
„Wielka przestrzeń i wielkie architektoniczne otwarcie” – tak o Brazylii mówił Jorge Zalszupin, dodając, że kraj jest dla niego ramą i punktem odniesienia. Ramę tę wypełnił swoimi projektami – zarówno imponujących budowli, jak i codziennych sprzętów i mebli. W każdym z nich zawarł niezwykłą architektoniczną erudycję, czułość i znawstwo materiału. Jego prace można obejrzeć na wystawie „Warszawa – São Paulo – Warszawa” w Willi Gawrońskich, pierwszej w Polsce i Europie tak kompleksowej prezentacji dorobku twórcy.
Na początku była książka. A w zasadzie, jak wspomina Jorge Zalszupin, księga w grubej jutowej oprawie. Na okładce stemplem odciśnięte zostały dwie litery: LC, inicjały Le Corbusiera, w środku znalazł się przekładaniec z odręcznych szkiców i planów architektonicznych.

Jest druga połowa lat 30. XX wieku. Jorge, wtedy jeszcze Jerzy Zalszupin, uczeń gimnazjum, żydowski chłopiec z zasymilowanej warszawskiej rodziny, ogląda tę publikację w jednej ze stołecznych księgarni. Postanawia, jak Le Corbusier, zostać architektem. Co ciekawe – w tym samym czasie Le Corbusier zaczyna się rozglądać za możliwościami, które oferuje nowy świat po drugiej stronie Atlantyku; inwestycje w nieruchomości w starej Europie zamraża kryzys 1929 roku, wielki twórca nie ma pracy. Architekt, na którym chce się wzorować Zalszupin, wyrusza więc w podróż po obu Amerykach, trafia też do Rio de Janeiro, gdzie zaprojektuje jeden z rządowych budynków.
Jorge Zalszupin został ucieleśnieniem brazylijskiego snu o nowym, pięknym życiu i ikoną modernizmu
Zapatrzony w książkę Corbusiera chłopiec z Warszawy sam trafi do Rio 20 lat później. Szybko porzuci je dla São Paulo, o którym powie: „to normalniejsze i bardziej szykowne miejsce do życia, przynajmniej nikt nie chodzi w szortach”. Tam jego kariera architektoniczna rozkwitnie. Do tego stopnia, że nazwisko Zalszupin stanie się synonimem elegancji i marką, a sam projektant ucieleśnieniem brazylijskiego snu o nowym, pięknym życiu; ikoną modernizmu i eksperymentatorem w zakresie materiału.
Jakaranda kwitnie na fioletowo; to drzewo, które w São Paulo, Buenos Aires, ale też Kapsztadzie sadzi się przy głównych miejskich alejach. W latach 40. drewno jakarandy to materiał nieznany ani w Bukareszcie, gdzie Jorge Zalszupin kończy wydział architektury w lokalnej Akademii Sztuk Pięknych, ani we Francji, gdzie stawia pierwsze kroki w zawodzie. Już po przyjeździe do Brazylii zafascynuje go ciemny kolor i mocny rysunek słojów, w projektach swoich mebli zestawiać je będzie z giętymi okleinami z palisandru, ze stalą i surową skórą z lokalnych brazylijskich garbarni.
Ten rodzaj drewna wykorzysta w projekcie fotela Ouro Preto – lekkiej konstrukcji ze skórzanym siedziskiem, przywodzącej na myśl design ze Skandynawii, za to skontrowanej mocnymi, kulistymi zakończeniami przedniej części stelaża. Płyty z tego surowca posłużą mu też do stworzenia sześciokątnego modernistycznego stolika Petala.

Zalszupin, projektując meble, inspiruje się przede wszystkim dorobkiem Arne Jacobsena i innych duńskich architektów. W jednym z wywiadów powie: „Pracując nad nowymi meblami, trzeba traktować drewno z czułością, tak jak Duńczycy”. W jego obiektach widać nie tylko znawstwo materiału i stolarskie dopieszczenie, ale i erudycję związaną ze zdobywaniem szlifów w wielkoskalowej architekturze – przy projektach brył opracowywanych z Lucjanem Korngoldem, przy rozmowach z Oscarem Niemeyerem. W fotelach Zalszupina znalazły się więc „żebrowania”, „belkowania”, w jego portfolio są ławki o konstrukcji falistej jak dachy, w niemal każdym meblu – gra geometrycznych trików. Fotele, krzesła i stoły są przy tym wygodne i spektakularnie wyglądają we wnętrzach.
Jednocześnie Jorge Zalszupin wpasuje się ze swoją meblarską i architektoniczną wizją w niezwykły moment w dziejach Brazylii – narodziny nowej stolicy, Brasílii, i krzepnięcie ekonomicznej i kulturalnej potęgi kraju. Monumentalne budynki w planowanej metropolii świata mają działać w myśl zasady Le Corbusiera – być „umiejętnym, spektakularnym i wyjątkowym połączeniem materiału i światła”. Budowane od zera półmilionowe miasto potrzebuje też krzeseł, foteli, stolików równie widowiskowych, modernistycznych i tak samo opowiadających o świetle i lekkości, a przy tym wygodnych i nadających się do użytku przez rzeszę biurowych pracowników i urzędników. Meble stają się ważną składową w urządzaniu nowego świata. W wznoszonych betonowych pałacach Brasílii pojawiają się sprzęty Burle’a Marxa, Portinariego, Di Cavalcantiego, Ceschiattiego i Zalszupina właśnie. Można je obejrzeć chociażby w sali plenarnej brazylijskiego Sądu Najwyższego.
Jorge Zalszupin stał się ekspertem od meblowania codzienności
To też czas nowych brazylijskich mód i snobizmów, na przykład nieobecnego do tej pory zwyczaju picia herbaty. Architekt znów reaguje błyskawicznie. Projektuje m.in. wózek do serwowania herbaty z przegródkami na filiżanki i zdejmowanymi drewnianymi tacami. Jego mobilna konstrukcja inspirowana jest dziecięcymi wózkami z lat 20., które zapamiętał z warszawskich ulic. Europejski sznyt i inteligenckie korzenie potowarzyszą mu przez całą projektową drogę.

Platformą do sprzedaży i trampoliną do zbiorowej wyobraźni będzie dla Zalszupina założona w São Paulo pod koniec lat 50. firma projektowa L’Atelier i mieszcząca się na wysokiej antresoli wystawka mebli projektowanych przez architekta i jego kolegów, którą Zalszupin autoironicznie nazwie Galeria Sistina. To, co na początku ma być sposobem na ograniczenie kosztów i dorobienie do skromnych poborów architekta, szybko przykuwa uwagę i staje się główną linią projektową, a później marką funkcjonującą jak stajnia wyjątkowych talentów. „Nieskończona liczba stołów, stolików, kanap, krzeseł, projektowałem to wszystko w L’Atelier” – powie.
Zalszupin staje się ekspertem od meblowania codzienności, a ta zmienia się bardzo szybko – serca Brazylijczyków szybko zacznie podbijać technologia mebli z plastiku. Architekt rusza więc w podróż do Niemiec, żeby poznać specyfikę pracy z tym materiałem i zaczyna być w nim tak biegły jak w drewnie. L’Atelier podpisuje umowę podwykonawczą z Kartellem i zaczyna lokalną produkcję mebli autorstwa innych twórców m.in. zaprojektowanego przez Robina Daya krzesła Hille.
Zalszupin – zapytany o swój najbardziej udany projekt – wskaże fotel Dinamarquesa. Inspirowany duńskim designem, prosty, delikatny, oczywiście z podstawą z drewna w charakterystycznej ciemnej barwie i usłojeniu. Co ciekawe, to właśnie od niego zaczął całą meblarsko-projektową przygodę. Co było dla maestro miarą sukcesu tego wzoru? Wcale nie pochlebne publikacje i sprzedaż tysięcy egzemplarzy, ale to, że prototyp służył mu przez całe lata w domu w São Paulo i dobrze się na nim siedziało. Ot, tak mają wizjonerzy.

Prace Jorgego Zalszupina można oglądać na wystawie „Warszawa – São Paulo – Warszawa”, otwartej od 6 września do 19 października 2025 roku, od wtorku do niedzieli w godzinach od 12 do 19 w Willi Gawrońskich, Aleje Ujazdowskie 23, Warszawa.
Zaloguj się, aby zostawić komentarz.