Znaleziono 0 artykułów
05.10.2019

Love Me Tinder: Nie ma seksu bez zobowiązań

(Ilustracja: Izabela Kacprzak)

Jestem ciekawa. Seksu, uczuć, ludzi. Testuję wszystkie konfiguracje. Dla jednych jestem signorą, dla innych małą dziewczynką. Niektórzy chcą, żebym natychmiast weszła w rolę ich dziewczyny, inni otwarcie mówią, że mają żony, więc szukają przygód – opowiada bohaterka naszego cyklu, która Tindera ściągnęła zaledwie kilka tygodni temu, zaraz po rozstaniu z mężem.

Pobraliśmy się jeszcze na studiach. Byliśmy małżeństwem prawie dziesięć lat. Agonia tego związku trwała wiele miesięcy. W łóżku już od dawna nam się nie układało. Mąż nigdy mi nie mówił, że jestem ładna. Tłamsił mnie. Byłam jego opiekunką, a on za troskę odpłacał mi pogardą. Teraz zastanawiam się, dlaczego tak długo w tym trwałam. Nauczyłam się sublimacji. Może dzięki temu, że brakowało mi seksu, napisałam doktorat. Gdybym była w szczęśliwym związku, nie wychodziłabym z łóżka.

Zaraz po podpisaniu pozwu o separację ściągnęłam Tindera. Kilka godzin później poszłam na drinka do hotelowego baru z mężczyzną. Inteligentnym, przystojnym, wrażliwym Szwajcarem. Nie spodziewałam się tego, że pierwsza randka będzie takim olśnieniem. Chemia była niesamowita. Widzieliśmy się tylko raz. Przez kilka intensywnych godzin. Rano po wspólnie spędzonej nocy mi się oświadczył. Odmówiłam. Nie ukrywałam przed nim, że dopiero zaczynam przygodę z Tinderem. I nie mam zamiaru skończyć jej na tej jednej randce. Na pożegnanie życzył mi więc, żeby wszyscy kolejni chłopcy byli dla mnie dobrzy. Minął miesiąc, a my piszemy do siebie prawie codziennie. Z Warszawy pojechał dalej w delegację. I widziałam, że napisał sobie w profilu, że szuka „niezależnej i inteligentnej” dziewczyny. Gdy to zobaczyłam, natychmiast go wykasowałam. Chwilę później zobaczyłam na ekranie mojego telefonu obcy numer z zagranicznym numerem kierunkowym. Dzwonił zapytać, co się stało. I wyznać, że to mnie miał na myśli, tworząc ten opis.

Ale przez ten miesiąc eksperymentowałam. Spotkałam się z sześcioma facetami. Każdy był na swój sposób czuły, dobry, rozumiejący. Rozpoczęłam nowe życie. Wreszcie czuję się dorosła. Wcześniej byłam dziewczynką. Nie randkuję z zemsty. Wolałabym, żeby mój były mąż się o moich przeżyciach nie dowiedział. Nikogo do niego nie porównuję. 

Nie zostałam przy jednym mężczyźnie, bo jestem ciekawska. I wyposzczona. Seksu, uczuć, ludzi. Sprawdzam, kim mogę być. Testuję wszystkie konfiguracje. Przyglądam się, jak leżą. Dla jednych jestem signorą, dla innych małą dziewczynką. Dużo rzeczy ustalamy na starcie, nawet to, kiedy pocałujemy się po raz pierwszy, a czego na pewno nie zrobimy. Niektórzy chcą, żebym natychmiast weszła w rolę ich dziewczyny (jeden oferował mi ciepłe bułeczki na śniadanie), inni otwarcie mówią, że mają żony albo dziewczyny, więc szukają przygód, ale niekoniecznie tylko przygodnego seksu. Te role pozwalają mi na obiektywizację siebie. Wyjście poza bańkę. Taki eksperyment naukowy na żywym organizmie. Na początku trochę się bałam spotkań w hotelach. Chciałam uciekać. Ale zwyciężyła dziecięca radość. Uzależniające poczucie wolności. Oczywiście trzeba być wyczulonym na swoje granice, ale nie zdarzyło mi się, żeby ktoś je naruszył. Seks działa na mnie emancypacyjnie, upodmiotawiająco, lepiej poznaję siebie. 

Co łączy moich partnerów? Potrzebują bliskości, chcą rozmawiać, czują się samotni. Zasypują mnie wiadomościami i zdjęciami, zdarzają się oczywiście także dick picki. Nie wszyscy są feministami. Jeden mówił, że lubi seks „egalitarny”, równie przyjemny dla obu stron. Zdarzają się też szowinistyczne świnie, ale taka konwencja też mnie ciekawi. Mój wygląd jest dla nich ważny, oczywiście. Ale równie istotne – poczucie humoru. Pytają mnie o męża, o to, czy cierpię po rozstaniu, czy jestem gotowa na relację. Interesuje ich także mój doktorat. 

(Ilustracja: Izabela Kacprzak)

Na profilu napisałam, że pracuję naukowo. To najskuteczniejszy filtr. Odzywają się tylko mężczyźni obyci, pewni siebie, pozbawieni kompleksów. I obcokrajowcy. Na początku myślałam, że nie będę w ogóle umawiać się z Polakami. Potem zrozumiałam, że w chłopakach spoza kraju mogę się łatwiej zakochać. Przestraszyłam się tego. 

Po Szwajcarze był architekt z Rzymu – chłodny, niedostępny, zdystansowany. To mnie zawsze w mężczyznach kręciło. Czytał mi włoską poezję w łóżku. Ale ma dziewczynę. Kocha ją, planują wspólne życie, ale jest młodziutka, nie chce realizować wszystkich jego fantazji. Okazało się, że umawiał się też z moją przyjaciółką, co odkryłyśmy, przeglądając nawzajem swoje aplikacje. Nie zerwałam z nim, może się jeszcze kiedyś przyda.

Z zamożnym Polakiem po czterdziestce spotykałam się w ekskluzywnym hotelu, po to by zrealizować konkretną fantazję erotyczną. On ma żonę, bardzo zapracowaną, są w otwartym związku, piszą sobie o swoich romansach. Kupuje mi prezenty, świetnie nam się rozmawia, czuję się przy nim trochę jak uczennica.

Zaliczyłam też trójkąt. Dwóch kolegów z liceum ma na Tinderze wspólne konto. „Jesteśmy hetero, jakby co”, piszą. Jeden był piękny, drugi miał gadane. Było fantastycznie.

Ostatnio poznałam jeszcze jednego fajnego chłopca z Włoch, jego chyba też odwiedzę. Jest niesamowicie elegancki, wysyła mi selfie w pięknych garniturach. Nie zawsze wybieram mężczyzn zamożnych, zdarza mi się romantyzować biedę. Ale podobają mi się też drogie hotele, bary z widokiem na całą Warszawę, dobre wina. Wreszcie mam gdzie nosić moje ulubione sukienki. 

Wiem już, że nie istnieje seks bez zobowiązań. Trzeba ponieść koszty emocjonalne takich przygód. Gdy się w nocy do kogoś przytulam, czuję bliskość. Potem tęsknię. Prowadzę kilka relacji naraz, w każdej jestem kimś innym. Odpisuję na setki wiadomości. Mało śpię, nieregularnie jem, dużo palę. Na dłuższą metę nie da się tak żyć. 

Mój psychoanalityk nie jest zadowolony z tych przygód. Mówi, że śnię sen, żeby niczego nie poczuć po rozstaniu z mężem. Coś w tym jest. Ale nie ma we mnie żalu – ani do męża, ani do innych mężczyzn. Jestem otwarta na miłość. Chciałabym mieć drugiego męża, dom, dzieci. Za chwilę lecę do Szwajcarii do mojego pierwszego tinderowego mężczyzny. Może zakochamy się w sobie do szaleństwa? 

Wysłuchała Anna Konieczyńska
Proszę czekać..
Zamknij
Vogue Polska
Drogi Czytelniku,

Żeby móc dalej dostarczać Ci materiały redakcyjne wysokiej jakości i zgodne z Twoimi zainteresowaniami, potrzebujemy zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Jednocześnie zapewniamy, że dbamy o Twoją prywatność i bezpieczeństwo, nie zwiększając w żaden sposób naszych uprawnień. W każdej chwili możesz wycofać swoją zgodę.

Pliki cookie

Strona vogue.pl korzysta z plików tzw. cookie, w celu dostosowania jej funkcjonalności do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje w zakresie polityki prywatności i zasad wykorzystania plików cookies dostępne są TUTAJ.

Wyrażam zgodę