w ramach festiwalu Nowe Horyzonty). – Sztuka wymaga, by ją chronić. Jest krucha. Jeśli dzieło pokazuje się zbyt często, coś zostaje mu wykradzione. Podchodzimy do niego z przyjętym z góry osądem lub tracimy nim zainteresowanie – twierdzi Barney. Amerykanin dba, by jego filmowe halucynacje nie spowszedniały. Trzyma nad nimi pieczę i je dawkuje. Płyty z filmami zamyka w kunsztownie rzeźbionych futerałach z akrylowego szkła, srebra lub pszczelego wosku. Jako obiekty kolekcjonerskie trafiają do domów aukcyjnych, gdzie osiągają wartość setek tysięcy dolarów. 

Równie zawiłe jak filmy Matthew Barneya są tworzone przez niego osobliwe rzeźby. Powstały po zrealizowaniu poszczególnych epizodów cyklu „Cremaster” i odwołują się do kluczowych momentów filmowej narracji. Przypominają quasi-abstrakcyjną mieszankę elementów scenografii: meble, flagi, pszczele ule, książki, kostiumy, fragmenty architektury. Wbrew pozorom nie są one rekwizytami, które przeniesiono z planu zdjęciowego do muzeum, lecz autonomicznymi dziełami sztuki. Artysta poddaje je licznym przeobrażeniom, aby przywoływały wspomnienia i nastrój zdarzeń z jego ekranowych fantazji. Co ciekawe, Barney sięga często po niekonwencjonalne materiały takie jak tapioka, wazelina, termoplastik czy sól. Te efemeryczne tworzywa zdają się nieustannie zmieniać swój kształt, mutować – tak, jak czynią to postacie i opowieści „Cremastera”.

Matthew Barney, DRAWING RESTRAINT 9, 2005, 
© 2005 Matthew Barney. Dzięki uprzejmości Gladstone Gallery, New York / Brussels oraz Sadie Coles HQ, London. Fot. Chris Winget

W „Drawing Restraint 9” główne role zagrali Barney oraz Björk

Wedle słów teoretyka sztuki Normana Brysona „część umiejętności Barneya polega na kreowaniu scenerii tak fascynujących wizualnie, że widz nie jest w stanie się im oprzeć”. Amerykański artysta udowodnił to także w kolejnych dziełach filmowych. W 2005 roku wyreżyserował „Drawing Restraint 9” – liryczną historię czerpiącą inspiracje z religii shintō i barwnej kultury Japonii. Akcja opowieści rozgrywa się na pokładzie wielorybniczego statku, który przemierza wody ku Antarktydzie. Podczas tej morskiej wyprawy para kochanków uczestniczy w subtelnym, a zarazem brutalnym rytuale przejścia, zwieńczonym przeistoczeniem postaci w wieloryby. W role głównych bohaterów wcielili się Barney oraz Björk – jego ówczesna partnerka życiowa. Specjalnie na potrzeby „Drawing Restraint 9” Islandka skomponowała eksperymentalną ścieżkę muzyczną łączącą odgłosy sztormu i podwodnych stworzeń oraz dźwięki instrumentu shō, gardłowego śpiewu i melorecytacji z tradycyjnego teatru japońskiego. 

Ponad 20 ton przetopionego żelaza, 3 roztrzaskane samochody, setki statystów, rzeźba z płynnej siarki, ambulans wyściełany płatkami złota, mezoamerykańskie pióropusze oraz budynek płynący na barce po East River – to zaledwie kilka elementów składających się na ponad pięciogodzinną filmową operę „River of Fundament” (2014). Tym razem za kanwę monumentalnego projektu Barneya posłużyła powieść „Starożytne wieczory” Normana Mailera. Artysta splótł ją z własnymi fantazjami, w których historia Stanów Zjednoczonych współistnieje z egipską mitologią, śmierć z reinkarnacją, a piękno z odrazą.  

„River of Fundament” Matthew Barney i Jonathan Bepler, 2014, Credit: © Matthew Barney
Fot. Hugo Glendinning

„Redoubt” i wystawę prac Barneya można oglądać w Berlinie

Ostatnia filmowa produkcja Barneya – „Redoubt” z 2018 roku – to wariacja na temat mitu o bogini łowiectwa, Dianie, i Akteonie – myśliwym zmienionym przez nią w jelenia. I tym razem artysta nadał antycznej przypowieści wymiar sennego widziadła. Akcję osadził w ośnieżonych górach stanu Idaho – pejzażu, w którym się wychował. Mityczne postaci zastąpili Strzelczyni Wyborowa oraz Rytownik, tropiący każdy jej ślad. Pomiędzy wątkami polowań snuje się opowieść o kosmologii, legendzie Dzikiego Zachodu i walce człowieka z siłami natury. Zjawiające się przed oczami krajobrazy zapierają dech w piersiach, a bujna wizualna narracja Barneya wciąga widzów coraz głębiej. 

Można przekonać się o tym osobiście, bowiem „Redoubt” oraz wtórujące mu nowe rzeźby eksponowane są aktualnie w berlińskiej Galerie Max Hetzler. Na wystawie „After Ruby Ridge” znalazły się nawiązujące do filmu grafiki, a także wielkoformatowe rzeźby z nadpalonego drewna, miedzi, mosiądzu i termoplastiku. Formą przypominają broń myśliwską, a kunszt ich wykonania dorównuje barokowemu rzemiosłu.  

– Moja twórczość nie jest dla każdego – wyznaje Matthew Barney. Jego sztuka stanowi nie lada wyzwanie. Toporna, zawiła i hermetyczna, przytłacza skalą, nadmiarem metafor, symboli i aluzji. Filmy wydają się ciągnąć w nieskończoność, a rzeźby wprawiają w konfuzję. Artysta wystawia swoich odbiorców na próbę wytrzymałości, jednak nie mniejszego wysiłku fizycznego i psychicznego wymaga od samego siebie. Niczym mityczny sfinks, Barney niechętnie dzieli się tajemną wiedzą, unika dawania odpowiedzi, nieustannie zmienia swój kształt. – Posługuje się własnym językiem – zauważa Nancy Spector – Kiedy się go nauczysz, dostaniesz wstęp do jego świata. Przekraczając próg wyobraźni artysty, nie wiemy, co nas tam czeka. I może właśnie ta nieobliczalność intryguje najbardziej, bo jak mówi sam Barney: – Sztuka powinna być nieodgadniona. W przeciwnym razie nie jest interesująca.

Matthew Barney, Redoubt, 2018,
© Matthew Barney, Dzięki uprzejmości Gladstone Gallery, New York/ Brussels oraz  Sadie Coles HQ, London. Fot. Hugo Glendinning


Film „Redoubt” (na festiwalu Nowe Horyzonty pokazywany był pod polskim tytułem „Reduta”) Matthew Barneya i wystawę „After Ruby Ridge” oglądać można w Galerie Max Hetzler w Berlinie (Bleibtreustraße 45) do 23 grudnia 2021 roku

Wojciech Delikta
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę