Znaleziono 0 artykułów
01.06.2019

„Lech. Leszek. Wygrać wolność”: fragment książki

Lech Wałęsa (Fot. materiały z książki)

Na chwilę przed 30. rocznicą wyborów parlamentarnych 1989 roku prezentujemy fragment książki Katarzyny Kolendy-Zaleskiej „Lech. Leszek. Wygrać wolność”. Balcerowicz i Wałęsa w rozmowie o przemianach demokratycznych, reformach i transformacji.

Lokale wyborcze są czynne od 6 do 20. Polacy mogą po raz pierwszy wybierać stuosobowy Senat w całkowicie wolnych wyborach i 460 posłów – zgodnie z ustaleniami Okrągłego Stołu strona rządowa (PZPR, SD, ZSL) ma zagwarantowane 65 procent miejsc w Sejmie. O 35 procent mają walczyć pozostali kandydaci.

Katarzyna Kolenda-Zaleska: To był wspaniały dzień pełen nadziei, entuzjazmu. Wszyscy mieli poczucie, że dzieje się historia. Euforia!

Leszek Balcerowicz: Moja żona wcześnie rano pobiegła do naszego lokalu wyborczego sprawdzić wyniki. Wróciła rozentuzjazmowana.

Lech Wałęsa: Byliście w euforii, ale ja żyłem w strachu, w amoku, ze świadomością, że za chwilę wszystko może się skończyć, rozsypać jak domek z kart. Komuniści już nieraz udowadniali, że dla nich wybory nic nie znaczą. Teraz miałoby być inaczej? Jeszcze przed Okrągłym Stołem nieznani sprawcy zamordowali dwóch księży związanych z opozycją – Stefana Niedzielaka i Stanisława Suchowolca. Do dziś tych zabójstw nie wyjaśniono, bo akta „szczęśliwie” gdzieś zniknęły. To było dla nas bolesne ostrzeżenie, ale nie mogliśmy dać się zastraszyć.

LB: Całkowicie podzielam to przekonanie, nikt nie miał pojęcia, jak zareaguje Związek Radziecki, co zrobią służby bezpieczeństwa, zainteresowane utrzymaniem systemu. Niepewność była, ale też dostrzegaliśmy, że dzieje się coś absolutnie wyjątkowego. Tego nam nikt nie odbierze, choć chyba nikt nie myślał o tym, że to będzie początek wielkiego otwarcia, że będziemy mieli pierwszego niekomunistycznego premiera. Takich przewidywań nie mieliśmy.

LW: Tego dnia chciałem po prostu wygrać te wybory. Pokazać komunistom, że nie chcemy ich władzy. Romantyczna wizja bezkrwawej rewolucji. Lud wypędza despotę, ale robi to metodami demokratycznymi.

Leszek Balcerowicz (Fot. materiały z książki)

Dzieje się coś absolutnie wyjątkowego, a do wyborów idzie zaledwie 62 procent obywateli. To i tak największa frekwencja w ciągu ostatnich 30 lat, ale biorąc pod uwagę fakt, że głosowaliśmy za wolnością, a przeciw komunie, to znowu wcale nie tak wiele.

LW: Komuniści latami fałszowali wybory. Wszyscy o tym wiedzieli, mimo że władza to skrzętnie ukrywała, bo zależało jej na pozorach. Później z dumą ogłaszali, że frekwencja wynosiła 90 procent, a ja się rozglądałem i wśród moich bliskich prawie nikt nie głosował. No to jak to jest? Ludzie mogli sobie myśleć, że tak będzie i tym razem, że nic się nie wydarzy, że władza znów odtrąbi sukces, a my przegramy. Karnawał Solidarności trwał 18 miesięcy, potem zrobili stan wojenny. Skąd mieli wiedzieć, że będzie inaczej? Może się bali, może nie wierzyli? A może ci, co zostali w domach, wstydzili się, że latami grzecznie wspierali PRL i głosowali tak, jak im władza każe? Ten strach musiał w nich pozostać, bo przecież chodzili do tych wyborów ze strachu.

LB: A może było im obojętne, jaki jest ustrój? Teoretyzuję, bo nie mamy badań w tej sprawie, ale jak się nad tym zastanowić, to jest to sygnał pewnej niedobrej cechy wielu Polaków, która później będzie przybierać na sile. Bierność wobec tego, co dzieje się w życiu publicznym. Wycofywanie się z niego wynika z mylnego moim zdaniem przekonania, że polityka jest zawsze brudna i cyniczna, więc ludzie nie chcą dotykać tego brudu. I proszę sobie przypomnieć nerwówkę przed referendum w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Równie przełomowe głosowanie. Wygraliśmy je, ale trzeba było zorganizować dwa dni, a i tak frekwencja była niższa od wyborów czerwcowych – 58 procent. W takim momencie!!! Gdzieś intuicyjnie czuję, że to pozostałość mentalności komunistycznej, że nic od nas nie zależy, bo komuniści i tak trzymają wszystko w garści. Pan Prezydent ma rację, tyle razy fałszowali wybory, że trudno może niektórym było uwierzyć, że tym razem będzie inaczej. A demokrację buduje się mozolnie i bez fajerwerków. Podobnie jak świadome społeczeństwo obywatelskie, które rozumie, czym jest akt głosowania i działanie pomiędzy wyborami.

To może i dobre wytłumaczenie frekwencji 1989 roku, ale nie tłumaczy, dlaczego teraz do wyborów chodzi średnio 40 procent ludzi, czasem trochę więcej. Żyją już nowe pokolenia, które nawet nie urodziły się w komunizmie. Homo sovieticus ich nie dotyczy.

Lech Wałęsa (Fot. materiały z książki)

LW: Jak jest źle, to ludziom bardziej się chce wybierać. Bo chcą zmian, a teraz to im się całkiem nieźle żyje, więc są zainteresowani swoimi sprawami. W 2007 roku w czasie głosowania przeciwko rządom PiS kolejki ustawiały się na kilka godzin, w wyborach samo- rządowych 2018 ludzie też stali godzinami. Ale prawdą jest i to, że oddaliśmy pole demagogom i populistom. To jest nasza wina, nasze zaniedbanie. Nic nie robimy, a zobaczcie, co robi druga strona. Ojciec Rydzyk dzień w dzień przemawia do mikrofonu i miliony go słuchają.

Tworzy wspólnotę.

LW: A ja to bym chciał takiego Rydzyka po naszej stronie. Niech dzień w dzień mówi: „Cześć, Europejczycy. Co u was? Coś się nie podoba w Europie? Zadzwoń do mnie, pogadamy”. Bo Europa jest wspaniała, żyjemy w pokoju, nie ma wojen. Ale musimy się tu na nowo umościć. To nasz dom. Gadajmy, razem wymyślajmy. Europa teraz drży w posadach, bo nikt nie chce z ludźmi rozmawiać. Oni się buntują, a populiści to skrzętnie wykorzystują.

LB: Nie mylmy sloganów z wartościami, bo byle demagog będzie myślicielem. Próbuję zrozumieć, skąd ta atrakcyjność populizmu, i dochodzę do wniosku, że w dziejach ludzkości występują epidemie ideologiczne, coś, co wbrew logice i doświadczeniu zyskuje silne poparcie na zasadzie emocji. A jak rozpalić emocje? Wskazać na wroga. Wrogiem może być burżuj, może być kapitalista, ale może być i uchodźca, co jest przykładem niespotykanego politycznego cynizmu Kaczyńskiego. Przecież Polacy nie byli przeciwni pomocy ludziom próbującym wyrwać się z nędzy, strachu, zagrożenia życia. Co więcej, Polacy wciąż mieli w pamięci czas, gdy do nas wyciągano rękę – w czasach II wojny światowej, w czasach stanu wojennego. A PiS tak nakręcił emocje, że nagle wielu uległo tej podłej propagandzie o chorobach, pierwotniakach i terrorystach.

Wy, ojcowie założyciele nowej Polski, nie potrafiliście nauczyć ludzi, że głosowanie to obowiązek społeczny.

LB: Moralny! To jest obowiązek moralny. Nie ma w Polsce takiej świadomości. Zgadzam się, ale niech Pani nie mówi o naszej winie. Powiedziałbym, że modne jest to głupie i pretensjonalne snobowanie się na to, że polityka jest zawsze brudna, więc my jesteśmy ponad to, nie dotykamy się brudu. Jasne, uważamy się za demokratów, ale nie głosujemy? Demokracja bez głosujących?

Edukować może?

LB: Głaskać po głowie?

Dlaczego?

LB: Mówiłem: uważam za szkodliwe snobowanie się na niechęć do polityki. Od polityki zależy, jakich reprezentantów wybierzemy, jak władza będzie się zachowywać względem obywateli, jaka będzie jakość demokracji. A patrząc zwłaszcza na to, co robi dziś PiS, wielu pewnie sądzi, że polityka to jedynie miejsce, gdzie tylko swoi mogą się nachapać, a nic innego się nie liczy.

LW: I tu dochodzimy do sedna. Ludzie nie mają na kogo głosować, nie mają swojej partii, czytelnego układu politycznego. Od 30 lat namawiam, żeby inaczej się zorganizować, nie tak jak teraz. Na początku mówiłem prawica–lewica. Ci na lewo to nie wierzą w Boga i wierzą we własność państwową. Prawica – wierzą w Boga i wierzą we własność prywatną. Tak to wtedy widziałem, 30 lat temu. Ale to już przeszłość. Teraz inny podział widzę. Cztery partie: tamta lewica, tamta prawica oraz partia ludzi najemnych, pracowników i partia właścicieli środków produkcji. Gdyby tak zorganizować społeczeństwo, to każdy by wiedział, kto go reprezentuje. Wiedziałby, gdzie jest, do jakiego kręgu należy. Tak trzeba zorganizować społeczeństwo i dopasować programy. Każdy by się gdzieś odnalazł.

Leszek Balcerowicz (Fot. materiały z książki)

LB: Mam ochotę powiedzieć, że to zabawne, że przywódca ruchu, który wywalczył wolność, chce dziś odgórnie ustalać, jak zorganizować społeczeństwo. Jak zmusić ludzi, by się do takich bloków zapisywali?

LW: Ma Pan jakiś inny pomysł? Karty na stół.
LB: Teraz jest taki czas, że musimy stawiać na to, co jest, organizować się, wzmacniać obóz prodemokratyczny, proeuropejski.

LW: Teraz, teraz. Oczywiście, ale musimy myśleć na przyszłość, na kilka kroków w przód.

LB: Głęboki podział stworzony przez Kaczyńskiego i PiS w Polsce niszczy demokrację. Jedno plemię dochodzi do władzy i zaczyna działać wyłącznie we własnym interesie. Niszczy ono możliwość rozumnego konsensusu. A w sprawach dla państwa kluczowych nie może być aż takiego rozdźwięku. Przez wiele lat zresztą się udawało. Do 2015 roku, do czasu, gdy PiS zrobił skok na wymiar sprawiedliwości i własność prywatną. Dotąd, przez prawie 30 lat, nikt nie próbował podporządkowywać sobie sędziów i jednocześnie zohydzać ich w oczach społeczeństwa. I tu nie chodzi o trójpodział władzy, tak dziś za Monteskiuszem przywoływany, a z punktu widzenia nowoczesnego zarządzania państwem anachroniczny. W wielu krajach władza wykonawcza i ustawodawcza pochodzi z tej samej ekipy, i to jest w porządku. Najważniejsza jest natomiast niezależność sądownictwa, policji, prokuratury oraz instytucji państwa takich jak NBP, regulatorzy w energetyce, organizacje pozarządowe, wolna i krytyczna sfera kultury, media. PiS natomiast wprowadza koncentrację władzy politycznej. To właśnie odrzuciliśmy w wyborach 4 czerwca i proszę, po 30 latach mamy próbę powrotu do PRL. Koncentracja władzy w jednym ręku to dyktatura.

LW: Zgadzam się, ten układ PO-PiS, który mamy po 30 latach wolności, jest nie do wytrzymania. Są nowe czasy, globalizacja, komputery. Słucham młodych ludzi i czy wy myślicie, że oni będą chcieli głosować na tych starych? Stwórzcie coś dla młodych, wtedy nie będziecie narzekać, że nie chodzą na wybory.

LB: Przekonywanie, że udział w życiu publicznym jest sensowny, to nie jest działanie incydentalne. Trzeba to robić cały czas, nie tylko na dwa tygodnie przed wyborami. Poprzez media społecznościowe, atrakcyjnie, nowocześnie, komunikatywnie. Namawiać do chodzenia na wybory i tłumaczyć, że polityka to sfera aktywności dla dobra wspólnego i że tylko przez wybory możemy wygrać ze złą polityką.

Okładka książki (Fot. materiały prasowe)

 

Katarzyna Kolenda-Zaleska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę