Znaleziono 0 artykułów
07.12.2018

Dziewczyna dorasta

Carey Mulligan w filmie „Krainie wielkiego nieba” (Fot. Materiały prasowe)

To kobieta na skraju załamania nerwowego – mówi o swojej Jeanette z „Krainy wielkiego nieba” Carey Mulligan. – A ja lubię role pozwalające mi przeżywać emocjonalny rollercoaster – dodaje jedna z najwybitniejszych aktorek w Hollywood, która staje przed kamerą tylko wtedy, gdy naprawdę wierzy w ten film. 

Lubi skomplikowane, nieoczywiste role. Takie, które stanowią dla niej wyzwanie. Woli zrobić sobie dłuższą przerwę w pracy niż przyjąć propozycję, do której nie jest przekonana. Gra kobiety zmuszone podejmować ważne decyzje. I jest w tym świetna. Ale choć ma na koncie dziesiątki nagród i nominacji, Carey Mulligan jest skromna. Rzadko udziela wywiadów, chroni życie prywatne, nie gwiazdorzy. Dziś do kin wchodzi film „Kraina wielkiego nieba”, w którem Carey gra główną rolę kobiecą. Krytycy są zgodni, że to ona jest sercem filmu.

Odkąd w 2009 roku za rolę w filmie „Była sobie dziewczyna” została nominowana do Oscara i Złotego Globu, a także zdobyła nagrodę BAFTA dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej, światowi krytycy bacznie jej się przyglądają. Wtedy Carey Mulligan kazała im czekać niemal rok na swój kolejny krok, bo woli nie pracować niż przyjąć rolę, która jej nie przekonuje. Nie chce grać kobiet, które stoją w cieniu mężczyzn. Gdy nie występuje w filmach, angażuje się w działalność charytatywną. A potem wraca w wielkim stylu, by rzucić wszystkich na kolana. Krytycy i fani pokochali Mulligan za rolę we „Wstydzie” Steve’a McQueena, w którym pokonując własne kompleksy, wystąpiła nago. Unika wysokobudżetowych hollywoodzkich produkcji. Wyjątek zrobiła tylko dla roli Daisy w „Wielkim Gatsbym”, bo występ u boku Leonardo Di Caprio był spełnieniem jej młodzieńczych marzeń. Grane przez nią bohaterki są nieoczywiste. Choć na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie słabych i biernych, mają wewnętrzną siłę i coś, co sprawia, że widz nie może od nich oderwać wzroku. Tak jak Laura z „Mudbound”, nominowanej do Oscara w czterech kategoriach produkcji Netfliksa, Maud Watts z głośnej „Sufrażystki”, Batsheba z adaptacji powieści Thomasa Hardy’ego „Z dala od zgiełku” czy Irene z kultowego „Drive”. We wchodzącej właśnie do kin „Krainie wielkiego nieba”, debiucie reżyserskim aktora Paula Dano, Mulligan wciela się w rolę Jeanette. Kobieta z małego miasteczka w Montanie wyłamuje się ze stereotypu idealnej amerykańskiej żony i matki z lat 60-tych.

Carey Mulligan w filmie „Była sobie dziewczyna” (Fot. East News)

Była sobie dziewczyna

Carey Mulligan w filmie „Wielki Gatsby” (Fot. East News)
Reklama

Carey Hannah Mulligan przyszła na świat w Londynie 25 maja 1985. Już w wieku sześciu lat postanowiła, że zostanie aktorką. Wszystko za sprawą brata, który grał w szkolnym przedstawieniu. Być może gdyby urodziła się w Stanach, Carey podzieliłaby los dziecięcych gwiazdek, które dorastając na oczach widzów, błyskawicznie robią karierę. Droga Mulligan wyglądała jednak zupełnie inaczej. Dziewczynka najpierw występowała w przedstawieniach w katolickiej szkole z internatem, do której uczęszczała, następnie sprawowała funkcję szefowej szkolnej grupy teatralnej. Chodziła na przedstawienia wystawiane na West Endzie, napisała nawet do Kennetha Brannagha list, w którym prosiła, żeby został jej mentorem. Odpowiedź była odmowna. Młodzieńcze marzenia zostały wystawione na próbę jeszcze kilkukrotnie. 17-letnia Carey w tajemnicy przed rodzicami wysłała aplikacje do akademii teatralnych. Wszystkie trzy zostały odrzucone. W dodatku rodzice dziewczyny nalegali, żeby poszła na „poważne” studia. Wszystko to sprawiło, że Carey zaczęła poważnie się zastanawiać, czy jej aktorskie powołanie jest prawdziwe. Pracując przy sprzątaniu studia filmowego, jako goniec i barmanka uświadomiła jej jednak, jak bardzo chce grać. Postanowiła dać sobie jeszcze jedną szansę i spróbować sił nie na studiach, a na planie filmowym.

Carey Mulligan (Fot. Getty Images)

Wierna sobie

W zdobyciu debiutanckiej roli Kitty Bennett w ekranizacji „Dumy i uprzedzenia” Carey pomogła dyrektorka jej dawnej szkoły. Znała scenarzystę filmu, Juliana Fellowesa, uruchomiła więc swoje kontakty, by Mulligan trafiła na casting. Rola u boku Keiry Knightley była niewielka, ale utwierdziła Carey w przekonaniu, że jest na dobrej drodze. Ale na prawdziwy przełom przyszło jej jeszcze poczekać. Ten przyszedł w 2009 roku, gdy wygrała casting do filmu „Była sobie dziewczyna”. Postać Jenny, 16-latki wchodzącej w dorosłość w swingującym Londynie lat 60-tych, okazała się dla Carey przepustką do sławy. Krytycy porównywali ją do młodej Audrey Hepburn, została doceniona nie tylko w rodzinnej Anglii, gdzie nagrodzono ją nagrodą BAFTA dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej. Rolę Carey zauważono też za oceanem – przyniosła jej nominacje do Oscara i Złotego Globu. Chociaż ostatecznie nie zdobyła żadnej ze statuetek, prestiżowe wyróżnienie sprawiło, że Mulligan mogła przebierać w rolach. Ale zamiast rzucić się w wir pracy i odcinać kupony od sukcesu, ona uważnie czytała scenariusze, które jeden po drugim odrzucała. Nie chciała być tylko ładną buzią, tłem dla męskich bohaterów w amerykańskich superprodukcjach. Wycofała się na blisko rok. Powróciła dopiero w dramacie „Najlepszy” w reżyserii Susan Sarandon. Choć film zebrał chłodne recenzje, rola dziewczyny spodziewającej się dziecka chłopaka, który ginie w wypadku samochodowym, została doceniona przez krytykę.

Carey Mulligan i Jake Gyllenhaal (Fot. Getty Images)

Role Mulligan nie zawsze jednak wzbudzają wyłącznie zachwyt. Kiedy w 2011 roku w niskobudżetowej produkcji „Drive” u boku Ryana Goslinga zagrała Irene, wplątaną w gangsterskie porachunki samotną matkę, wielu uważało, że nie pasuje do tej postaci. Film zebrał entuzjastyczne recenzje, odnosząc kasowy sukces. Jego zarobki sześciokrotnie przekroczyły budżet produkcji. Ale występ Carey podzielił tak krytykę, jak też widzów. Jedni chwalili jej aktorską wrażliwość i umiejętność stworzenia drugoplanowej roli, która się wyróżnia, inni twierdzili, że jest nijaka. Ale Mulligan nie przejęła się krytyką. Pozostała wierna swoim przekonaniom. Rok później przyjęła rolę Sissy we „Wstydzie” Steve’a McQueena, jedną z trudniejszych w swoim życiu. Wymagała od niej wyzbycia się zahamowań i kompleksów. Aktorka przyznała, że realizacja odważnych scen na planie filmu była dla niej przełomowym wydarzeniem, bo w życiu jest raczej pruderyjna i woli zakrywać ciało, niż je odkrywać. Ale nie chciała dublerki do rozbieranych scen. Podkreślała, że nagość we „Wstydzie” była niezbędna do wykreowania postaci. Grana przez Carey Sissy nie była szczególnie atrakcyjna, a na dodatek zagubiona. Potrafiła rozebrać się przed własnym bratem i nie czuć absolutnie nic. Wysiłek włożony w zbudowanie tak nieoczywistej roli się Carey opłacił. Choć film wzbudził szereg kontrowersji ze względu na dość śmiałe sceny erotyczne, doceniono tak kreację Mulligan, jak jej wykonanie szlagieru „New York, New York”.

Carey Mulligan w filmie "Drive" (Fot. East News)

Choć Mulligan mogłaby bez trudu stać się gwiazdą amerykańskich superprodukcji, pokusie wystąpienia w kasowym przeboju uległa dotąd tylko raz. W castingu do ponownej ekranizacji bestsellera Francisa Scotta Fitzgeralda, „Wielkiego Gatsby’ego” w reżyserii Baza Luhrmanna Carey pokonała czołowe aktorki młodego pokolenia. Daisy Buchanan chciały zagrać m.in. Amanda Seyfried, Keira Knightley, Natalie Portman czy Michelle Williams, ale Luhrmann zdecydował się postawić na Carey. Wielu uważa, że popełnił błąd, uznając rolę za najsłabszą w dorobku Carey – nudną i bez wyrazu. Mulligan zdecydowała się pokazać w superprodukcji Disneya, bo w wieku 12 lat wymarzyła sobie, że chciałaby zagrać u boku Leonarda Di Caprio. Spełniła marzenie, a gdy szum wokół filmu ucichł, wróciła do ról, w których sprawdza się najlepiej. Ale że ambitnych ról kobiecych jest niestety niewiele, ma całkiem sporo wolnego czasu. Na szczęście potrafi go wykorzystać z pożytkiem dla innych.

Film to nie wszystko

Gdy Carey robi sobie przerwę od występowania w filmach, udziela się charytatywnie. Suknię, którą miała na sobie podczas ceremonii wręczenia nagród BAFTA w 2010 roku, wystawiła na licytację, a uzyskane w ten sposób pieniądze przekazała organizacji charytatywnej Oxfam zajmującej się walką z głodem na świecie. W tym samym roku wraz z kilkoma brytyjskimi aktorkami wzięła udział w akcji Safe Project, mającej na celu zwrócenie uwagi na problem handlu ludźmi. W ramach akcji Carey została sfotografowana przez fotografa Nicka Haddowa w najbardziej bezpiecznym dla siebie miejscu. Zdjęcia trafiły na licytację, z której dochód zasilił konto organizacji charytatywnej. Mulligan spiera też Alzheimer Society. Ta choroba jest szczególnie bliska aktorce, bo cierpiała na nią jej ukochana babcia. Od 2014 roku Mulligan jest też ambasadorką organizacji charytatywnej War Child opiekującej się dziećmi z terenów objętych działaniami zbrojnymi.

Wolny czas aktorka chętnie poświęca też rodzinie – mężowi Marcusowi Mumfordowi, liderowi zespołu Mumford and Sons oraz dwójce dzieci, córeczce Evelyn i jej młodszemu braciszkowi Wilfredowi. W przeciwieństwie do wielu gwiazd, nie zdecydowała się sprzedać zdjęć dzieci kolorowym magazynom. Zabiera je za to na plan filmowy, a w przerwie zdjęć karmi piersią. Chroni swoją prywatność, przyznaje też, że nic nie drażni ją tak, jak pytania o to, jak udaje jej się łączyć pracę zawodową z macierzyństwem. – Dlaczego mężczyznom nie zadaje się takich pytań?! – zastanawia się. Trudno nie przyznać jej racji. Mulligan otwarcie mówi też o seksizmie w Hollywood i nierówności płac. Gdy Paul Dano zaproponował jej rolę w filmie „Kraina wielkiego nieba”, zadzwoniła do reżysera z podziękowaniami. W jednym z wywiadów powiedziała, że rola Jeanette jest wyjątkowa dlatego, że twórcy filmów rzadko decydują się na opowiadanie szczerych historii o prawdziwych kobietach, a nie o wyobrażeniu tego, czym te kobiety są. „Kraina wielkiego nieba”, która zadebiutowała na festiwalu w Cannes, już zbiera świetne recenzje, ale choć krytyka docenia wszystkie trzy główne role, najbardziej chwali kreację Mulligan, nazywając ją sercem filmu. Po raz kolejny oczy wszystkich są zwrócone właśnie na nią.

Carey Mulligan z mężem Marcusem Mumfordem (Fot. Getty Images)

 

Natalia Jeziorek
Reklama
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę