Znaleziono 0 artykułów
11.10.2020

Dom na nowo

Basia Czyżewska

Do odpoczynku. Prosty i bez natrętnych atrakcji – mówią o domu nad Liwcem Marta Puchalska-Kraciuk i Bartłomiej Kraciuk. Kupili go i wyremontowali, by spędzać tam wolny czas. Zdecydowali jednak otworzyć dom dla gości. Zobaczcie, jak wygląda w środku. Premierowo na Vogue.pl

– Żyjemy slow, ale w przyspieszonym tempie – uśmiecha się Marta Puchalska-Kraciuk. Jako architektka, właścicielka butiku Collage i mama dwójki małych dzieci stara się równoważyć dynamikę codziennego życia. Jak? Częstymi wyjazdami, zdrowym jedzeniem i estetyką – harmonijną, prostą, funkcjonalną. Podobnie jak jej mąż Bartłomiej Kraciuk, współtwórca najmodniejszych barów i restauracji w Warszawie, od niedawna poza branżą gastro. – Od dłuższego czasu marzył nam się dom za miastem – na wakacje, weekendowe wypady z rodziną i przyjaciółmi. Blisko przyrody, żeby dzieci wiedziały, skąd bierze się jajko – mówi Marta. 

(Fot. Pion Studio)

Z dzieciństwa dobrze pamięta wyjazdy na działkę. W latach 90. spędzała z rodzicami na Podlasiu wszystkie ciepłe miesiące. Dlatego poszukiwania Marta i Bartłomiej zaczęli od wędrówki po północno-wschodniej Polsce. Było przepięknie, ale daleko. Ponad dwie godziny drogi w jedną stronę ograniczały spontaniczność wyjazdów. Research zawęzili więc do okolic Warszawy – tak żeby podróż autem z centrum miasta nie przekraczała godziny. Czytali ogłoszenia, przeglądali zdjęcia w internecie i jeździli sprawdzać, nawet w pochmurne styczniowe poranki.

– Do Gniazdowa pojechałem sam. Marta została z dziećmi, a właściciel nie chciał mi towarzyszyć. Podał adres i poinstruował, jak wejść przez okno. Kiedy dotarłem na miejsce, zobaczyłem opuszczony dom, a za nim przepiękny, dziki krajobraz – opowiada Bartłomiej. Budynek stał przy drodze w kolonii domków letniskowych, niektórych zbudowanych jeszcze w międzywojniu. Za nim rozpościerał się ogród schodzący do koryta rzeki – płytkiego Liwca, który meandruje przez dolinę. –Wiedziałem, że taka okazja nie powtórzy się i muszę to mieć od razu – mówi Bartek, a Marta dodaje: – Powiedział, że jeśli mi się nie spodoba, bez problemu znajdziemy chętnych na przejęcie tego domu. Ale kiedy zobaczyłam to miejsce, zakochałam się.

(Fot. Pion Studio)

Projekt dom

Lokalizacja, otoczenie, działka były spełnieniem marzeń, jednak sam budynek z końca lat 60. pozostawiał wiele do życzenia. – Wyglądał jak z dziecięcego rysunku. Cztery okna, spadzisty dach i drzwi – wspomina Bartłomiej. – Był za wysoki, zbudowany z białej nieotynkowanej cegły, a w środku nie było łazienki – dorzuca Marta. 

Ona wymyśliła dom na nowo. Na początku nie chciała ingerować w bryłę. – Wydawało mi się, że zatopię dom w zieleni, pozwalając mu obrosnąć dzikim winem, ale kiedy okazało się, że dom nie ma ocieplenia i trzeba dołożyć izolację termiczną, wymyśliłam proste deskowanie. Zamiast koloru na wzór skandynawskich domów zdecydowała się na patynę. Bury odcień przypominał pnie okolicznych drzew – olch i sosen. Wkomponował architekturę w krajobraz.

– Nie zmienialiśmy rozkładu pomieszczeń. Nie chcieliśmy też wymieniać drzwi i okien, ale niektórych rzeczy nie dało się uratować – mówią. Wybrali prostą stolarkę z pobliskiego Wyszkowa. Drzwi pomalowali tradycyjnie, białą farbą, a framugi okien utrzymali w czerni. – To może wydawać się ekstrawaganckie, ale mam teorię, że czarne okna przestają być widoczne. To biel, która ma być neutralna, świeci”– tłumaczy Marta. 

Żeby uzyskać efekt ciepłego, przytulnego wnętrza, ścianom nadali piaskowy odcień – to surowy tynk, niepokryty farbą. Świetlistości i świeżości wnętrzom dodają biały sufit i ługowana sosnowa podłoga. 

(Fot. Pion Studio)

– Zależało nam na prostych, tradycyjnych rozwiązaniach, bo się sprawdzają i zawsze są aktualne, a z drugiej strony są też rozsądne finansowo. Trzeba pamiętać, że to jest dom działkowy i musi być zarówno komfortowy, jak i nieskomplikowany – mówi Marta. Dlatego np. w łazience położyli najprostsze białe kwadratowe kafle, które mogą przywoływać na myśl stare kuchnie czy szkolne łazienki. – Udało nam się zachować bardzo porządne schody z lastryka z kutą poręczą i komin, który choć schowany w ścianach, jest główną osią. Razem z kominkiem to dusza tego domu – z dumą dodaje Bartłomiej. 

Łagodne wnętrze 

Marta i Bartłomiej weszli w tę przestrzeń, szukając przygody, ale przyglądali się temu,. co zastali. Choć odmienili charakter domu, wiele elementów, które nie pasowały do ich układanki, wyremontowali i odzyskali, np. meble. – Poprzedni właściciele zwozili tu niepotrzebne rzeczy – zbyt porządne, żeby wyrzucić, ale przestarzałe i niemodne. Jak meble z politurą – za eleganckie i za delikatne do tego wnętrza. Spakowaliśmy je i zawieźliśmy do zaprzyjaźnionego stolarza, który teraz stopniowo je remontuje – opowiada Bartłomiej. 

Urządzili wnętrze rzeczami, które przez pół roku skrupulatnie wynajdowali u lokalnych rzemieślników, na aukcjach internetowych i sklepach z vintage – Patynie czy Yestersenie, również bezpośrednio u polskich producentów mebli. – Chciałam, żeby to były proste rzeczy z naturalnych materiałów. Wygodne i łagodne, niekoniecznie vintage, ale z klasą – podkreśla Marta. Kuchenny stół i proste zydelki zamówiła u ojca swojej przyjaciółki, etnografa, który w wolnych chwilach zmienia się w stolarza. Lampy przypominające lampiony z lnu kupiła w Żyrardowie, a surową ławę z bali na taras znalazła na portalu aukcyjnym.

(Fot. Pion Studio)

Przestrzeń z założenia miała wyciszać, dlatego jest monochromatyczna i pusta. Na ścianach nie ma obrazów, ceramiczne wazony na półkach zlewają się z kolorem tynku.

Duże odsłonięte okna kierują wzrok na ogród i rozświetlają wnętrze. Tu prawie nie ma sztucznego światła – wędrówka słońca wyznacza sposób funkcjonowania domowników. Rano budzi ostre słońce filtrowane tylko przez bambusowe rolety, wieczorem życie toczy się przy kominku, a punktowe lampki rozmieszone nieregularnie po domu zachęcają do czytania.

– Zrezygnowaliśmy też z oświetlenia ogrodu czy fasady domu – mówi Bartłomiej, dla którego ciemność, podobnie jak cisza albo ograniczony zasięg internetu, jest nowym luksusem. Skutecznie odcina od pracy i napięć, otwiera na to, co tu i teraz, czyli bliskich i przyrodę. 

Ta jest oszałamiająca. Teren należący do obszarów chronionych programem Natura 2000 to łąki i rozlewiska. – Rzeka jest tak płytka, że dzieci mogą w niej bezpiecznie brodzić, niedaleko domu są gospodarstwo z hodowlą kóz i stajnia, dlatego czasami widzimy ludzi na koniach jadących korytem – opowiada Marta.

Bartłomiej: – Nie ma tu natrętnych atrakcji. Jest wieś, w której możesz kupić jajka czy kozie sery, i piękna przyroda. Dla mnie to idealne miejsce do odpoczynku – mówi Bartłomiej, który choć sam spędza tu czas z rodziną, zdecydował się otworzyć dom dla gości i wynajmuje go na popularnym portalu. – Zawsze marzyłem o hotelu, może to jest jakiś wstęp albo inny format, który będzie ewoluował. Mam nadzieję, że inni poczują się tu równie dobrze jak my.

 

1/11Premierowo na Vogue.pl: Gniazdowo nad rzeką

Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę