Znaleziono 0 artykułów
29.03.2024

Nowy film Wilhelma Sasnala opowiada o doświadczeniu prekariatu

29.03.2024
Wilhelm Sasnal, Bez tytułu (według „Portretu Pani Matisse. Zielona kreska” Henriego Matisse'a), 2023 (dzięki uprzejmości artysty i Fundacji Galerii Foksal. Fot. Marek Gardulski)

Od dawna nic mnie tak nie pochłonęło, jak ten film – zdradza Wilhelm Sasnal. Ceniony polski malarz, rysownik i filmowiec kończy właśnie realizację swojej najnowszej kinematograficznej produkcji „Człowiek do wszystkiego”. Jej malarską zapowiedź można zobaczyć na wystawie w amsterdamskim Stedelijk Museum. Przedpremierowo o powstającym filmie rozmawia z artystą Wojciech Delikta. 

Tworzone przez Wilhelma Sasnala obrazy zdają się być w nieustannym ruchu. Pojawiają się na płótnach, taśmach celuloidowych i fotografiach. Widnieją w przestrzeni miasta: na ulicznych murach czy ścianach kamienic. Zajmują kartki szkolnego zeszytu, łamy czasopism i komiksowe plansze. Obrazy te nie biorą się znikąd. Czerpiąc z przepastnego rezerwuaru tekstów kultury, ale i trywialnej codzienności, artysta uważnie wybiera to, co – w jego oczach – najtrafniej opisuje współczesną rzeczywistość. Sięga po ilustracje z gazet i internetu, kanoniczne dzieła sztuki, kadry filmów, okładki albumów muzycznych czy prywatne zdjęcia z domowego albumu. Zapożycza je, przemalowuje, cytuje i przerabia. Nie inaczej jest w przypadku jego najnowszego projektu – filmu „Człowiek do wszystkiego” na kanwie powieści Roberta Walsera o samym tytule. – W zasadniczym stopniu to ekranowa adaptacja. Może nie wierna, bo ma w sobie wiele elementów współczesności. Jej akcja osadzona jest w realiach początku ubiegłego wieku. To film kostiumowy – wyjaśnia Sasnal. 

 Wilhelm Sasnal, kadr z filmu „Człowiek do wszystkiego”, 2023 (dzięki uprzejmości artysty)

Tragikomedia na dzisiejsze czasy

Już w trakcie lektury literackiego pierwowzoru, niemal symultanicznie, artysta wizualizował sobie jego ekranizację. – To wszystko „zaklikało” w mojej głowie. Od razu wiedziałem, co ma się znaleźć w tym filmie, jaka będzie muzyka. Wiedziałem też, że będę miał okazję namalować do niego obrazy – mówi. – Książkę podsunęła mi Anka [Anna Sasnal – przyp. red.]. Ona cały czas czyta i właściwie jest moją przewodniczką po literaturze. Powieść „Człowiek do wszystkiego ” (oryg. „Der Gehülfe”) szwajcarskiego prozaika powstała na początku XX stulecia. Opowiada o losach młodego, imającego się rozmaitych zajęć Josepha Martiego. Otrzymuje on posadę w biurze, a zarazem willi Carla Toblera, inżyniera-fantasty, tworzącego osobliwe i raczej nikomu nieprzydatne wynalazki, które zamiast przynosić mu sławę i pieniądze, wpędzają rodzinę w długi. Marti zostaje zatrudniony jako pomocnik nieudacznego przedsiębiorcy, ale pełnione przez niego funkcje zmieniają się nieustannie. Raz bywa służącym i chłopcem na posyłki, a kiedy indziej wspólnikiem i zaufanym doradcą. Staje się domownikiem, złotą rączką, towarzyszem do palenia cygar i powiernikiem pani Toblerowej. To tytułowy człowiek do wszystkiego. – Co chwilę się zaśmiewałem z opisu tej historii, z fanfaronady Toblera, z niespójności Martiego, z tego, że jest on dla mnie na swój sposób komiczny i pokraczny. Ta książka szalenie mnie bawiła i myślę, że taki trochę jest też ten film – przyznaje Sasnal. Niemniej jednak pod warstwą nieco karykaturalnego, ale jednocześnie wysublimowanego humoru kryje się przygnębiająca opowieść.  

Wilhelm Sasnal, Bez tytułu (według „Martwej natury” Georges’a Braque’a), 2023, olej na płótnie (dzięki uprzejmości artysty i Fundacji Galerii Foksal. Fot. Marek Gardulski)

Filmowy portret prekariatu

Główny bohater powieści ma wiele wspólnego z samym autorem. Podobnie jak powieściowy Marti, Walser również podejmował się różnych profesji. Najął się też jako asystent wynalazcy Carla Dublera, którego nieokiełznana inwencja i talent do trwonienia rodzinnego dobytku doprowadziły do finansowej ruiny. Autobiograficznego wymiaru nie ma natomiast film Sasnala. Twórca przyznaje: – To zupełnie nie jest moja historia. To historia Walsera, który opisuje prekariat, sytuację niepewności jutra, permanentnego tracenia pracy. Taka była rzeczywistość pisarza, ale wydaje mi się, że przekłada się ona na dzisiejsze realia. Aktualność i adekwatność do współczesności stanowią więc główny powód, dla którego artysta zdecydował się na zekranizowanie tekstu sprzed ponad stu lat.

Wilhelm Sasnal, Bez tytułu (według „Zielonej miski i czarnej butelki” Pabla Picassa), 2023, olej na płótnie (dzięki uprzejmości artysty i Fundacji Galerii Foksal. Fot. Marek Gardulski)

Wspomniany „prekariat” wydaje się słowem kluczem filmowego przedsięwzięcia Sasnala. Termin ten, ukuty w 2011 roku przez brytyjskiego ekonomistę Guya Standinga, określa grupę społeczną, pozbawioną poczucia bezpieczeństwa w dobie neoliberalnego kapitalizmu. Należą do niej freelancerzy, artyści, osoby zatrudnione na „umowach śmieciowych”, migranci tułający się od jednej posady do drugiej, wieczni stażyści, dobrze wykształceni, ale pracujący za marne grosze. To narażeni na wyzysk i manipulacje „ludzie do wszystkiego”, którzy – z winy systemu – nie mogą znaleźć dla siebie miejsca i z trwogą patrzą w przyszłość. – Element niestabilności zwłaszcza w życiu młodych ludzi jest całkiem powszechny nie tylko dziś, ale istniał również w czasach Walsera – dopowiada Sasnal. Prekariat oznacza zatem stan kruchej i nieustatkowanej egzystencji, pociągający za sobą chroniczny lęk, frustrację, a często także deprecjonowanie własnej wartości (syndrom oszusta). Personifikacją teraźniejszego prekarnego świata staje się w filmie Joseph Marti – człowiek bezustannie poszukujący sensu i celu.

Wilhelm Sasnal, Bez tytułu (według „Pijącej absynt” Pabla Picassa), 2023, olej na płótnie (dzięki uprzejmości artysty i Fundacji Galerii Foksal. Fot. Marek Gardulski)

Ruchome obrazy

– Od dawna żaden projekt mnie tak nie pochłonął, jak ten film. Nie pamiętam, kiedy oddałem się czemuś tak bardzo, całym sercem i właściwie przez parę miesięcy kompletnie wyłączyłem się z malowania – zdradza artysta. Jednak nawet w tym kinematograficznym projekcie istotną rolę odgrywa malarstwo, które ugruntowało pozycję Wilhelma Sasnala w świecie sztuki. W wielu scenach „Człowieka do wszystkiego” zjawiają się znajome obrazy, m.in. Henriego Matisse’a, Georges’a Braque’a czy Pabla Picassa. Wprawne oko dostrzeże, że nie są to ani oryginały, ani nawet wierne kopie. Sasnal, którego praktyka malarska do pewnego stopnia wpisuje się w obszar sztuki zawłaszczania (appropriation art), stworzył „covery” arcydzieł awangardystów. Ich wybór nie był jednak przypadkowy. – Książka Walsera ukazała się w 1908 roku, co zbiegło się w czasie, jak się przyjmuje, z narodzinami kubizmu. Picasso stworzył „Panny z Awinionu” krótko wcześniej. Pomyślałem więc, że to dobry pretekst, żeby we wnętrzach willi zawiesić repliki obrazów, które namalowałem na potrzeby filmu – tłumaczy artysta.– To obrazy, które w pewien sposób mi towarzyszą. Znam je właściwie od dzieciństwa, mam je głęboko w głowie.

Wilhelm Sasnal, Chlew, 2011, olej na płótnie (dzięki uprzejmości artysty i Fundacji Galerii Foksal. Fot. Marek Gardulski)

Występujące w filmie dzieła sztuki początku XX wieku – zawłaszczone i zreprodukowane przez Sasnala – prezentowane są obecnie na wystawie „Painting as Prop” pod kuratorską opieką Adama Szymczyka w amsterdamskim Stedelijk Museum. Jak sugeruje tytuł ekspozycji, obrazy te funkcjonują jako rekwizyty, które odsyłają do minionych czasów i uwiarygadniają kostiumowość filmu. Wydaje się jednak, że ich funkcja nie ogranicza się wyłącznie do bycia niemymi elementami scenografii. Przeciwnie, biorą aktywny udział w narracji. – Chciałem, by niektóre płótna nawiązywały do konkretnych postaci, jak na przykład portret żony Matisse’a, który jest odzwierciedleniem pani Tobler – mówi artysta. Sięga on do malarstwa awangardy, zwłaszcza kubizmu, również w innym celu: – Kubizm jest pewnym rozwaleniem rzeczywistości. A ponieważ willa Toblera to przestrzeń wielu niepowodzeń, nieudanych wynalazków, bankructwa, zależało mi, żeby opisać tę rzeczywistość w sposób połamany, rozpadający się jak na kubistycznych obrazach.  

Wilhelm Sasnal, Bez tytułu (Getto w Tarnowie), 2021 (dzięki uprzejmości artysty i Fundacji Galerii Foksal. Fot. Marek Gardulski)

Na oficjalną premierę „Człowieka do wszystkiego” przyjdzie nam chwilę poczekać, film bowiem jest jeszcze na etapie postprodukcji. W rolę Josepha Martiego – „głównego prekariusza” – wcielił się Piotr Trojan. Na ekranie zobaczymy również Agnieszkę Żulewską i Andrzeja Konopkę – aktorów, z którymi Wilhelm Sasnal, razem z żoną Anką, współpracował już wcześniej przy „Nie zgubiliśmy drogi” (2022). „Coverując” powieść Walsera, polski artysta tchnął w nią nowe życie, a jednocześnie potwierdził jej ponadczasowy wymiar. Z pierwowzoru zachował jego tragikomiczność, licującą z rzeczywistością prekariatu XXI wieku, która dla sporej części społeczeństwa (nie tylko w Polsce) jest rzeczywistością śmiechu przez łzy.

Wilhelm Sasnal, kadr z filmu „Człowiek do wszystkiego”, 2023 (dzięki uprzejmości artysty)

Wystawa „Wilhelm Sasnal: Painting as Prop” w Stedelijk Museum w Amsterdamie potrwa do 1 września 2024 roku. Premiera filmu „Człowiek do wszystkiego” zostanie ogłoszona wkrótce.

Wojciech Delikta
  1. Kultura
  2. Sztuka
  3. Nowy film Wilhelma Sasnala opowiada o doświadczeniu prekariatu
Proszę czekać..
Zamknij