Znaleziono 0 artykułów
21.08.2022

„Gdzie śpiewają raki”: Obiecująca młoda kobieta

21.08.2022
(Fot. materiały prasowe)

Nie warto oglądać ekranizacji powieści „Gdzie śpiewają raki” Delii Owens. Wystarczy posłuchać piosenki „Carolina”, którą na potrzeby filmu napisała Taylor Swift. Jest długa, romantyczna i smutna, a przede wszystkim sztampowo staroświecka. Zupełnie jak produkcja Olivii Newman z Daisy Edgar-Jones w roli głównej.

W pierwszym wersie tekstu piosenki „Carolina”, gdzie też dzieje się akcja filmu Olivii Newman, Taylor Swift używa słowa „creek”, które może oznaczać „potok”, „rzeczkę” albo „zatoczkę”. Dziewczętom dorastającym na przełomie lat 90. i 2000. określenie kojarzy się z serialem „Dawson’s Creek”, czyli „Jeziorem marzeń”, gdzie bohaterowie przypływali do siebie łódkami. Ale Massachusetts obrazowane w tamtej produkcji od amerykańskiego Południa dzieli tysiąc mil. A im dalej na południe, tym bardziej mroczne, meandryczne i dzikie zatoczki się stają. W netfliksowym „Outer Banks” o Karolinie Południowej dzieciaki też pływają łódkami, ale częściej wpadają w bagno. Potencjał moczarów Południa wyzyskali do cna twórcy „Tell Me Your Secrets” z 2021 r. Serial opowiadał o sekretach, kłamstwach i zbrodniach, które trzęsawisko kryje.

(Fot. materiały prasowe)

Utwór Swift objaśnia, że „tylko Karolina wie, co naprawdę się wydarzyło”. Taylor, ulubienica Ameryki, która tak jak Reese Witherspoon (polecająca książkę w swoim klubie czytelniczym, a potem podejmująca się funkcji producentki wykonawczej adaptacji) zakochała się w powieści Delii Owens „Gdzie śpiewają raki”, postanowiła lapidarnie streścić fabułę. „Carolina” to właściwie wiersz, podobny do tych pisanych przez główną bohaterkę Kyę.

„Gdzie śpiewają raki”: Jakie tajemnice kryją mokradła

Lost I was born, lonesome I came, lonesome I’ll always stay” („Urodziłam się zagubiona, jestem i zawsze będę samotna”) – mogłaby napisać dziewczyna z moczarów, porzucana kolejno przez matkę i starsze rodzeństwo. Kyi, na jej nieszczęście, został tylko ojciec – przemocowy pijak. Dorastając w patologicznej rodzinie, Kya zbliżyła się do natury. Ambiwalentna okazała się jednak natura tej relacji – krajobraz Karoliny Północnej – na potrzeby filmu wymuskany do granic możliwości – inspirował ją do pisania poezji. Obudził w niej też żyłkę zbieraczki – dziewczyna zgromadziła przez lata imponującą kolekcję muszelek, z których żadna nie jest taka sama, jak druga. Możliwe też, że natura pozwoliła jej ukryć zbrodnię, o którą zostaje oskarżona.

(Fot. materiały prasowe)

Żyjąca na marginesie społeczeństwa, obdarta i zabiedzona, wyszydzana przez rówieśników Kya zostaje postawiona pod pręgierzem, gdy policja wyławia ciało Chase’a Andrewsa (Harris Dickinson). Kyę kiedyś coś z nim łączyło, więc łatwo uczynić ją kozłem ofiarnym. Bronią jej tylko szlachetny adwokat (David Strathairn), starając się pokazać podejrzaną jako ofiarę systemu, czarnoskóre małżeństwo, które niegdyś przygarnęło niechciane dziecko (to jedyni czarnoskórzy bohaterowie na ekranie), oraz pierwsza miłość dziewczyny, Tate (Taylor John Smith). Chłopak obiecywał jej happy end, ale związek z naznaczoną cierpieniem kochanką okazał się dla niego zbyt trudny. Właśnie wtedy, porzucona, wplątuje się w relację z Chase’em. Toksyczny mężczyzna, który nie rozumie słowa „nie”, a po wielokrotnych odmowach w końcu Kyę gwałci, przypomina dziewczynie jej ojca. Tego, który był źródłem wszelkiego zła.

Jak z bestsellerowej książki zrobić filmową klapę

Twórcy filmu nie próbują jednak podjąć dyskusji o rolach społecznych ani stosunkach klasowych czy rasowych panujących w Ameryce na przełomie lat 50. i 60. XX w. Ten potencjał pozostał niewykorzystany. Zamiast tego powstał rzewny melodramat na modłę adaptacji bestsellerów Nicholasa Sparksa. Kyę – dzikie dziecko – próbuje się przedstawić jako feministyczną bohaterkę, zdolną poradzić sobie w każdej sytuacji. Niezależność, samotność, wolność – Kya walczy o siebie za wszelką cenę, nawet zbrodni. Zachowując przy tym niewinne, sarnie spojrzenie wielkich oczu. Ulegamy czarowi jej narracji, którą pretensjonalnym szeptem prowadzi od pierwszej sceny filmu. – Bagno niekoniecznie uważa śmierć za tragedię czy grzech – zaczyna monolog Kya.

Daisy Edgar-Jones po „Normalnych ludziach”, gdzie wcieliła się w enigmatyczną Marianne, wybrała podobną rolę –bladej, tajemniczej, wydelikaconej romantyczki. Trochę jak z obrazów prerafaelitów, trochę jak czasów heroin chicu lat 90. minionego wieku. Jej kreacja dźwiga cały film, jako że jej dwaj kochankowie – ten zamordowany i ten, który w końcu uczynił ją szczęśliwą – mogą się widzowi z łatwością pomylić. Nie dość, że aktorzy – Dickinson i Smith – są do siebie niezwykle podobni, to jeszcze ich występ należy uznać w najlepszym wypadku za mdły, jakby grali w gwiazdkowej komedii romantycznej.

Premiera „Gdzie śpiewają raki” odbywa się dodatkowo w atmosferze skandalu. Delię Owens, która wydaną w 2018 r. powieść sprzedała w 12 mln egzemplarzy, przesłuchuje się w sprawie o morderstwo dokonane na kłusowniku na terenie jej posiadłości w Zambii w 1995 r. Podobno pisarka i zoolożka jest rasistką. Czy ukrywa zbrodnię, jak jej bohaterka? „It’s between me, the sand, and the sea” („To między mną, piaskiem a morzem”) – jak śpiewa Swift.

Anna Konieczyńska
Komentarze (1)

Andrzej Jaskóła21.08.2022, 21:36
Super Film, polecam w 100%
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę