Znaleziono 0 artykułów
25.06.2019

Gałkowo Masters 2019: Szampan, kapelusze i konie

Ilustracja: Marysia Mastalerz

W dniach 28–30 czerwca już po raz 16. odbędzie się najważniejsze wydarzenie jeździeckie w Polsce. W tym roku po raz pierwszy w ramach Gałkowo Masters „Vogue Polska” organizuje uroczystą kolację. Na chwilę przed startem wydarzenia Karolina Ferenstein-Kraśko, właścicielka Stadniny Ferensteinów, oraz stałe bywalczynie zawodów – Natalia Klimas-Bober i Joanna Horodyńska – opowiadają nam o swoim Gałkowie. Bo to więcej niż miejsce – to stan ducha.

Gałkowo Masters, najważniejsze wydarzenie roku w Stadninie Ferensteinów na Mazurach, obejmuje 24 konkursy skoków przez przeszkody, które odbywają się w ciągu trzech dni. Wśród nich znalazły się konkurs Grand Prix o memoriał ppłk. Ludwika Ferensteina, dziadka pomysłodawczyni wydarzenia, eliminacje do mistrzostw Polski młodych koni, konkursy rundy platynowej, złotej i srebrnej, sztafeta zawodnicy vs. dzieci na kucach, a także terenowa próba samochodu i mistrzowski test powożenia (przejazd tą samą trasą samochodem terenowym i bryczką). Do Gałkowa już w piątek zawita ponad stu jeźdźców z całej Europy. 

 W czasie Gałkowo Masters pracujemy przez całą dobę. Przyjeżdża do nas kilkuset zawodników z Polski i całej Europy oraz dwieście wspaniałych sportowych koni, które stoją w mobilnych stajniach w namiotach na łące. Dzień zaczyna się około szóstej – od sprawdzenia, czy wszystko z nimi w porządku, karmienia, podstawowych czynności pielęgnacyjnych, wypuszczenia koni na padoki lub do „karuzeli”. Potem budzi się moja trójka dzieci, więc robię szybkie śniadanie, by przygotować je do całego dnia. Następnie wracam do przygotowań, nie tylko samych zawodów, ale wszystkich wydarzeń towarzyszących. Od lat staram się, by zawody w Gałkowie stały się nową jakością wśród imprez sportowych i towarzyskich. Wydarzenia towarzyszące wymagają od naszych gości i kibiców dużego zaangażowania. To nie tylko śledzenie zmagań sportowych z kieliszkiem szampana w ręku, ale także udział w aukcji charytatywnej, „Legendarnym Konkursie Kapeluszy”, zawodach sportowych „Mistrzowski Test Powożenia i Próba Terenowa Samochodem” i wielu innych aktywnościach. Wymaga to ode mnie wielkiego zaangażowania i wielu przygotowań, pracy nad scenariuszem i koordynacji wszystkich wydarzeń, które często rozgrywają się jednocześnie w kilku miejscach. Pomaga mi oczywiście wspaniały zespół mojej stadniny i kilkudziesięciu wolontariuszy, bez których takie wydarzenie nie mogłoby się odbyć. Cała impreza kończy się tańcami po północy w strefie przy hipodromie, gdzie bawią się zawodnicy, ich zespoły, zaproszeni goście i wszyscy ci, którzy pokochali Gałkowo i ten tryb życia. Po tak intensywnym dniu pełnym emocji wszyscy razem dzielą się wrażeniami i piją zdrowie koni. Ale to jeszcze nie koniec, następnego dnia odbywa się najważniejszy konkurs Grand Prix – mówi Karolina Ferenstein-Kraśko.

Ilustracja: Marysia Mastalerz

Gałkowo Masters to wydarzenie sportowe, ale także towarzyskie. Coroczną tradycją jest konkurs kapeluszy, organizowany na wzór Royal Ascot, podczas którego gwiazdy konkurują na najpiękniejsze nakrycie głowy. Panuje pełna dowolność – od toczków z woalką, przez bogato zdobione fascynatory, aż po kapelusze z szerokim rondem. 

W poprzednich latach do wydarzeń specjalnych podczas Gałkowo Masters należały także m.in.: pokazy sokolnicze, pokazy umiejętności łuczników konnych Amm Archery czy pokazy kaskaderów, a także wydarzenia bliskie światu mody – pokazy La Manii, Macieja Zienia czy Paprocki & Brzozowski. Spodziewać się można także wyjątkowego teatru konnego, podczas którego pokażą się konie andaluzyjskie, pochodzące z królewskiej szkoły jazdy w Hiszpanii. Dla gwiazd prawdziwym wyzwaniem jest także mistrzowski test powożenia i próba terenowa Porsche. Do Gałkowa regularnie przyjeżdżają przyjaciółki Karoliny Ferenstein-Kraśko, największe osobowości polskiego show-biznesu i najlepiej ubrane Polki, takiej jak Kinga Rusin, Katarzyna Sokołowska, Joanna Horodyńska czy Natalia Klimas-Bober. To właśnie one zdradzają nam, dlaczego pokochały Gałkowo, nie tylko latem. 

Mikrokosmos Gałkowa

– Jestem miłośnikiem koni w trzecim już pokoleniu – opowiada Karolina Ferenstein-Kraśko. – Mój dziadek był ułanem, który brał udział w trzech wojnach, w dwóch – I wojnie światowej i polsko-rosyjskiej – jako kawalerzysta. Był również wybitnym jeźdźcem sportowym i odnosił w międzywojniu sukcesy w skokach przez przeszkody. Grand Prix podczas Gałkowo Masters jest właśnie imienia mojego dziadka, rotmistrza Ludwika Ferensteina, a zwycięzcy wręcza się jego szablę jako nagrodę przechodnią. To właśnie z opowieści dziadka o tamtych czasach, modzie i elegancji, jaka towarzyszyła zawodom sportowym, zrodził się mój pomysł kultywowania tradycji i stworzenia w Polsce Konkursu Kapeluszy na miarę tamtych czasów. Nie będę ukrywać, że puszczamy oko do mody. To zabawa, która jest naszym znakiem rozpoznawczym i odróżnia nas od wszystkich innych polskich projektów tego typu. Na atmosferę Gałkowa składają się przede wszystkim ludzie i wspaniała przyroda, która nas otacza. Piękne lasy, łąki i galopujące po nich o wschodzie i zachodzie słońca stada koni, na które od trzydziestu lat całą rodziną w pocie czoła pracujemy – od kiedy moi rodzice postanowili zmienić swoje życie i wyprowadzić się z Warszawy, aby osiąść na stałe na wsi. To wspaniałe, że miłością do tego miejsca udało nam się zarazić wielu ludzi, dla których stało się ważne, aby zachować unikalność tego miejsca, to wrażenie, jakby czas się tu zatrzymał! Dwór Łowczego, prowadzony przez Aleksandra Potockiego, Oberża Pod Psem państwa Worobców, czy wspaniały nowy kompleks hotelowy w stylu vintage Acqua di Rosa, wszystkie te miejsca tworzą jedną spójną całość i po sportowych emocjach u nas w stadninie każdy teraz znajdzie miejsce dla siebie na wypoczynek i świetne jedzenie. Moja rodzina zaraziła innych miłością do tego miejsca. Dziś wielu moich przyjaciół ma w okolicy Gałkowa swoje domy, przyjeżdżają tu przez cały rok. Stworzyliśmy tu małą społeczność, która sobie pomaga w wielu dziedzinach życia, to w obecnych czasach naprawdę unikatowa sprawa.

W Gałkowie żyje się blisko natury. Stadninę Ferensteinów otaczają mazurskie lasy, jeziora i rzeki. Hoduje się tu konie szlachetnej półkrwi, pełnej krwi angielskiej, huculskie. Na terenie stadniny znajdują się trzy place treningowe, ujeżdżalnia, 50 hektarów łąk i pastwisk na skraju Puszczy Piskiej oraz pensjonat dla koni. Wielu stałych bywalców Gałkowo Masters, zachęconych przez Karolinę Ferenstein-Kraśko, postanowiło osiedlić się w okolicy, by uciec od wielkomiejskiego zgiełku. W domach letniskowych spędzają każdą wolną chwilę – z wielopokoleniowymi rodzinami, przyjaciółmi i wszystkimi tymi, którzy bez Mazur nie wyobrażają sobie odpoczynku. 

Ilustracja: Marysia Mastalerz

 – Tworzymy tu społeczność, jesteśmy sąsiadami, więc dużo czasu spędzamy wspólnie. Mieszają się i bawią razem wszystkie pokolenia. Wszystkie dzieci biegają i trzymają się razem. W rezultacie dorastają w takiej dużej wiejskiej rodzinie. Razem jeżdżą na koniach, razem bawią się w podchody, biegają po lesie. Marzę o takim dzieciństwie dla mojej córeczki Zuzi, która niedługo przyjdzie na świat – mówi aktorka Natalia Klimas-Bober. 

Gałkowo i okolice przekonały też Joannę Horodyńską, stylistkę, która sama określa się mianem „dziewczyny z miasta”. – Choć moi dziadowie mieli duże gospodarstwo, to mama zawsze wypychała mnie w świat i do dużych metropolii – opowiada nam Horodyńska. – Po drodze zaliczyłam parę wakacji w siodle, ale ze strachu przed końmi nie udało mi się stworzyć z dziecięcych chęci pasji w dorosłym życiu. Miasto i koniec. Trudno mi było nawet połączyć te światy i rzadko potrafiłam odpoczywać tam, gdzie jest ciszej i bliżej do zwierząt i natury. Gdy pierwszy raz przyjechałam na zaproszenie Karoliny Ferenstein-Kraśko do Gałkowa, odkryłam tam wewnętrzną ciszę. Poza tym mogłam zderzyć naturę, odpoczynek z modą, historią i lifestylem. To idealne zestawienie dla kogoś, kto impulsywnie żyje i boi się zatrzymać – dodaje Horodyńska.

Gałkowo przez cały rok 

Gałkowscy bywalcy spotykają się tutaj kilka razy w roku – witają wiosnę, świętują Gałkowo Masters na początku lata, żegnają sezon, a w końcu urządzają kulig na początku nowego roku. Każde z tych wydarzeń ma właściwy sobie dress code, oprawę i menu. – Wiosną jedziemy nad Jezioro Mokre i przy ognisku z kiełbaskami i domowymi nalewkami witamy nowy sezon. Wtedy przydają się ciepła kamizelka, Timberlandy i stare dżinsy (żeby nie było żal, jak się zabrudzą!). Odkąd jeżdżę na Mazury, mam też całą kolekcję koszul w kratę – mówi Natalia Klimas-Bober. Jednym z jej ulubionych gałkowskich momentów w roku są święta. – Wpadamy do siebie na śledziki, każdy przynosi swoje potrawy i wypieki. Siedzimy przed kominkiem, wszyscy razem jemy, pijemy i zastanawiamy się, u kogo w tym roku spędzimy Sylwestra – mówi Natalia Klimas-Bober. W styczniu Karolina Ferenstein-Kraśko organizuje kulig. – Wsiadamy na wozy, okrywamy się skórami owczymi i jedziemy przez las przy dźwiękach dzwonków. Na polanie rozpala się wtedy wielkie ognisko – to jedna z gałkowskich tradycji. Każdy obowiązkowo ma na sobie wielką, ciepłą czapę, najlepiej ze sztucznego futra – dodaje Klimas-Bober. 

Jakie jeszcze atrakcje czekają na gałkowiczów? – Oprócz jazdy konnej gałkowskim sportem jest także tenis. Co sezon organizujemy dla zabawy turniej debla, w którym biorą udział wszyscy, niezależnie od umiejętności czy wieku – mówi Natalia Klimas-Bober. Joanna Horodyńska woli gałkowskie spacery. – Mijam drewniane domy, zatrzymując się przy każdym. Choć znam je doskonale, wydaje mi się, że widzę je po raz pierwszy. Lubię też rozmarzyć się, siedząc na łące. Trochę jak bohaterka powieści Jane Austen. W Gałkowie piękne jest to, że jeśli zmęczy nas towarzystwo, możemy pobyć sami. Uciekam wtedy nad leśne „czarcie jeziorka”, które tworzą bajkową atmosferę – mówi Horodyńska. 

Gałkowski dress code

Goście Gałkowa mają dwa wcielenia. Gdy doglądają koni, biorą udział w zawodach albo spędzają czas na łonie natury, zaopatrują się w kraciaste koszule, dżinsy i ciężkie buty. – Na co dzień stadnina kojarzy się z koszulami w kratę, kaloszami i bryczesami, czyli codzienną ciężką pracą. Ukoronowaniem tego całorocznego działania jest właśnie Gałkowo Masters – mówi Karolina Ferenstein-Kraśko. W stroje koktajlowe gospodarze i bywalcy przebierają się na przyjęcia, a Gałkowo Masters rządzi się swoimi prawami – za dnia jest romantycznie, podczas konkursu kapeluszy klasycznie, a wieczorami – spektakularnie. Wtedy oglądać można sukienki najlepszych polskich projektantów noszone przez ich muzy. – Latem niezbędny jest słomkowy kapelusz, bo dużo chodzimy pod drzewami, więc musimy chronić się przed kleszczami. Nie mówiąc już o słońcu. Nikomu też nie chce się specjalnie układać włosów. W kwestii stroju też panuje luz. Wystarczą sukienki boho – zwiewne, długie, romantyczne. Lato to czas Gałkowo Masters, więc warto mieć przy sobie także kieliszki, żeby częstować przyjaciół szampanem. Naszym miejscem na pikniki jest wtedy wielka łąka za stadniną państwa Ferensteinów – mówi Natalia Klimas-Bober. W ubiegłym roku zachwyciła wszystkich gości w czerwonych koronkach dopasowanych do kwiatowej ozdoby na głowę oraz falbaniastej mini i czarnych dodatkach.

Ilustracja: Marysia Mastalerz

Joanna Horodyńska w Gałkowie pozostaje wierna swojemu eklektycznemu stylowi – w ubiegłym roku pokazała się w ogromnym kapeluszu słomkowym Jacquemus i komplecie przypominającym kimono. Do najlepiej ubranych gwiazd wydarzenia należą także Kinga Rusin, która lubi neutralne kolory, długie suknie i kobiece detale – kwiatowe zdobienia, falbanki albo groszki. Karolina Ferenstein-Kraśko z gracją łączy natomiast styl boho z praktyczną wygodą. 

Lato na talerzu

Bliskość natury i wspólnotowy charakter Gałkowa przejawia się także w menu. Na obiady chodzi się do Potockiego w Dworze Łowczego albo do Oberży pod Psem. – U Potockiego najlepiej smakuje zupa pomidorowa pani Alinki. Nie włoski krem z pomidorami z bazylią, tylko taka, jaką robiły nasze babcie – ze śmietaną i makaronem – mówi Natalia Klimas-Bober. Dwór Łowczego, w którym mieści się restauracja – eklektyczny, urządzony w drewnie, przytulny – zdaniem Horodyńskiej „zachwyca detalami”: fragmentem dachu, kamieniem na podłodze, kolorami. 

Alternatywą dla Potockiego jest istniejąca od 20 lat Oberża pod Psem w Kadzidłowie. – Jesienią pije się tu czerwone, a latem białe wino z winnicy Turnau. Gałkowicze dojeżdżają tu na rowerach, reszta samochodami – opowiada Klimas-Bober. Restaurację prowadzi małżeństwo artystów – Danuta i Krzysztof Worobcowie, którzy podają tradycyjne potrawy: pierogi z kaszą gryczaną, kaczkę, barszcz. Na ścianach wiszą obrazy, po parapetach chodzą koty, w rogu stoi stary piec. – To miejsce magiczne. Tu siedzimy w chłodniejsze wieczory przy świecach i godzinami biesiadujemy – mówi Klimas-Bober. 

Ilustracja: Marysia Mastalerz

Przytulność jest też najważniejszą cechą gałkowskiego lokum. Wiele osób pokochało Mazury do tego stopnia, że zbudowało tu domy letniskowe. Pozostali wybierają nocleg w hotelu ze spa Acqua di Rosa. Przypominający mazurską chatę, wyróżnia się wielkimi oknami, drewnianym wykończeniem i jasnym wnętrzem. – Niektórzy wybierają małe, urocze, wiejskie domkach w okolicach stajni – dodaje Natalia Klimas-Bober. Goście chętnie wybierają także Gościniec Szuwary położony na skraju lasu w Krutyni. Założony przez Kasię, z wykształcenia politolożkę oraz archeologa Maćka, którzy na Mazurach wychowują dwóch synów, Kubę i Antoniego. 

Gałkowo Masters: zwieńczenie sezonu

Najważniejszym wydarzeniem roku w Stadninie Ferensteinów jest oczywiście Gałkowo Masters. – Na kilka dni przed zawodami rozmawia się o pogodzie, bo to od niej zależy, jak spędzimy te dni – chowając się pod namiotami w szalach czy leżąc na leżaku – śmieje się Natalia Klimas-Bober. – Wszyscy czekają na konkurs kapeluszy, a w czasie zawodów przechadzają się po łące, gdzie podaje się świeże truskawki i oczywiście pije Veuve Clicquot w duuużych ilościach! – śmieje się aktorka.

Gwiazdorskim wydarzeniem są zawody powożenia. – Nauczyłam się już, żeby na tę okazję włożyć krótką sukienkę – długa prawie wkręciła mi się kiedyś w szprychy. Z rozwianymi włosami, spadającymi okularami i sukienkami w błocie walczymy o zwycięstwo – mówi Natalia Klimas-Bober. Horodyńska też wspomina ten niezwykły wyścig: – Karolina namówiła mnie na prowadzenie bryczki. Z zasady nie lubię się ścigać, nigdy nie zapomnę jednak radości, którą mi to dało. Poza tym zajęłam czwarte miejsce na sześć, czyli nie byłam ostatnia. I kapelusz – beret z rafii – nie spadł mi z głowy. Takie dni pełne wrażeń kończą się uroczystą kolacją, przyjęciem i tańcami do białego rana. 

Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę